Cōngyóubǐng


Tak się składa, że do tej pory dosyć często zajadałyśmy się przepysznymi koreańskimi placuszkami (czy jak kto woli naleśnikami) z dodatkiem cukinii, owoców morza czy też kimchi i jakoś średnio wychodziło nam próbowanie podobnych tworów, wywodzących się z innych krajów Azji. No bo po co, skoro mamy pyszny, prosty i przyjemny przepis, który gotowy jest w dosłownie 15 minut (nie wliczając smażenia, które nie wiedzieć czemu stało się domeną Marty ;)). Tyle jednak dobrego nasłuchałyśmy się na temat chińskich placków z zieloną cebulką, że przyszła i na nie kolej. Cóż.. jesteśmy zachwycone! Są zdecydowanie bardziej chrupiące od tych koreańskich, choć to zapewne zasługa ciasta i jego innej konsystencji oraz techniki wykonania. Niestety wszystko ma swoją cenę - potrzebna jest w ich wypadku całkiem spora ilość tłuszczu. Ale raz na jakiś czas można się rozpieścić :)

Placki te znane są w całych Chinach i posiadają wiele lokalnych wariacji - niekiedy jako akompaniament do zielonej cebulki dodaje się do nich ziarna sezamu czy też zieloną część kopru włoskiego. Istnieje też dosyć zabawna anegdotka z nimi związana. A mianowicie według niektórych gdyby nie one, to nigdy nie powstałaby... pizza. Tak, legenda głosi, że Marco Polo tak bardzo zafascynowany był tym wynalazkiem kuchni chińskiej, że po powrocie do swoich stron nie ustawał w poszukiwaniach kucharza, który byłby w stanie je dla niego odtworzyć. Kiedy takiego znalazł ostatecznie zasugerował mu, aby nadzienie położył na wierzchu ciasta, a nie w jego środku jak dotychczas. Danie to stało się zdecydowanym hitem na przyjęciu, które miał okazję zorganizować, a kucharz zachęcony sukcesem powrócił do rodzinnego Neapolu i tam udoskonalił przepis tworząc znaną nam dziś pizzę. Niestety nic nie wskazuje na to, by tak właśnie wyglądały początki tego cudownego dania więc historię tę pozostawmy tu jako ciekawostkę :) Mamy jednak nadzieję, że placuszki te zagoszczą na Waszym stole. Później jak sądzimy, będą się na nim pojawiać coraz częściej.. 


placuszki

Cōngyóubǐng
葱油饼
na 6 placków

560 g mąki
1,5 kubka świeżo zagotowanej wody
1-2 łyżki zimnej wody
1-2 łyżeczki oleju sezamowego
1,5 łyżeczki soli (najlepiej gruboziarnistej)
około 115 g masła
zielona cebulka, drobno posiekana
olej do smażenia

placuszki

Mąkę przesiewamy do miski i stopniowo zalewamy gotującą się wodą mieszając całość widelcem (lub pałeczkami). Delikatnie i ostrożnie łączymy ciasto za pomocą dłoni. Dodajemy zimnej wody i dalej ugniatamy, około 3 minut. Ciasto przykrywamy i odstawiamy na co najmniej 30 minut.

Blat oraz wałek smarujemy łyżeczką oleju sezamowego. Ciasto ugniatamy jeszcze chwilę i dzielimy na 6 równych części, które następnie rozwałkowujemy na około 16 cm okręgi. Posypujemy 1/4 łyżeczki soli i delikatnie wbijamy ją w ciasto. Dodajemy też około 15 g masła, rozsmarowując je po całej powierzchni naszego placka (zostawiamy trochę miejsca na brzegach) oraz sporą ilość zielonej cebulki. Ciasto rolujemy wzdłuż, uważając by nie pogubić zielonej cebulki. Zlepiamy końcówki, a następnie zwijamy całość w ślimaka, końcówkę zawijając pod spód. Delikatnie rozwałkowujemy po raz kolejny, nie przejmując się zbytnio próbującą się wydostać na powierzchnię cebulką :)

Rozgrzewamy patelnię z olejem i smażymy na niej placki pod przykryciem. Zajmuje to około 4 minut na stronę, ale oczywiście sprawdzajcie co jakiś czas, aby się nie przypaliło. Podajemy ciepłe :)

placuszki

placuszki

placuszki

przepis pochodzi z książki "Yan Kit's Classic Chinese Cookbook"

Smażony czosnek oraz olej czosnkowy

czosnek


Przepis ten miał trafić na naszego bloga znacznie wcześniej, ale niestety różnie to bywa zarówno z pamięcią, jak i weną ;) Ale jak to się mówi - lepiej późno niż wcale :)

Smażony czosnek oraz olej, który powstaje w trakcie jego smażenia właściwie w przygotowaniu niewiele różni się od swojego poprzednika, który już znalazł swoje miejsce (klik!) na łamach naszego bloga. Jak możecie się domyślić, efekt jest niesamowity - sam czosnek jest przecież składnikiem niezbędnym w (przynajmniej naszej) kuchni, a ta wersja dodaje ciekawych walorów smakowych oraz dodatkowy efekt chrupkości, tak lubiany przez przeróżne kuchnie Azji. W Tajlandii sam czosnek znajduje się w większości potraw, czy to posiekany czy to zmielony ( nie zapominajmy o jego obecności w aromatycznych pastach curry!). Wersja smażona, podobnie zresztą jak szalotki, dodawana jest na każdym praktycznie kroku i wzbogaca smak zup, sałatek i potraw z makaronem. 

Teraz spokojnie możecie przygotować słodki sos rybny potrzebny do ryby z grilla, jak i wypróbować ten wspaniały dodatek samodzielnie :)


czosnek

Smażony czosnek oraz olej czosnkowy 
na około 3/4 kubka smażonego czosnku oraz 3/4 kubka oleju

2 główki czosnku
3/4 kubka oleju roślinnego

czosnek

Czosnek obieramy i siekamy na drobne kawałki (można użyć blendera, ale należy pamiętać aby nie przesadzić - kawałki czosnku powinny być mniej więcej wielkości ziarenek ryżu). 

Łączymy posiekany czosnek razem z olejem i ustawiamy na średnim ogniu. Podgrzewamy razem, co jakiś czas mieszając całość, aż olej się rozgrzeje. Zmniejszamy ogień i dalej smażymy, uważając by nie przypalić czosnku. Kiedy nabierze on złotego koloru ostrożnie przelewamy olej przez sitko, odcedzając tym samym smażony czosnek od oleju. Odstawiamy do ostygnięcia, i cieszymy się gotowymi składnikami :)

czosnek

przepis pochodzi z książki "Simple Thai Food: Classic Recipes from the Thai Home Kitchen"