Aloo gobi

kalafior z ziemniakami

Większość potraw, które Wam pokazujemy jest w naszym repertuarze już od jakiegoś czasu i znamy ich smak bardzo dobrze, czasami prawie na pamięć. Często jednak staramy się próbować zupełnie nowych dla nas smaków - czasem są to niestety pudła, najczęściej jednak udaje nam się wynaleźć kolejne perełki. Jako że dzisiejsze danie jest niezwykle popularne, to właściwie same zdziwione byłyśmy, że nigdy wcześniej nie znalazło się ono na naszym talerzu. Dodatkowo lato, które już rozgościło się w naszym kraju jest wprost idealną porą na tę potrawę więc nie zwlekając spieszymy do Was z nowym przepisem :) 

Tłumacząc tak pięknie brzmiącą nazwę, aloo gobi to po prostu "ziemniaki z kalafiorem". Danie to pochodzi z północnych rejonów Indii oraz Pakistanu, lecz zasięg jego popularności jest o wiele szerszy - dzięki imigrantom jest na przykład dosyć popularne w Malezji. Aloo gobi należy do ogromnej rodziny potraw curry, jest jednak małą niespodzianką dla tych, którym kojarzą się one z dużymi ilościami aromatycznych sosów. Jest ono bowiem jednym z przedstawicieli jego tak zwanej suchej odmiany, w której to sos zredukowany jest właściwie do minimum. Być może niektórych z Was to nie usatysfakcjonuje - wiemy przecież ile przyjemności skrywa pachnący przyprawami sos ;) Zapewniamy jednak, że ten wariant w niczym nie ustępuje swoim "krewnym" i jest miłą odmianą dla naszych talerzy. Zapraszamy więc na przepis! 


kalafior z ziemniakami

Aloo gobi
आलू गोभी
na 2-4 osoby

2 łyżeczki oleju
1/2 i dodatkowo 1/4 łyżeczki ziaren kuminu, oddzielone
około 2 cm kawałek imbiru, starty
2 ząbki czosnku, starte
1 świeże zielone chili
1 łyżeczka mielonej kolendry
1/4 do 1/2 łyżeczki pieprzu cayenne
1/2 łyżeczki kurkumy, podzielonej na dwie porcje po 1/4 łyżeczki
3 łyżki wody
około 1/2 kg ziemniaków, pokrojonych w większą kostkę
1 mały kalafior, rozdzielony na mniejsze części
około 1 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki amchur - mango w proszku
2 łyżki świeżej kolendry, do dekoracji
1 łyżeczka soku z cytryny

kalafior z ziemniakami

W dużym garnku lub woku na średnim ogniu rozgrzewamy olej. Wrzucamy 1/2 łyżeczki ziaren kuminu i smażymy około minutę, aż staną się aromatyczne. Dorzucamy imbir, czosnek oraz chili i smażymy dalej. Po delikatnym zbrązowieniu czosnku do tej mieszanki dodajemy pozostałą 1/4 łyżeczki ziaren kuminu, pieprz cayenne połączone razem z 1/4 łyżeczki kurkumy oraz 3 łyżkami wody i kontynuujemy gotowanie przez kolejne 2 minuty. Na tym etapie dorzucamy ziemniaki oraz kalafior i dokładnie razem mieszamy, tak aby warzywa dokładnie pokryły się przyprawami. Całość przykrywamy i gotujemy tak przez około 15 minut, od czasu do czasu mieszając.  

Po tym czasie dodajemy sól, pozostałą 1/4 łyżeczki kurkumy oraz mango w proszku. Jeśli uznacie, że potrawa tego potrzebuje, możecie dodać łyżkę wody. Gotujemy dalej do momentu aż ziemniaki oraz kalafior będą miękkie. Podajemy posypane świeżą kolendrą z ryżem lub placuszkami.

kalafior z ziemniakami

przepis pochodzi z książki "Vegan Richa's Indian Kitchen: Traditional and Creative Recipes for the Home Cook"

Smażony szanghajski makaron

smażony makaron

Jeśli macie ochotę na danie szybkie, smaczne i przyjemne to nie musicie już dłużej szukać. Dzisiaj bowiem wracamy do Was z przepisem z kategorii „nie mam ochoty długo gotować”. I jak wiadomo niekoniecznie oznacza to, że nasz żołądek będzie narzekał :)

Smażony szanghajski makaron to danie, które spotkać można w wielu chińskich restauracjach. Do jego wykonania używa się specjalnego makaronu, który świetnie nadaje się do tego typu potraw. Smaży się go zwykle z dodatkiem mięsa wieprzowego lub wołowego, świeżymi zielonymi warzywami jak na przykład szpinakiem czy pak choi oraz cebulą. Według niektórych źródeł powstał on tak naprawdę w Hong Kongu i tam też jest najbardziej popularny w restauracjach specjalizujących się w szanghajskiej kuchni. Nie widzimy jednak żadnych przeciwwskazań aby stał się on popularny również na Waszych stołach :)

Jeśli nie możecie znaleźć szanghajskiego makaronu polecamy zastąpienie go udonem, ale świeżym (zawsze będziemy się upierać, że świeży udon jest lepszy od suszonego!). Gdyby z kolei naszła Was ochota na danie bezmięsne, wieprzowinę z powodzeniem zastąpić można grzybami. 

smażony makaron

Smażony szanghajski makaron
上海粗炒面
na 2 porcje

100 g wieprzowiny, pokrojonej w cienkie paski
1 łyżeczka chińskiego wina ryżowego lub sherry
1/2 łyżeczki sosu sojowego
1/2 łyżeczki skrobi

500 g świeżego szanghajskiego makaronu (lub świeżego udonu)
100 g świeżego szpinaku
1 spora zielona cebulka
2 łyżki oleju

na sos:
2 łyżki jasnego sosu sojowego
1 łyżka ciemnego sosu sojowego
1 łyżka cukru
3 szczypty białego pieprzu
ok. 1/4 łyżeczki soli

smażony makaron

smażony makaron

Wieprzowinę marynujemy w winie, sosie sojowym i skrobi przez ok. 10 minut. W międzyczasie zajmujemy się przygotowaniem pozostałych składników. 

