Nikujaga

jednogarnkowe

Ostatnio uraczyłyśmy Was przepisem na bliskich sąsiadów dobrze nam znanych pączków (klik!). Dziś wracamy do Japonii na zgoła inne danie. Kojarzone jest raczej z zimowymi popołudniami, ale myślimy, że i na kapryśną pogodę, którą niedługo będzie nas raczył marzec zda się równie dobrze. Będziecie musieli nam wybaczyć, ale możliwe jest że w tym roku pojawi się tu o wiele więcej przepisów japońskich z racji naszej dosyć szybko zorganizowanej wycieczki do tego kraju. Żyjemy już praktycznie tylko wylotem i z jeszcze większą radością przygotowujemy potrawy tamtejszej kuchni :)

Nazwa tej potrawy, czyli nikujaga (肉じゃが) dla polskiego ucha brzmieć może egzotycznie, ale gdyby ją przetłumaczyć, to dosłownie brzmiałaby... "mięso z ziemniakami". Odbiera jej to nieco z dostojności i tajemniczości, ale zapewniamy że smakuje w dalszym ciągu wybornie ;) Głównymi składnikami są tu - oczywiście - ziemniaki oraz mięso, do których dodawane są inne warzywa oraz często makaron konnyaku (shirataki, しらたき). Tym ostatnim warto zainteresować się, jeśli dbacie o linię - ma znikomą ilość kalorii :) Całość gotowana jest w nieśmiertelnym japońskim zestawie jakim jest sos sojowy, mirin oraz sake, który pomimo tego, że znajduje się w tak wielu potrawach, jakoś nie potrafi się nam znudzić :)

Podobnie jak uwielbiane przez nas karē raisu (klik!), korzenie tej potrawy sięgają marynarki wojennej. O zaszczyt bycia miejscem jej narodzin konkurują ze sobą - oczywiście w przyjaznej atmosferze - dwa miasta: Maizuru oraz Kure. W tym pierwszym od 1997 roku organizowany jest nawet festiwal poświęcony tej potrawie. Jednak nawet jeśli trwają dysputy na temat miasta pochodzenia, to za jej twórcę zwykle uznaje się Tōgō Heihachiro (東郷 平八郎), niezwykle zasłużonego dla Japońskiej floty admirała. Bardzo chciał upodobnić ją do wysokich standardów brytyjskich i zauważywszy iż zjadają oni sporą ilość wołowych gulaszów, zlecił wykonanie podobnej potrawy z dostępnych składników. Jako że kucharze niespecjalnie wiedzieli w jaki sposób takie danie przygotować, metodą prób i błędów stworzyli właśnie nikujaga, która do dziś cieszy się niezwykłą popularnością. 


jednogarnkowe

Nikujaga
肉じゃが
na 4 osoby

ok. 3-4 ziemniaki
1 cebula
1 marchewka
ok. 50 g zielonej fasolki
200 g cienko pokrojonej wołowiny
1 opakowanie makaronu shirataki
2 łyżki oleju sezamowego
ok. 350 ml bulionu dashi
2,5 łyżki sosu sojowego
2,5 łyżki mirinu
2,5 łyżki sake
2 łyżki cukru brązowego
1 łyżka sezamu

jednogarnkowe

Zaczynamy od przygotowania wszystkich składniki potrzebnych do nikujaga: cebulę kroimy na grubsze piórka lub ćwiartki, ziemniaki również w ćwiartki, marchewkę na grube plastry. Makaron shirataki przygotowujemy zgodnie z opisem na opakowaniu.

W garnku rozgrzewamy olej sezamowy i na nim smażymy przez około 1 minutę plasterki mięsa. Dorzucamy ziemniaki, cebulę oraz marchew i chwilę razem smażymy. Dodajemy makaron shirataki, a następnie całość zalewamy bulionem dashi, doprawiamy sosem sojowym, mirinem, sake oraz cukrem. Na wierzch kładziemy fasolkę. Doprowadzamy do wrzenia, a następnie zmniejszamy ogień, ściągając ewentualne szumowiny. Zakrywamy garnek i delikatnie gotujemy potrawę prze około 10 minut. Następnie odkrywamy i pozwalamy by płyn nieznacznie odparował, a składniki były miękkie. Podajemy w miskach razem z ryżem, posypujemy sezamem.

