Zupa kukurydziana z kurczakiem

zupa z kukurydzy

Trochę nam głupio się przyznawać, ale kukurydzę mogłybyśmy łyżkami wyjadać prosto z puszki. Kiedy potrzebujemy tylko połowę jej pojemności to możecie być pewni, że znajdziecie nas w okolicy pozostałej części, bo przecież nie istnieje możliwość by się zmarnowała choćby odrobinka ;) Pomimo tego, że póki co nie jesteśmy może wielkimi fankami zup z Chin (bo w tej dziedzinie króluje Korea), to ta bardzo nas zaintrygowała. 

Zupa kukurydziana często spotykana jest w menu restauracyjnym i podobno pochodzi z rejonu kantońskiego. Istnieją dwie jej wersje - w jednej dodatek stanowi mięso kurczaka, druga natomiast rezygnuje z niego na rzecz jajka. Często jednak spotkać można połączenie obydwu rodzajów w jedną i spójną całość. Oczywiście zupa ta ma pozytywny wpływ na żołądek oraz ogólnie układ pokarmowy. Może to być rzeczywiście prawda, choć nie możemy potwierdzić tego na 100%. Wiemy tylko, że nasze żołądki były całkiem zadowolone po jej zjedzeniu... :)

Oczywiście jeśli nie przekonuje Was dodatek jajka, to możecie je pominąć - polecamy jednak spróbować. Zupa też powinna świetnie sprawdzić się jako posiłek dla dziecka.

zupa z kukurydzy

Zupa kukurydziana z kurczakiem
粟米羹
na 4 osoby

1 pierś kurczaka
1/4 łyżeczki jasnego sosu sojowego
3 łyżki mąki kukurydzianej
około 640 g odsączonej kukurydzy lub tyle samo świeżej, obranej
1 litr bulionu drobiowego
3 jajka, delikatnie roztrzepane
szczypta białego pieprzu
sól do smaku
zielona cebulka, drobno posiekana
olej sezamowy

zupa z kukurydzy

Na samym początku marynujemy chwilę kurczaka w sosie sojowym oraz szczyptą soli. Łączymy też ze sobą około 100 ml wody razem z mąką kukurydzianą.

Do sporego garnka wrzucamy połowę kukurydzy oraz 250 ml bulionu i używając blendera dokładnie miksujemy, aż do uzyskania w miarę gładkiej pasty. Dolewamy resztę bulionu oraz dodajemy pozostałą część kukurydzy. Doprowadzamy do wrzenia na średnim ogniu i w tym momencie dorzucamy zamarynowanego wcześniej kurczaka. Gotujemy przez około 5 minut, aż kurczak będzie gotowy. Do zupy dodajemy mieszankę mąki kukurydzianej oraz wody - pamiętajcie by przed dodaniem ponownie całość zamieszać. Gotujemy jeszcze chwilę aż zupa zgęstnieje i zmniejszamy ogień. Powoli i delikatnie wlewamy rozbite jajka do zupy, starając się utworzyć z nich w zupie delikatne "wstążki". Jeśli istnieje taka potrzeba doprawiamy zupę solą.

Podajemy ze szczyptą białego pieprzu, zieloną cebulką oraz niewielką ilością oleju sezamowego.

zupa z kukurydzy

Przepis pochodzi z książki "The Dumpling Sisters Cookbook: Over 100 Favourite Recipes from a Chinese Family Kitchen"

Negi miso onigiri

miso onigiri

Onigiri (おにぎり) zajadamy się już od dłuższego czasu. Nie jeden raz towarzyszyły nam w pracy, ratując nas od mniej lub bardziej spodziewanego ataku głodu. Oczywiście żeby nie było - nasze cudowne, tradycyjne kanapki są dla nas równie atrakcyjne, kiedy jednak nasz jadłospis zaczyna wiać nudą, chętnie decydujemy się na takie małe i ekscytujące zmiany :) 

Nasze przygody z potrawami, które określić można mianem "kanapek" (bardziej ze względu na ich funkcję w codziennym jadłospisie niż podobieństwo w wyglądzie), rozpoczęłyśmy od koreańskiego kimbap (김밥), które z kolei kojarzyć się może z sushi (ale nim nie jest :)). Po pewnym czasie kimbap troszkę się nam znudził - tylko na krótki czas, ale właśnie wtedy zdążyłyśmy odkryć istnienie onigiri. Albo może po prostu postanowiłyśmy je wreszcie wykonać. W dalszym ciągu ulepienie idealnego kształtu jest dla nas dosyć trudne, ale łatwo dostać można specjalne foremki, które zrobią to za nas. Takie małe oszustwo... ale podobno wygląd posiłku ma również duże znaczenie ;)

Onigiri to rodzaj przekąski - kulka ryżowa, najczęściej uformowana w charakterystyczny trójkątny kształt, często zawinięta w kawałek nori. Oczywiście, żeby nie było nudno, powstało tysiące rodzajów nadzienia takiej ryżowej kanapki, czasami charakterystycznego dla regionu (np. onigiri z tempurą z Nagoi czyli tenmusu 天むす), innym razem po prostu odpowiadającego upodobaniom. Można je dostać w wielu wariacjach praktycznie w każdym japońskim sklepie czy też konbini (rodzaj mini-marketu otwartego 24 godziny na dobę), istnieją również specjalizujące się w onigiri sklepiki. Trudno się dziwić tej popularności bo onigiri czarują zarówno swoim smakiem, jak i prostotą. Początki tej ryżowej kanapki datuje się na co najmniej XI wiek, choć zapewne ze względu na szybkość tworzenia oraz fakt, że można było do ich wykonania wykorzystać pozostały ryż, zjadane były nawet wcześniej. Najważniejsze jest jednak to, że są z nami do dzisiaj i możemy się cieszyć odkrywając coraz to nowsze sposoby ich przygotowywania :) 