Makaron gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu, odcedzamy i przepłukujemy w zimnej wodzie. Szpinak dokładnie myjemy, zieloną cebulkę drobno siekamy. W miseczce mieszamy wszystkie składniki na sos. 

Rozgrzewamy 1 łyżkę oleju w woku na wysokim ogniu i podsmażamy wieprzowinę przez około minutę. Ściągamy z woka. 
Po umyciu woka rozgrzewamy pozostałą łyżkę oleju na wysokim ogniu. Dodajemy ugotowany makaron oraz sos i dokładnie je ze sobą mieszamy. Następnie dorzucamy przygotowaną wcześniej wieprzowinę wraz ze szpinakiem, smażymy kolejną minutę (aż szpinak „zwiędnie”). Dorzucamy zieloną cebulkę i całość mieszamy.

Gotowe!

smażony makaron

przepis pochodzi z książki "Easy Chinese Recipes: Family Favorites From Dim Sum to Kung Pao"

Ssamjang

dip paprykowy

Przy okazji naszego ostatniego przepisu na koreańskie bulgogi (klik!) wspomniałyśmy o paście o tajemniczej nazwie ssamjang (쌈장). Jest to nic innego jak specjalny dip, który w kuchni koreańskiej zastosowanie ma w przypadku tak zwanych ssam (쌈), czyli "pakunków" przygotowywanych z liści na przykład sałaty oraz wszelkiego rodzaju grillowanych mięs oraz warzyw. Wiadomo już więc chyba skąd wziął on swoją nazwę - ssam (쌈) po koreańsku oznacza zawijać, natomiast jang (장) to pasta :) 

Ssamjang przygotowywany jest z sojowej pasty doenjang (된장), paprykowej pasty gochujang (고추장), oleju sezamowego, czosnku, zielonej cebulki oraz cukru bądź miodu, jako dodatku słodkiego. Oczywiście istnieją różne wariacje sposobu jego wykorzystania jak na przykład ssamjang z tofu czy też z orzechami, my dziś jednak skupimy się na tym podstawowym. Jeśli nie macie ochoty bawić się we własną produkcję to oczywiście na rynku dostępne są gotowe pasty ssamjang, jednak przygotowanie trwa dosłownie parę minut, a - zapewniamy - wykonany na świeżo smakuje o wiele lepiej  :)

dip paprykowy

Ssamjang
쌈장
na 1 kubek pasty

0,5 kubka pasty doenjang* (lub miso)
3 łyżki pasty gochujang
1 łyżka miodu
5 łyżek soku jabłkowego lub wody
2 łyżki roztartych prażonych ziaren sezamu
2 łyżki oleju sezamowego
2 łyżeczki rozgniecionego czosnku
garść posiekanej zielonej cebulki

* Pasta doenjang to taka koreańska wersja miso. Jest to pasta wykonywana ze sfermentowanej soi, używana nie tylko jaka dodatek do zup, ale również jako rodzaj dipu lub przyprawy. Można ją kupić w sklepach z azjatycką żywnością.

Wszystkie składniki dokładnie ze sobą mieszamy.
Podajemy od razu lub przechowujemy w lodówce - jeśli macie zamiar wybrać tę drugą opcję, radzimy nie dodawać do pasty zielonej cebulki. Można zrobić to tuż przed podaniem, a w ten sposób w szczelnym pojemniku ssamjang powinien wytrzymać przez około 2 tygodnie.

dip paprykowy

przepis pochodzi z książki "The Korean Table: From Barbecue to Bibimbap 100 Easy-To-Prepare Recipes"

Bulgogi

grillowana wołowina

Tak bardzo ucieszyłyśmy się z pierwszych słonecznych dni, że szybko i bez chwili zastanowienia postanowiłyśmy zorganizować grilla. A ponieważ nie pokazałyśmy Wam jeszcze jednego z naszych ulubionych dań grillowanych, to zupełnie przy okazji zrodził się właśnie ten wpis :) Zapraszamy więc dziś na przepyszne koreańskie bulgogi!

Zdobywające popularność na Zachodzie bulgogi (불고기) to cienko pokrojone mięso wołowe marynowane w specjalnej zaprawie na bazie sosu sojowego, które następnie jest grillowane lub też wysmażane na patelni. Należy do kategorii dań grillowanych, w Korei noszących nazwę gui (구이), a które obejmują sobą wszystkie tego typu potrawy, niezależnie czy w skład ich wchodzi mięso, ryby czy też warzywa. W tradycyjnych restauracjach, które specjalizują się w tego typu smakołykach posiłek przygotowywany jest na specjalnym grillu zamontowanym przy stoliku i podawany jest oczywiście z serią przystawek oraz ciepłym ryżem.  