PS Oryginalnie danie to zakrywane jest specjalną drewnianą przykrywką o nazwie otoshibuta (落とし蓋), której średnica jest mniejsza niż naczynia w którym gotujemy i która ma za zadanie równomiernie rozprowadzić ciepło oraz płyn, co pozwala na szybsze ugotowanie składników. Nikujaga wyjdzie bez niej, ale możecie wykonać ją za pomocą folii aluminiowej. Na swoim blogu pokazała to Nami z Just One Cookbook, polecamy zapoznać się z jej wpisem: "How To Make Otoshibuta" (klik!). Możecie zamiast zwykłej przykrywki spróbować wykonać swoją własną otoshibuta :)

jednogarnkowe

zmodyfikowany przepis pochodzi z książki "Tokyo Cult Recipes"

Sātā andāgī

pączki

No dobra, wielkimi krokami zbliża się Tłusty Czwartek. Większość z nas, mamy taką nadzieję, na chwilę zapomni o diecie i zje te kilka (set) kalorii więcej. Dzień ten w ogóle nie kojarzy się nam z Azją, bo jakby nie patrzeć tradycja ta zdecydowanie wywodzi się z naszej części globu, ale tak się składa, że udało nam się odnaleźć coś co się w nią idealnie wpasowuje :) Jeśli więc macie ochotę na małe eksperymenty w ten dzień, zapraszamy na nasz przepis :)

Sātā andāgī (サーターアンダーギー), bo taką nazwę noszą dzisiejsze słodkości, to troszkę mniejsze, acz bardzo podobne do pączków kulki ciasta smażone na głębokim tłuszczu. Ich środek powinien być miękki, podczas gdy całość otacza chrupiąca skórka. Brzmi chyba zachęcająco? :) 

Te małe kuleczki pochodzą prosto z cudownych rejonów wyspy Okinawa, która od momentu kiedy oglądnęłyśmy jeden z naszych ulubionych japońskich filmów "Wszystko o Lily Chou-Chou" marzy się nam jako kolejny punkt wycieczkowy ;) Kuchnia tamtego regionu różni się od typowo japońskiej i posiada więcej naleciałości z regionu Chin oraz Azji Południowo-Wschodniej. Sātā oznacza w tamtejszym dialekcie cukier, a andāgī smażenie - nazwa więc w pełni oddaje charakter tego deseru. Co nam osobiście bardzo odpowiada, pączki te nie są zbyt słodkie, a właściwie dodatkowej słodyczy i specyficznego uroku dodaje im głównie syrop kuromitsu (黒蜜) z którym je podałyśmy i który również w łatwy sposób możecie wykonać. Jeśli więc wolicie nieco słodsze desery to nie żałujcie sobie tego słodkiego dodatku. 

W końcu Tłusty Czwartek jest tylko raz w roku :)


pączki

Sātā andāgī 
サーターアンダーギー
na około 20 pączków

2 jajka
40 g ciemnego cukru muscovado
40 g drobnego cukru do wypieków
15 g masła, roztopionego
200 g mąki pszennej
0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
olej do smażenia
mąka kinako oraz około 20 g cukru do oprószenia (mąkę możecie wykonać w ten sposób - klik!)

Syrop Kuromitsu:
黒蜜
ok. 300 ml

175 ml wody
150 g ciemnego cukru muscovado

pączki

Aby wykonać syrop kuromitsu w rondelku łączymy ze sobą cukier i wodę i delikatnie gotujemy mieszając, aby cukier zupełnie się rozpuścił. Przelewamy do wybranego pojemnika i pozwalamy mu ostygnąć i zgęstnieć. Możecie używać go do różnego rodzaju deserów.

W misce ubijamy razem jajka oraz obydwa rodzaje cukru, aż uzyskamy gładką konsystencję, a następnie powoli dolewamy roztopione i ostudzone masło, cały czas ubijając masę. Do całości przesiewamy mąkę oraz proszek do pieczenia. Masa powinna przypominać trochę ciasto na chleb. Odstawiamy ją na około godzinę do lodówki.

W wybranym naczyniu rozgrzewamy olej do temperatury około 160 stopni. Z naszego ciasta, najlepiej za pomocą łyżek, formujemy małe kulki i wrzucamy je do oleju. Ponieważ w oleju podwajają one swoją objętość, starajcie się nie przesadzić z ich ilością na jedno smażenie :) Smażymy, aż uzyskamy brązowy kolor. Odsączamy na papierowym ręczniku i pozwalamy im ostygnąć.

Mąkę kinako mieszamy z cukrem i obtaczamy w niej gotowe kuleczki. Podajemy je w ten sposób lub dodatkowo polewamy syropem kuromitsu. 

