Torcik matcha tiramisu i nasze pierwsze urodziny :)

tiramisu

Nie wiedzieć kiedy, nie wiedzieć jak, ale minął już rok od momentu powstania naszego bloga. Ciężko nam jest w to uwierzyć - czas ten zleciał jakoś wyjątkowo szybko i jak sądzimy zanim się spostrzeżemy, minie nam kolejny :) Nie jesteśmy wyjątkowo sentymentalnymi osobami i niestety ciężko nam pisać cokolwiek podsumowującego ten miniony rok.. Jednakowoż niesamowicie cieszy nas, że do nas zaglądacie, zostawiacie miłe komentarze i interesujecie się tym, co staramy się tu na łamach bloga przekazać. Pomimo tego, że kuchnia azjatycka nie cieszy się może aż tak wielką popularnością, bardzo chcemy pokazać Wam jaka jest wspaniała i różnorodna. Jeśli uda nam się kogoś nią zainteresować to.. punkt dla nas! :)

Właściwie około półtora roku temu żadna z nas nie pomyślałaby, że cokolwiek takiego stworzymy. Nasz pomysł, który zapisałyśmy pewnego dnia na skrawku kartki z najbardziej szalonymi planami na najbliższy rok znajdował się na szarym końcu listy. Potem doszły nieśmiałe rozmowy, pierwsze próby, które niekoniecznie należały do najlepszych. Z czasem ta myśl coraz mocniej nas fascynowała - w końcu jedną z najważniejszych części naszych spotkań były zawsze przygody kuchenne :) 

W naszych głowach rodzą się coraz to nowe pomysły, które mamy nadzieję niedługo zrealizować. Najważniejsza jest dla nas jednak radość, którą daje nam praca nad tym naszym małym zakątkiem :) Oby takich urodzin było przed nami o wiele więcej!

I jeszcze kilka słów o samym przepisie - postanowiłyśmy, że pierwsze urodziny uświetnić musi nasza ukochana zielona herbata matcha, tak więc postawiłyśmy na małą wariację na temat dobrze nam w Europie znany czyli tiramisu. Deser ma niesamowity smak, a matcha świetnie pasuje do tego włoskiego specjału. Ale nas to wcale nie dziwi, bo jak już zdążyłyśmy się przekonać Japończykom często całkiem nieźle wychodzi reinterpretacja znanych nam dobrze potraw - a przynajmniej tych słodkich :) 


tiramisu

Torcik matcha tiramisu

6 dużych żółtek
1/3 kubka cukru + dodatkowe 2 łyżki
450 g serka mascarpone
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
2 łyżki proszku matcha
1 kubek mocnego espresso
3 łyżki rumu
około 30 biszkoptów
3-4 łyżeczki żelatyny, rozpuszczone w gorącej wodzie

tiramisu

Kawę mieszamy z 2 łyżkami cukru oraz 3 łyżkami rumu.

Pozostałą część cukru łączymy razem z żółtkami w misce, którą trzymamy na delikatnej kąpieli wodnej. Mieszamy aż do uzyskania kremowej, jasnożółtej masy. My w tym celu użyłyśmy miksera, ale można też użyć zwykłej trzepaczki. Miskę ściągamy z ognia i masę łączymy z serem mascarpone (w temperaturze pokojowej!) oraz proszkiem matcha (proszek radzimy dokładnie rozmieszać w niewielkiej ilości gorącej wody - łatwiej wtedy rozprowadzić go w kremie). Dodajemy też ekstrakt waniliowy. Jeśli chcecie wykonać torcik, na tym etapie dodajecie też rozpuszczoną żelatynę - dokładnie mieszacie ją z masą i zostawiacie do częściowego stężenia. Dzięki temu masa trzymać się będzie na miejscu i nie wyleje się pomiędzy biszkopty.

Formę na nasze ciasto (my użyłyśmy regulowanej obręczy o średnicy około 17 cm, ale możecie wykorzystać również niewielką tortownicę z odczepianym dnem) wykładamy naokoło biszkoptami, możecie je delikatnie przyciąć aby łatwiej było je układać. Dno również wykładamy biszkoptami. Na tak przygotowaną formę wykładamy część naszej masy. Następnie przekładamy ją nasączonymi kawą biszkoptami - każdy z nich moczymy w kawie krótko, około 3 sekund. Dokładamy masę i po raz kolejny biszkopty - powtarzamy aż do wykończenia masy. Torcik wstawiamy do lodówki aby stężał.
Gotowy posypujemy cieniutką warstwą matcha, a następnie dekorujemy malinami.