Podobno danie to zapoczątkowane zostało ponad 600 lat temu przez potrawę noszącą nazwę maekjeok, która w przeciwieństwie do bulgogi przygotowywana jest na bazie marynaty z pasty sojowej doenjang oraz sosu sojowego. Powstało ono w północnych rejonach ówczesnych terenów Korei, a za jego twórców uważa się ludy tam zamieszkujące nazywane właśnie maek, a które to w dużym stopniu specjalizowały się w łowiectwie :) Nadejście buddyzmu w tamte rejony zepchnęło jedzenie mięsa na dalszy plan, ale już w XIII wieku pod wpływami mongolskimi wróciło ono do łask i trafiło nawet na dwory, zaliczając się do tzw. kuchni dworskiej (która notabene różni się od tej powszechnej kuchni koreańskiej).  Oczywiście smakiem bulgogi można cieszyć się tak po prostu, prosto z z grilla, ale można też spróbować swoich sił w przygotowywaniu specjalnych pakunków. Często bowiem grillowane mięso w Korei tuż przed zjedzeniem zawijane jest w liście sałaty, w które dodatkowo oprócz mięsa zapakować można warzywa (my przygotowałyśmy też pora w płatkach gochugaru - polecamy!) oraz przepyszny sos ssamjang (쌈장). Takie zawiniątko nosi nazwę ssam (쌈) i jest  to świetny sposób, aby wzbogacić grilla o dodatkową porcję warzyw ;)

Jeśli chcecie więc zaskoczyć podniebienie swoje, bądź też gości, podczas najbliższego grillowania, zachęcamy do wykorzystania właśnie tego przepisu :)

grillowana wołowina

Bulgogi
불고기
na 4 osoby

ok 750 g mięsa wołowego (polędwica, rumsztyk itp.)
liście sałaty wybranego rodzaju
warzywa do podania (cukinia, ogórek, papryka - co lubicie)
sos ssamjang (przepis niedługo :))

na marynatę:
2/3 kubka słodkiej bazy z sosu sojowego
1 małe jabłko lub gruszka, starte na drobnej tarce
1 łyżka posiekanego czosnku
1/2 kubka posiekanej zielonej cebulki
2 łyżki oleju sezamowego
pieprz czarny do smaku

por w płatkach gochugaru:
1 por, posiekany na cienkie paski
1 łyżka oleju sezamowego
1 i 1/2 łyżeczki płatków paprykowych gochugaru

grillowana wołowina

Mięso kroimy w poprzek włókien tak cienko jak nam się uda - idealnie na grubość 2-3 mm. Najwygodniej najpierw je delikatnie zamrozić i dopiero wtedy zabrać się za krojenie. W misce przygotowujemy marynatę łącząc ze sobą wszystkie składniki. Wrzucamy do niej pokrojone mięso, dokładnie pokrywamy je marynatą i wkładamy do lodówki na co najmniej godzinę.

W międzyczasie przygotowujemy warzywa oraz resztę dodatków. My nasze warzywa również zgrillowałyśmy, ale świetnie smakują też świeże.
Aby przygotować pora w płatkach gochugaru, wystarczy go posiekać i połączyć z olejem sezamowym oraz płatkami paprykowymi.

Gdy grill jest już przygotowany kładziemy na nim mięso i grillujemy z obydwu stron. Nie powinno trwać to długo, ze względu na grubość mięsa. Gotowe kawałki możemy oczywiście zjeść w takiej postaci, możemy też przygotować sakiewkę. W tym celu kładziemy gotowe kawałki mięsa na liściu sałaty, a na wierzch dokładamy wybrane warzywa, ryż oraz sos ssamjang. Tak przygotowane zawiniątko dokładnie zawijamy i w tej postaci zjadamy. Smacznego!

grillowana wołowina

grillowana wołowina

przepis pochodzi z książki "The Korean Table: From Barbecue to Bibimbap 100 Easy-To-Prepare Recipes"

Łosoś teriyaki

teriyaki

Miałyśmy nadzieję, że przepis ten uda nam się zaprezentować w formie grillowanej, lecz niestety majowa aura pogodowa nie pozwoliła nam na aż takie szaleństwo.. ;) Na całe szczęście grill nie jest tu jedyną opcją gwarantującą sukces, choć gorąco zachęcamy aby spróbować swych sił również w taki sposób :)

Łososia czy też kurczaka teriyaki chyba nie musimy Wam przedstawiać? :) To popularne na Zachodzie danie bardzo często gości w menu wszelkich azjatyckich restauracji, a sos teriyaki bez trudu znaleźć można na sklepowych półkach. Gdy już o sosie mowa... Znany u nas butelkowany sos teriyaki jest w Japonii właściwie nieobecny i smakuje troszkę inaczej niż ten, który używany jest w tradycyjnych przepisach. Każda rodzina przyrządza potrzebny sos na świeżo, tuż przed gotowaniem, dodatkowo wzbogacając go na swój własny sposób. Samo teriyaki (照り焼き) nie jest nazwą sosu czy też marynaty, jak mogłoby się wydawać i jak przyjęło się na Zachodzie. Teriyaki to japońska technika gotowania, w której to dany składnik podczas grillowania lub pieczenia polewany jest sosem na bazie sosu sojowego wzbogaconego mirinem, sake oraz cukrem. Technika ta pozwala uzyskać glazurę na powierzchni przygotowywanego składnika. Teri (照り) oznacza bowiem błyszczenie, a yaki (焼き) smażenie. Najczęściej używa się w tej technice ryby, można też przyrządzić tak kurczaka, wieprzowinę czy też wołowinę.  

Podajemy Wam trzy sposoby na przygotowanie tego dania - w piekarniku, na grillu oraz na patelni. Wybór, który z nich wyląduje na Waszym talerzu pozostawiamy oczywiście Wam :)

teriyaki

Łosoś teriyaki
照り焼きサーモン
na 2 osoby

około 300-350 g filetu z łososia
1 łyżka sake
sól oraz pieprz
1/4 kubka sosu teriyaki

na sos (ok. 300 ml):
1 kubek mirinu
1 kubek sake
3 łyżki brązowego cukru
0,5 kubka sosu sojowego

teriyaki

Na początku przygotowujemy sos.