Smacznego! ^^

pączki

pączki

przepis pochodzi z książki "Nanban: Japanese Soul Food"

Kongnamul bap

ryż

Koreańczycy bardzo lubią dania, w których ich ukochany ryż mieszany jest z szerokim wachlarzem dodatków - czy to różnymi ziarnami, czy też dodatkami mięsno-warzywnymi - pomysłów jest tysiące. Nam zawsze takie dania wydawały się być bardzo domowymi, pełnymi ciepła i prostoty, a takie przecież lubimy najbardziej :) Przypadkiem trafiłyśmy na ten przepis, i jako że zwykle praca z kiełkami soi szła nam dosyć opornie, postanowiłyśmy podjąć się wyzwania. Oprócz tego, że potrawa ta jest cudownie domowa to, co chyba potwierdzicie, idealnie pasuje do trochę byle jakiej pogody jaka nas ostatnio otacza. 

Kongnamul bap (콩나물밥) to niezwykle proste danie, w którym ryż po prostu gotowany jest z dodatkiem kiełków sojowych, mięsa wraz aromatycznym sosem (jeśli chcecie by potrawa była wegetariańska możecie po prostu pominąć mięso). Podobno jest to kuzyn innej gwiazdy koreańskiej kuchni czyli zapewne znanego Wam bibimbap (비빔밥). Wydaje się nam jednak, że nie jest kuzynem bliskim lub przynajmniej jest o wiele smaczniejszy (to oczywiście kwestia gustu, ale my fankami bibimpab niestety nie jesteśmy). Różnica leży między innymi w sosie, którego bazą jest sos sojowy, a nie gochujang jak to ma miejsce w przypadku bibimbap, co znacząco zmienia charakter tego dania. Dodatkowo sama tekstura niejako różni się od kuzyna - całość jest bardziej miękka i mniej chrupiąca poprzez fakt gotowania całości razem w jednym garnku, a nie jak to w przypadku bibimbap każdego dodatku osobno. 

Same kiełki sojowe bardzo często używane są w kuchni koreańskiej, między innymi jako przystawka kongnamul muchim (콩나물무침), czy też w postaci zupy o nazwie kongnamulguk (콩나물국), która podobno posiada niezwykłe właściwości leczenia przeziębień. Ich niestety nie miałyśmy okazji wypróbować, ponieważ do tej pory nie udało nam się sprawić by zupa ta nam smakowała... :) Być może to kwestia przepisu, a może po prostu nie wpasowała się zbytnio w nasze smaki, w każdym razie zdecydowanie wolimy dostarczyć sobie bogactwa witamin, jakie z pewnością kiełki posiadają w postaci, którą dziś prezentujemy. Mamy nadzieję, że Wam posmakuje :)

ryż

Kongnamul bap 
Ryż z kiełkami sojowymi
콩나물밥
na 2-3 osoby

1,5 kubka nieugotowanego, krótkoziarnistego ryżu (do sushi)
1 kubek kiełków sojowych
ok. 0,5 kubka mięsa w marynacie (możecie użyć wołowiny lub wieprzowiny, zarówno mielonej jak i po prostu drobno posiekanej)

na marynatę:
1,5 łyżki posiekanego czosnku
1,5 łyżki sosu sojowego
1 łyżka cukru
0,5 łyżki miodu
1,5 łyżki gruszki startej na drobnym oczku, razem z sokiem
0,5 łyżki oleju sezamowego
1 drobno posiekana zielona cebulka
0,5 łyżeczki świeżo zmielonego pieprzu

aromatyczny sos sojowy:
4 łyżki sosu sojowego
1 drobno posiekana zielona cebulka
1 ząbek czosnku, starty
1 łyżka oleju sezamowego
1 łyżka prażonych ziaren sezamu
0,5 łyżki płatków paprykowych gochugaru
0,5 łyżeczki świeżo zmielonego czarnego pieprzu

ryż

Mięso mieszamy dokładnie z marynatą i na chwilę odstawiamy, by smaki trochę się przegryzły.

Przygotowujemy ryż dokładne opłukując go w zimnej wodzie - dążymy do tego, by była jak najbardziej przejrzysta.  Następnie zalewamy go 1,5 kubka zimnej wody i moczymy przez około 30 minut pod przykryciem.
Dokładnie przepłukujemy też kiełki, odrzucając te trochę brązowe.

Kiedy wszystkie składniki mamy już gotowe możemy rozpocząć gotowanie. Są dwa sposoby przygotowywania tego dania - myślimy, że warto wypróbować który bardziej Wam odpowiada. W jednym mięso oraz kiełki kładzione są na dno garnka, następnie zasypywane ryżem i zalewane wodą. W drugim całość kładziona jest na już zalany wodą ryż. W obydwu przypadkach całość gotowana jest pod przykryciem, bez mieszania w trakcie - na początku na wyższym ogniu aż do osiągnięcia wrzenia, a następnie na najniższym przez około 10-15 minut. Gdy uznamy, że danie jest już gotowe, delikatnie mieszamy całość razem i rozdzielamy do misek. Podajemy z aromatycznym sosem sojowym. 