Jeśli wolicie jednak torcik podać w tradycyjnej formie, jako matcha tiramisu wystarczy ominąć dodatek żelatyny oraz oczywiście w takim przypadku całość układać w wybranych pucharkach :) Równie pyszne a i mniej pracowite :)

tiramisu

tiramisu

zmodyfikowany przepis pochodzi z książki "Kyotofu: Uniquely Delicious Japanese Desserts"

Cōngyóubǐng


Tak się składa, że do tej pory dosyć często zajadałyśmy się przepysznymi koreańskimi placuszkami (czy jak kto woli naleśnikami) z dodatkiem cukinii, owoców morza czy też kimchi i jakoś średnio wychodziło nam próbowanie podobnych tworów, wywodzących się z innych krajów Azji. No bo po co, skoro mamy pyszny, prosty i przyjemny przepis, który gotowy jest w dosłownie 15 minut (nie wliczając smażenia, które nie wiedzieć czemu stało się domeną Marty ;)). Tyle jednak dobrego nasłuchałyśmy się na temat chińskich placków z zieloną cebulką, że przyszła i na nie kolej. Cóż.. jesteśmy zachwycone! Są zdecydowanie bardziej chrupiące od tych koreańskich, choć to zapewne zasługa ciasta i jego innej konsystencji oraz techniki wykonania. Niestety wszystko ma swoją cenę - potrzebna jest w ich wypadku całkiem spora ilość tłuszczu. Ale raz na jakiś czas można się rozpieścić :)

Placki te znane są w całych Chinach i posiadają wiele lokalnych wariacji - niekiedy jako akompaniament do zielonej cebulki dodaje się do nich ziarna sezamu czy też zieloną część kopru włoskiego. Istnieje też dosyć zabawna anegdotka z nimi związana. A mianowicie według niektórych gdyby nie one, to nigdy nie powstałaby... pizza. Tak, legenda głosi, że Marco Polo tak bardzo zafascynowany był tym wynalazkiem kuchni chińskiej, że po powrocie do swoich stron nie ustawał w poszukiwaniach kucharza, który byłby w stanie je dla niego odtworzyć. Kiedy takiego znalazł ostatecznie zasugerował mu, aby nadzienie położył na wierzchu ciasta, a nie w jego środku jak dotychczas. Danie to stało się zdecydowanym hitem na przyjęciu, które miał okazję zorganizować, a kucharz zachęcony sukcesem powrócił do rodzinnego Neapolu i tam udoskonalił przepis tworząc znaną nam dziś pizzę. Niestety nic nie wskazuje na to, by tak właśnie wyglądały początki tego cudownego dania więc historię tę pozostawmy tu jako ciekawostkę :) Mamy jednak nadzieję, że placuszki te zagoszczą na Waszym stole. Później jak sądzimy, będą się na nim pojawiać coraz częściej.. 


placuszki

Cōngyóubǐng
葱油饼
na 6 placków

560 g mąki
1,5 kubka świeżo zagotowanej wody
1-2 łyżki zimnej wody
1-2 łyżeczki oleju sezamowego
1,5 łyżeczki soli (najlepiej gruboziarnistej)
około 115 g masła
zielona cebulka, drobno posiekana
olej do smażenia

placuszki

Mąkę przesiewamy do miski i stopniowo zalewamy gotującą się wodą mieszając całość widelcem (lub pałeczkami). Delikatnie i ostrożnie łączymy ciasto za pomocą dłoni. Dodajemy zimnej wody i dalej ugniatamy, około 3 minut. Ciasto przykrywamy i odstawiamy na co najmniej 30 minut.

Blat oraz wałek smarujemy łyżeczką oleju sezamowego. Ciasto ugniatamy jeszcze chwilę i dzielimy na 6 równych części, które następnie rozwałkowujemy na około 16 cm okręgi. Posypujemy 1/4 łyżeczki soli i delikatnie wbijamy ją w ciasto. Dodajemy też około 15 g masła, rozsmarowując je po całej powierzchni naszego placka (zostawiamy trochę miejsca na brzegach) oraz sporą ilość zielonej cebulki. Ciasto rolujemy wzdłuż, uważając by nie pogubić zielonej cebulki. Zlepiamy końcówki, a następnie zwijamy całość w ślimaka, końcówkę zawijając pod spód. Delikatnie rozwałkowujemy po raz kolejny, nie przejmując się zbytnio próbującą się wydostać na powierzchnię cebulką :)

Rozgrzewamy patelnię z olejem i smażymy na niej placki pod przykryciem. Zajmuje to około 4 minut na stronę, ale oczywiście sprawdzajcie co jakiś czas, aby się nie przypaliło. Podajemy ciepłe :)

placuszki

placuszki

placuszki

przepis pochodzi z książki "Yan Kit's Classic Chinese Cookbook"