Jeśli przygotowujecie łososia na grillu lub patelni w garnuszku łączymy razem sake oraz mirin i gotujemy na średnim ogniu aż do momentu wrzenia. Kontynuujemy gotowanie przez około 2 minuty - w ten sposób odparujemy alkohol. Dorzucamy cukier i mieszamy aż do rozpuszczenia. Na koniec dolewamy sos sojowy i przez chwilę gotujemy wszystko razem na wysokim ogniu. Ściągamy z palnika i ostudzamy. 

Jeśli przygotowujecie łososia w piekarniku sos musi być gotowany troszkę dłużej – nie ściągamy więc sosu z palnika, a ogień skręcamy na średni i kontynuujemy gotowanie przez 15 minut, raz po raz mieszając. Po upływie tego czasu zmniejszamy ogień na niski i gotujemy sos kolejne 25 minut - powinien zgęstnieć i w konsystencji przypominać rzadki syrop. 

Jeśli przygotowujecie łososia w piekarniku: 
Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni. Na blaszce lub w żaroodpornym naczyniu układamy nasze filety z łososia. Posypujemy je solą, pieprzem i polewamy sake i odstawiamy na 10 minut. Po upływie tego czasu wstawiamy je do rozgrzanego piekarnika i pieczemy przez 5 minut. Sos teriyaki powinien już być gotowy i podgrzany. Smarujemy łososia sosem teriyaki i wstawiamy z powrotem do piekarnika na kolejne 5 minut. Czynność tę powtarzamy przez 20 minut lub do momentu kiedy filet będzie gotowy. Podajemy z ryżem - jeśli chcemy możemy polać dodatkową porcją sosu. 

Jeśli przygotowujecie łososia na grillu:
Filet z łososia marynujemy około 15 minut w części przygotowanego wcześniej sosu teriyaki. Następnie rybę grillujemy najpierw przez około 2 minuty na stronę, a następnie zaczynamy smarować  ją sosem. Grillujemy kolejne 2 - 4 minuty obracając ją co około 30 sekund, za każdym razem pokrywając ją warstwą sosu. Uważajcie aby nic nie przypalić :)

Jeśli przygotowujecie łososia na patelni:
Filety z łososia posypujemy solą oraz pieprzem. Na patelni rozgrzewamy olej i smażymy na nim łososia z obu stron, aż uzyskamy złoty kolor. Ściągamy go z patelni i wlewamy na nią około 1/4 kubka sosu teriyaki. Doprowadzamy do wrzenia i kładziemy łososia z powrotem na patelnię. Podczas smażenia polewamy go raz po raz gotującym się na patelni sosem. Gdy sos zgęstnieje danie zdejmujemy z patelni i podajemy.

teriyaki

teriyaki

zmodyfikowany przepis pochodzi z książki: "My Japanese Table: A Lifetime of Cooking with Friends and Family"

Pączki mochi

pączki

Piramida żywieniowa "Twin Peaks" jasno zakłada, że podstawowymi składnikami odżywczymi każdego szanującego się stróża prawa są pączki oraz placek z wiśniami, oczywiście w towarzystwie kubka dobrej kawy. Wiemy, że połączenie Azja i "Twin Peaks" brzmi trochę abstrakcyjnie, ale jako oddane fanki serialu musiałyśmy jakoś zaznaczyć ten wyjątkowy dzień w kalendarzu jakim jest powrót Twin Peaks na ekrany :) Mamy więc dziś dla Was równie wyjątkowe pączki, które na pewno towarzyszyć nam będą podczas seansu. 

Nie są to zwykłe pączki - wykonane są z kleistej mąki ryżowej i tak właściwie są połączeniem ciasteczek ryżowych mochi z donutem. Musimy przyznać, że ktokolwiek wpadł na pomysł połączenia tych dwóch specjałów, był geniuszem. Pierwszy raz spróbowałyśmy ich w tym roku w Japonii, w bardzo popularnej tam sieciówce specjalizującej się w pączkach - Mister Donut. Obtoczone w naszej ukochanej mące kinako, od razu skradły nasze serca i żołądki. Myślałyśmy, że przepis na nie będzie zdecydowanie bardziej skomplikowany, ale jedynym problemem jest specyficzna konsystencja ciasta. Jest ono po prostu kleiste, dlatego też do jego przygotowania polecamy użycie robota kuchennego lub też mieszanie go np. silikonową łopatką. Oprócz tego małego minusa pączki robią się błyskawicznie - nie wymagają długiego wyrabiania, ani tego by ciasto wyrosło. Pączki idealne :)

pączki

pączki

Pączki mochi
餅ドーナツ
na około 12 pączków

baza startowa:
1/4 kubka kleistej mąki ryżowej
2 lub 3 łyżki mleka

na ciasto:
1 i 3/4 kubka kleistej mąki ryżowej
1/2 kubka mleka
2 i 1/2 łyżki masła, roztopionego
1/4 kubka cukru, najlepiej drobnego lub cukru pudru
1 jajko
1 łyżeczka proszku do pieczenia

na posypkę:
1/4 kubka cukru pudru
1/4 kubka mąki kinako (np. z tego przepisu)

pączki

Na początek łączymy ze sobą cukier puder i mąkę kinako. 

Aby ciasto ładnie się połączyło musimy najpierw wykonać naszą bazę startową. W miseczce łączymy razem 1/4 kubka mąki ryżowej oraz 2-3 łyżki mleka. Podgrzewamy w mikrofali przez 10 sekund, mieszamy i podgrzewamy kolejne 10 sekund. Pozostawiamy do ostygnięcia.