Smacznego!

ryż

Zmodyfikowany przepis pochodzi z książki "Seoul Food Korean Cookbook: Korean Cooking from Kimchi and Bibimbap to Fried Chicken and Bingsoo"

Rajma chawal

fasolka

Jeśli nie mamy pomysłu na obiad to wtedy często sięgamy po ten sprawdzony już przez nas przepis. Przygotowanie tej potrawy jest bowiem prawie błyskawiczne, a i wszystkie potrzebne składniki zwykle znajdują się zachomikowane gdzieś w przepastnych szufladach kuchennych. Tradycyjnie podawana jest ona z ryżem, my jednak czasem (jeśli pozwala na to czas) lubimy zjadać ją z placuszkami naan czy chapati, które pomimo tego, że wymagają trochę większego nakładu pracy, to zupełnie tę stratę wynagradzają swoim smakiem. Być może łamiemy tu trochę samą ideę tej potrawy, ale czasem warto stać się takim buntownikiem :)

Rajma chawal (राजमा चावल) to po prostu curry z czerwonej fasolki. Nazwa tej potrawy oddaje właściwie wszystko co najważniejsze w tej potrawie - oznacza ona bowiem fasolę i ryż :) Choć czerwona fasola nie jest oczywiście pochodzenia indyjskiego, to proste curry już od dawna bije rekordy popularności w północnych rejonach Indii. Jest tam często traktowane jako główna potrawa dnia, zawierająca w sobie wszystkie potrzebne składniki odżywcze. Aby je przyrządzić, jej główna bohaterka, czyli czerwona fasola namaczana jest przez całą noc, a następnie gotowana razem z wachlarzem aromatycznych przypraw, które wraz z innymi dodatkami tworzą dosyć gęsty i treściwy sos. Ten dosyć długi proces można skrócić poprzez użycie po prostu fasoli w puszcze. My zresztą robimy tak bardzo często i rezultaty są takie same - całość zjadamy w tempie dosyć błyskawicznym ;) Dodatkowym bonusem, który zapewne ucieszy kilka osób jest fakt, że jest to danie wegetariańskie. 

Ale dosyć już chwalenia, przejdźmy może do przepisu... :)

fasolka

Rajma chawal
Curry z czerwonej fasoli
राजमा चावल
na ok. 4 osoby

2 kubki czerwonej fasoli, namoczonej przez noc i osuszonej LUB 2 puszki czerwonej fasoli
2,5 litra wody oraz 0,5 łyżeczki soli na ugotowanie fasoli
1 łyżka nasion kuminu
1 cebula
2 łyżki startego czosnku
2 łyżki startego imbiru
1-2 świeże zielone lub czerwone chili, posiekane
2 pomidory, posiekane
3 łyżeczki mielonych ziaren kolendry
2 łyżeczki pieprzu cayenne
sól do smaku
2 łyżeczki garam masala
2 łyżki masła
świeża kolendra, posiekana

fasolka

fasolka

Jeśli używamy suszonej fasoli musimy najpierw namoczyć ją w wodzie i osuszyć na sitku, a następnie ugotować w osolonej wodzie - około 45 minut, aż do momentu gdy będzie miękka. Po ugotowaniu odcedzamy, zachowując jednak wodę pozostałą z gotowania.

Na patelni rozgrzewamy olej i prażymy na nim przez około 10 sekund nasiona kuminu. Dorzucamy posiekaną cebulę i smażymy dalej aż zmięknie i delikatnie zbrązowieje. Następnie dodajemy czosnek oraz imbir, a po około 2 minutach zielone chili, posiekane pomidory (my lubimy wcześniej sparzyć je i obrać ze skórki), zmielone ziarna kolendry, pieprz cayenne, sól oraz jeden kubek wody z gotowania fasoli (jeśli używacie fasoli w puszce dodajcie tu wodę pozostałą po odcedzeniu puszki). Wszystko dokładnie mieszamy, a następnie zakrywamy patelnię i pozwalamy całości podsmażyć się razem przez około 5 minut.

Do tej mieszanki wrzucamy fasolę i gotujemy razem z powstałym sosem przez około 10 minut. Jeśli uznacie, że wody jest za mało, to oczywiście możecie jej trochę dolać. Na sam koniec dodajemy garam masalę oraz masło a całość posypujemy świeżymi liśćmi kolendry. 

Smacznego!

fasolka

Przepis pochodzi z książki "My Indian Kitchen: Preparing Delicious Indian Meals without Fear or Fuss"