W misce lub misie miksera łączymy razem mąkę, mleko, masło, cukier, jajko i proszek do pieczenia. Dodajemy również bazę i zaczynamy mieszać aż do uzyskania gładkiej konsystencji. Blat obsypujemy mąką ryżową i ciasto wałkujemy na wysokość 1,5 cm. Z ciasta wykrawamy okręgi (jeśli chcemy możemy zrobić dodatkową dziurkę w środku na kształt oponki). 

W garnku rozgrzewamy olej i kiedy jest gotowy smażymy na nim pączki, starając się nie wrzucać zbyt wielu na raz. Smażymy do uzyskania złotego koloru i odsączamy na ręczniku papierowym. Wysmażone pączki obtaczamy w przygotowanej wcześniej mieszance cukru i kinako.

Zjadamy z kubkiem gorącej kawy :)

pączki

przepis pochodzi ze strony Lady & Pups

Tonkatsu

kotlet schabowy

Chyba nikogo nie zdziwi, że w dalszym ciągu pozostajemy w klimatach japońskich? :) Czasem mamy wrażenie, że duchem dalej tam tkwimy.. Tym razem możliwe jednak, że przypodobamy się fanom naszego swojskiego kotleta schabowego. No bo oczywiście istnieje japoński odpowiednik kotletów, w dodatku jest on niezwykle popularnym daniem w tym kraju. Nie może go więc zabraknąć u nas :)

Tonkatsu (豚カツ), bo o nim mowa, należy do szerszej grupy potraw japońskich określanych mianem katsu. Są to wszelkiego rodzaju kawałki mięsa otoczone panierką (w Japonii używa się oczywiście panko, która wchłania mniej tłuszczu i  jest bardziej chrupiąca niż zwykła bułka tarta), a następnie smażone i podawane (najczęściej) z cieniutko poszatkowaną kapustą i specjalnym sosem, który zresztą nazywany jest sosem tonkatsu. Oczywiście w zestawie nie może też zabraknąć ryżu, zupy miso oraz przepysznych japońskich kiszonek. Tonkatsu jest wykonywany z wieprzowiny, podczas gdy jego kolega torikatsu (鶏カ) pod panierką kryje mięso kurczaka. Być może wyda Wam się, że już gdzieś u nas czytaliście podobną historię, ale tonkatsu pojawił się w Japonii na przełomie XIX i XX wieku i szybko przyjął się jako posiłek sycący, a zarazem mało skomplikowany i w miarę tani. Zaczął pojawiać się zarówno w specjalnie dedykowanych mu restauracjach, jak i w tych bardziej tradycyjnych japońskich (by przyciągnąć większą klientelę). Jako miejsce jego narodzin podaje się restaurację Rengatei (煉瓦亭). Wraz z popularnością przyszły też różnorodne wariacje na jego temat - pojawił się katsudon (カツ丼) czyli miseczka ryżu przyozdobiona tonkatsu przyrządzonym wraz z dodatkiem jajek, cebuli i słodkiego sosu, katsu karē (カツカレー) czyli karē podawane z tonkatsu czy też katsu sando (カツサンド) - czyli po prostu kanapki z kotletem :)

Sos tonkatsu możecie oczywiście znaleźć w sklepach z azjatycką żywnością. Gdybyście jednak mieli problemy z jego znalezieniem lub z chęci zaoszczędzenia (nie ukrywamy, że ceny w Polsce są dużo wyższe niż w Japonii..) służymy pomocą i podajemy Wam prosty sposób jego wykonania :) Do tonkatsu najlepsze jest mięso, które pozostanie soczyste podczas smażenia - w przepisach najczęściej pojawia się polędwica lub łopatka. Panierowanie przebiega w identyczny sposób jak  w przypadku kotleta schabowego, jedyną zmianą jest wspomniana już panierka panko. Zwracajcie też uwagę na temperaturę oleju. Zbyt zimny sprawi, że kotlety za bardzo nasiąkną tłuszczem, zbyt ciepły natomiast szybko je spali. My rozpoczynamy smażenie gdy na wsadzonych do tłuszczu pałeczkach do gotowania zaczną pojawiać się bąbelki.  

kotlet schabowy

Tonkatsu
豚カツ
na 2 osoby

2 filety wieprzowe, łopatka lub polędwica
sól i pieprz do smaku
1 jajko
1/4 kubka mąki
1 kubek panko
olej do smażenia

dodatkowo:
ok. 150 g poszatkowanej białej kapusty
sos tonkatsu
musztarda karashi

sos tonkatsu:
3 łyżki sosu Worcestershire
3 łyżki ketchupu
1 łyżka sosu ostrygowego
1 łyżeczka cukru
1 łyżeczka soku z cytryny

kotlet schabowy

Kapustę siekamy na cienkie paski i zamaczamy na około 10 minut w zimnej wodzie by była super chrupiąca. Przed podaniem dokładnie odcedzamy. 

Składniki na sos dokładnie ze sobą łączymy.

W wybranym garnku lub patelni rozgrzewamy olej do smażenia. W tym czasie przygotowujemy mięso. 

Mięso na kotlety rozbijamy na cieńsze filety, a następnie doprawiamy solą i pieprzem z obydwu stron. Następnie panierujemy - obtaczamy je w mące, następnie w roztrzepanym jajku, a na koniec w panko.

Gdy olej jest już odpowiednio rozgrzany smażymy na nim nasze przygotowane kotlety. Najpierw wrzucamy je na 1 minutę na każdą stronę, po czym wyciągamy z oleju na około 4 minuty. Po upływie tego czasu smażymy ponownie, tym razem po 30 - 45 sekund na stronę. Pozwalamy im chwilę odcieknąć z tłuszczu, po czym kroimy je na kilka części i w tej postaci podajemy na talerzu razem z kapustą i miseczką ryżu. Smacznego!

kotlet schabowy

przepis pochodzi z książki "Japanese Soul Cooking: Ramen, Tonkatsu, Tempura, and More from the Streets and Kitchens of Tokyo and Beyond" oraz "Tokyo Cult Recipes"

Karē udon

curry udon

Japońskiego karē jest na naszym blogu pod dostatkiem (dla zapominalskich przypominamy - karē raisu, karē pan i karē nabe), ale nie zaszkodzi przecież dorzucić do tej kolekcji wersji z makaronem, prawda? :) Nie byle jakim makaronem, bo ukochanym przez Japończyków oraz oczywiście przez nas udonem. Jeśli nie mieliście jeszcze okazji go wypróbować to jest to idealny moment, ponieważ świetnie komponuje się on z bogatym sosem karē. Tak więc do dzieła :)

Jak już kiedyś pisałyśmy, sam pomysł na karē pojawił się w Japonii na przełomie XIX i XX wieku i był to udomowiony sposób na znaną z Anglii potrawę. Pierwsze połączenie sosu karē z rodzimym makaronem udon pochodzi z roku 1904 z Tokio, choć oczywiście o dokładniejsze miejsce pochodzenia toczą się spory. Można powiedzieć, że pomysł ten zrodził się z chęci przetrwania chwilowego kryzysu. W tamtym okresie tradycyjne japońskie potrawy przestały bowiem być aż tak popularne, a klienci coraz chętniej zwracali się w stronę potraw z kategorii yōshoku (洋食) - kuchni zachodniej przystosowanej do japońskich upodobań. Aby przetrwać kryzys, właściciele restauracji musieli wymyślić zupełnie nowe dania, które mogłyby zachęcić ciekawych nowych smaków klientów - taką właśnie potrawą był nasz dzisiejszy bohater. Restauracja, która może poszczycić się wprowadzeniem karē udonu jako pierwsza, znajduje się w okolicach uniwerystetu Waseda i nosi nazwę Sanchōan (三朝庵). Makaron błyskawicznie zyskał tam ogromną popularność wśród studentów i tym samym pozwolił właścicielom na powrót do chwały. Drugim możliwym miejscem narodzin jest z kolei restauracja Asamatsuan (朝松庵) znajdująca się w dzielnicy Meguro, choć o niej informacji jest zdecydowanie mniej.

Do wykonania karē udonu możecie wykorzystać gotowe już kostki karē (do kupienia w sklepach z azjatycką żywnością). Dostępne są przeróżne wersje, których podstawową różnicą jest stopień ostrości. Gdybyście nie mogli jednak znaleźć kostek - nie martwcie się - łatwo można wykonać je samodzielnie z odpowiednich przypraw. Wybór pozostawiamy oczywiście Wam :)


curry udon

curry udon

Karē udon
カレーうどん
na 4 osoby

200 g wieprzowiny, pokrojonej w cienkie plastry
1 cebula, pokrojona w piórka
1,2 l bulionu dashi
1 łyżka mirinu
1 łyżka sosu sojowego
ok. 320 g świeżego makaronu udon
drobno posiekana zielona cebulka
przyprawa shichimi tōgarashi do smaku
olej do smażenia

4 kostki gotowej przyprawy karē lub:

na pastę karē:
2 łyżki masła
1,5 łyżki mąki
1 łyżka przyprawy curry
1 łyżka przyprawy garam masala
ketchup

curry udon

Jeśli chcecie samodzielnie wykonać pastę karē, całość przygotowań rozpoczynamy od przyrządzenia zasmażki - na 2 łyżki roztopionego i gorącego masła wrzucamy 1,5 łyżki mąki i razem mieszamy podsmażając. Dorzucamy przyprawę curry oraz garam masala i dodajemy trochę ketchupu do smaku. Odstawiamy z ognia gdy wszystkie składniki dokładnie się połączą. 

W garnku podsmażamy na oleju mięso, aż będzie w połowie gotowe. Dodajemy cebulę i smażymy dalej, aż do zeszklenia. Całość zalewamy bulionem dashi, który doprawiamy mirinem oraz sosem sojowym. Doprowadzamy do wrzenia, a następnie zmniejszamy ogień i gotujemy aż cebula będzie miękka. Na tym etapie dodajemy wcześniej przygotowaną pastę karē lub 4 kostki gotowej przyprawy. Gotujemy dalej cały czas mieszając, aż całość zgęstnieje.

Makaron udon gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu, a następnie rozdzielamy pomiędzy miski. Ciepły makaron zalewamy sosem, ozdabiamy drobno posiekaną zieloną cebulką i przyprawiamy shichimi tōgarashi.

curry udon

curry udon

przepis pochodzi z książki "Tokyo cult recipes"

Babka z zieloną herbatą matcha

ucierana babka

Wielkanoc nigdy jakoś specjalnie nie poruszała naszych żołądków, stąd też po raz kolejny miałyśmy mały problem z dopasowaniem do niej jakiegoś przepisu. Zewsząd atakują nas już przepisy na jajka, mazurki oraz barszcze białe, a my postanowiłyśmy w tym roku do znanego przepisu na babkę dodać coś nowego. Wyszło nam kolorowo, wiosennie i pomimo dodatku egzotycznej zielonej herbaty matcha - tak typowo domowo. Bo taka ucierana babka zawsze była jedną z tych rzeczy, na które w tym okresie oczekiwałyśmy i która z nim nam się właśnie kojarzy. Co roku na specjalne życzenie nasza ulubiona kucharka - czyli rzecz jasna mama - z mniejszą lub większą ochotą przygotowywała nam taką właśnie wielkanocną babkę. I cóż tu kryć, znikała ona dosyć szybko z naszych talerzy :) 

Wiadomo już Wam na pewno, że matcha idealnie wkomponowuje się w smak wszelkich słodkości (a jeśli nie, to przypominamy o torciku matcha tiramisu, matcha crème brûlée i scones z dodatkiem zielonej herbaty). Dodatkowo, świetnie smakuje też w parze z białą czekoladą. W świątecznym pośpiechu na pewno docenicie jak szybki i prosty jest to przepis :) 

Nie pozostaje nam więc nic innego jak życzyć Wam smacznego i chwilowo się z Wami pożegnać - nasza długo wyczekiwana podróż do Japonii rozpoczyna się już jutro :)
Do zobaczenia niedługo! 

ucierana babka

Babka z zieloną herbatą matcha i białą czekoladą

3 jajka
miękkie masło - ta sama waga co jajek
cukier drobny - ta sama waga co jajek
mąka pszenna - ta sama waga co jajek
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżka zielonej herbaty matcha
ok 70 g białej czekolady

ucierana babka

Na samym początku odmierzamy wagę jajek, i do niej dopasowujemy potrzebna nam wagę masła, cukru oraz mąki. 

Foremkę dokładnie smarujemy masłem oraz oprószamy mąką. W misce ubijamy razem masło oraz cukier aż do uzyskania lekkiej i kremowej konsystencji. Dodajemy jajka, jedno po drugim, miksując dobrze zanim dodamy kolejne. 


Do całości przesiewamy mąkę, proszek do pieczenia oraz zieloną herbatę matcha. Na tym etapie przerzucamy się na szpatułkę, którą dokładnie łączymy ze sobą składniki. Do ciasta dorzucamy drobno posiekaną białą czekoladę i mieszamy razem z resztą składników. Wlewamy do uprzednio przygotowanej foremki.

Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez 40 minut lub do suchego patyczka. Polewamy wybraną polewą, a następnie możemy spokojnie delektować się jej wyjątkowym smakiem :)

ucierana babka

ucierana babka

Czosnkowe chlebki naan

chlebki naan

Kuchnia indyjska, oprócz oczywistego wachlarza przypraw, które uwielbiamy, kojarzy się nam także z równie przez nas ubóstwianymi chlebkami. Czasem nie wiemy czy bardziej cieszy nas samo główne danie, czy właściwie radosne maczanie w niej ciepłego chlebka.. ;) 

Naan to bardzo popularny w rejonie Indii oraz Pakistanu (ale również Afganistanu czy też Iranu) chlebek, który tradycyjnie wypiekany jest w piecu tandoor. Tym też wyróżnia się spośród innych rodzajów chlebków indyjskich, które na przykład tak jak roti, wypiekane są na płaskich żelaznych naczyniach do tego przystosowanych. Kolejną cechą je wyróżniającą jest fakt, że do ich wyrobu używa się drożdży, a wodę często zastępuje się mlekiem czy też dodaje się jogurtu, co wpływa na ich charakterystyczny smak. W nasze rejony dotarł on dopiero w XX wieku, lecz na dworach władców indyjskich zjadany był na śniadania o wiele wcześniej, w okolicy XVI wieku. 

Naan zjeść możemy w zależności od nastroju w przeróżnych opcjach smakowych. Mamy więc naan czosnkowy (który dziś u nas gości), z orzechami (peshawari naan), z serem paneer (paneer naan) czy też nawet z mięsem (keema naan). Do wyboru do koloru :) Jak przystało na jeden z najbardziej popularnych chlebków, naan pobijał też różne rekordy. W 2004 roku Honeytop Speciality Foods wypiekło naan o wielkości... 3 metrów na 1 metr. Pewna indyjska restauracja z kolei w ciągu tylko jednej godziny była w stanie zrobić aż 640 chlebki, które następnie oddała na rzecz osób potrzebujących. Zdecydowanie nie mamy w planach pobijać rekordów, ale z miłą chęcią wracamy do tego przepisu. 

Szkoda tylko, że gotowe naany tak szybko znikają z talerza ;)

chlebki naan

Czosnkowe chlebki naan
गार्लिक नान
na ok. 8 placuszków

150-200 ml ciepłego mleka
2 łyżeczki cukru
7 g suchych drożdży
480 g mąki
0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
0,5 łyżeczki soli
0,5 kubka posiekanego czosnku (ilość można zmniejszyć :))
1 jajko
2 łyżki oleju
180 g jogurtu, najlepiej greckiego
garść liści świeżej kolendry
roztopione masło

chlebki naan

chlebki naan

Mleko łączymy z drożdżami oraz cukrem i mieszamy, a następnie odstawiamy na około 15 minut. Mieszamy posiekany czosnek razem z posiekaną kolendrą. 

W międzyczasie w dużej misce przesiewamy razem mąkę oraz proszek do pieczenia. Do miski dorzucamy sól, połowę czosnku, jajko, olej oraz jogurt. Dolewamy też drożdżową miksturę i ugniatamy aż do uzyskania gładkiej konsystencji ciasta (możemy dolewać mleko lub dorzucać mąki zgodnie z potrzebą). Ciasto odstawiamy do wyrośnięcia na 1 do 2 godzin.

Ciasto delikatnie ugniatamy i dzielimy na 8 porcji. Każdą rozwałkowujemy w kształt łzy, które następnie posypujemy mieszanką czosnku i kolendry, delikatnie przyciskając do ciasta.

Układamy na wyłożonej papierem blaszce i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez około 5- 10 minut. Czas ten musicie oczywiście kontrolować :) Gotowe, ciepłe naany smarujemy roztopionym masłem.

Podajemy z naszą ulubioną potrawą indyjską :)

chlebki naan

chlebki naan

zmodyfikowany przepis pochodzi z książki "My Indian Kitchen: Preparing Delicious Indian Meals without Fear or Fuss"

Kurczak tikka masala

kurczak

Chyba każdy z nas w którymś momencie życia zetknął się z potrawą o nazwie tikka masala. Serwowana w prawie każdej indyjskiej restauracji, jest chyba jednym z najpopularniejszych dań z nią kojarzonych. Nie należy się dziwić, bo któż mógłby się oprzeć kurczakowi przygotowywanemu w aromatycznym sosie na bazie pomidorów.. Jednak wbrew pozorom potrawa ta nie jest ani tradycyjnym przepisem prosto z Indii, ani też tak naprawdę nie narodziła się w tym kraju. Przez niektórych uznawana jest ona bowiem za narodowe danie Wielkiej Brytanii. Dokładnie tak :)

Tikka masala to potrawa, która składa się z uprzednio marynowanych oraz smażonych (najlepiej w piecu tandoor) filetów z kurczaka zatopionych w pełnym przypraw sosie. I pomimo tego, że jej początki datuje się na lata 50, to uprzednio przygotowywane kawałki kurczaka są o wiele starszym "wynalazkiem" pewnego władcy, który okropnie bał się zakrztuszenia kawałkami kości. Polecił więc swoim kucharzom, aby przed podawaniem mięsa z kurczaka wcześniej odkroić je od kości i dopiero wtedy smażyć. Dla nas ciekawsza jest historia wyjaśniająca genezę sosu, w którym kurczak jest zatopiony. Podobno pewnego dnia klient nie był zadowolony z potrawy jaką mu zaserwowano w jednej z indyjskich restauracji. Dokładniej, narzekał, że jest ona zbyt sucha. Zniesmaczony kucharz postanowił więc dorzucić do niej puszkę zupy pomidorowej firmy Campbell, szczyptę przypadkowych przypraw oraz całość zwieńczyć odrobiną jogurtu :) Jest to więc przykład jak inwencja w kuchni może przyczynić się do powstania niezwykłych potraw.

Jeżeli nie macie akurat ochoty spędzić w kuchni więcej czasu, sam marynowany kurczak jest już dostatecznie dobrą opcją na obiad - w takim wypadku kawałki kurczaka nabijamy na patyczki do szaszłyków i w ten sposób pieczemy w piekarniku lub grillujemy. My jednak jak zwykle polecamy trochę więcej poświęcenia i obiecujemy, że nie pożałujecie :)

kurczak

Kurczak tikka masala
चिकन टिक्का मसाला
na 2 osoby

na kurczaka:
250 g piersi z kurczaka
1 łyżka oleju
1/2  łyżka czosnku, posiekanego
sok z limonki
1/8 łyżeczki gałki muszkatołowej
1/8 łyżeczki mielonej kolendry
1/3 łyżeczki słodkiej papryki
1/8 łyżeczki pieprzu cayenne
1/3 łyżeczki soli
1/4 łyżeczki pieprzu czarnego
2 łyżki jogurtu

na sos:
3 łyżki oleju
2 łyżeczki czosnku, posiekanego
2 łyżeczki imbiru, obranego i startego
1 cebula, drobno posiekana
1 pomidor, posiekany
1/2 łyżeczki ziaren kuminu
1/2 łyżeczki mielonego kardamonu
1 łyżeczka słodkiej papryki
1/2  łyżeczki pieprzu cayenne
3/4 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki pieprzu czarnego
1 i 1/2 łyżeczki cukru
kawałek laski cynamonu
2 łyżki masła
sok z połowy limonki
65 ml śmietanki 30%
2 łyżki wody

kurczak

Gotowanie rozpoczynamy od przygotowania kurczaka - umyte piersi kroimy na około 2 cm kawałki. Pozostałą część składników łączymy w misce i dorzucamy kurczaka. Marynujemy w lodówce przez co najmniej godzinę (czas można wydłużyć do 1 dnia). Po tym czasie kawałki kurczaka nabijamy na patyczki i układamy na blaszce wyłożonej papierem w rozgrzanym do 220 stopni piekarniku  (dla leniwych: można pominąć nabijanie na patyczki i po prostu wyłożyć mięso na papierze ^^). Po upływie 7 minut przekładamy na drugą stronę i pieczemy kolejne 7, aż mięso będzie gotowe. 

W garnku rozgrzewamy olej i smażymy na nim czosnek, imbir oraz cebulę. Kiedy delikatnie zbrązowieją zmniejszamy ogień i dorzucamy posiekanego pomidora. Zakrywamy i gotujemy pod przykryciem aż pomidor zmięknie i ładnie połączy się z resztą składników. Dodajemy ziarna kuminu, kolendrę, słodką paprykę, pieprz cayenne, sól, czarny pieprz i cukier i dokładnie mieszamy, smażąc jeszcze chwilę. Tak powstałą mieszankę mielimy na pastę w blenderze i z powrotem przenosimy do garnka. Do gotowej masali dodajemy cynamon, masło, sok z limonki, śmietankę oraz wodę. Doprowadzamy do wrzenia na wysokim ogniu, a następnie zmniejszamy, dorzucając wcześniej przygotowane kawałki kurczaka. Gotujemy razem przez około 5 minut.

Podajemy z ryżem lub wybranymi chlebkami indyjskimi.

kurczak

kurczak

przepis pochodzi z książki "Entice With Spice: Easy Indian Recipes for Busy People"