Jedną z naszych ulubionych wersji jest ta z solonym łososiem, dziś jednak zdecydowałyśmy się na bardziej dostępną - z pastą miso oraz porem. W przepisie oryginalnym używa się negi (ネギ) czyli japońskiej zielonej cebulki, u nas niedostępnej. Jako że podobna jest do pora, a ostatnio jest on jednym z naszych ulubieńców nie musiałyśmy długo szukać godnego zamiennika :) Przyrzekamy, w połączeniu z miso tworzy duet wręcz idealny!

Mamy nadzieję, że nasz maleńki wkład w rozwój zasłużonej mody na onigiri przypadnie Wam do gustu :)

miso onigiri

Negi miso onigiri
Onigiri z miso i porem
ネギ味噌 おにぎり
na ok. 4 kuleczki

na kulki:
ok. 480 g ugotowanego ryżu do sushi
1 łyżka prażonych ziaren sezamu
1 łyżeczka soli

na pastę:
ok. 80 g pora, dokładnie posiekanego
5 cm kawałek startego imbiru
2 łyżki pasty miso
0,5 łyżeczki sosu sojowego
1 łyżka mirinu
szczypta przyprawy shichimi togarashi
1 łyżka płatków bonito

miso onigiri

miso onigiri

Aby wykonać pastę rozgrzewamy niewielką ilość oleju na patelni i chwilę dusimy na nim pora razem z imbirem. Dodajemy miso, sos sojowy oraz mirin i mieszamy. Smażymy przez około 2 minuty, uważając by nic się nie przypaliło. Ściągamy z ognia i doprawiamy przyprawą shichimi togarashi oraz płatkami bonito. Odstawiamy do przestygnięcia.

Ugotowany ryż mieszamy z ziarnami sezamu. Jeśli wykonujemy onigiri w dłoniach, to dzielimy go na mniej więcej równe 4 części. Delikatnie zwilżamy dłonie wodą i posypujemy je szczyptą soli. Zbieramy jedną część ryżu i robimy delikatne wgłębienie do którego wkładamy odrobinę naszej pasty. Owijamy ją ryżem i delikatnie go dociskamy, formując w wybrany przez nas kształt. Jeśli macie foremki, to wypełniacie je zgodnie z potrzebą :) Powtarzamy z resztą ryżu. 

Pozostała część pasty może być wykorzystana jako szybki topping do ryżu lub na przykład smażonego tofu. Smacznego!

miso onigiri

miso onigiri

przepis pochodzi z książki "Simply Onigiri: fun and creative recipes for Japanese rice balls"

Kimchi jjigae

kimchi

Przepis na tę potrawę powinien tu znaleźć się bardzo dawno temu. Po głębszym namyśle powinien nawet być tym pierwszym, otwierającym naszą przygodę z blogiem bo to właśnie jego uważamy za prekursora naszej miłości do kuchni koreańskiej. To właśnie ta "zupa" królowała na naszym stole kilka lat temu i do dziś darzymy ją niezwykle gorącym uczuciem (chociaż ciężko jest się nam zdecydować, która potrawa powinna stanąć na podium :)) Jest więc dla nas daniem, można by powiedzieć, o zupełnie sentymentalnej wartości. 

Kimchi jjigae (김치찌개) to najprościej rzecz ujmując "zupa" z kimchi czyli koreańskiej fermentowanej kapusty. Próbowałyśmy już ją w każdej możliwej wersji - z wołowiną, wieprzowiną, z tuńczykiem i bez. Każda z tych opcji nam smakowała, choć najbardziej powszechny jest dodatek mięsa wieprzowego. Jak większość potraw w których prym wiedzie kimchi, kimchi jjigae jest jedną z najpopularniejszych potraw w Korei. Jjigae (찌개) to tak właściwie słowo oznaczające potrawy przypominające nasz gulasz i od zup, noszących miano guk (국), różnią się głównie gęstością oraz intensywnością smaku. Prezentowana przez nas dziś potrawa to tylko jedna z możliwych odmian jjigae. Równie dużą popularnością cieszy się w Korei chociażby doenjang jjigae (된장찌개) na bazie pasty sojowej, sundubu jjigae (순두부찌개) z miękkim tofu czy też chyba najbardziej zwariowane pod względem użytych składników "żołnierskie" budae-jjigae (부대찌개).

Gotowanie kimchi jjigae nie dość że jest banalnie proste, to zawsze jest swoistą przygodą ponieważ lubimy zmieniać proporcje dodatków - niekiedy dodamy więcej gochujang (고추장) aby rozgrzać się jeszcze mocniej, czasem postawimy na więcej cukru by delikatnie złagodzić smak. Możecie więc wiele wnieść do ostatecznego smaku tej potrawy. Wiele zależy też od kimchi jakie posiadacie - najlepiej nadaje się tu takie, które jest już dosyć porządnie zakwaszone (choć i to można obejść dodatkiem octu - najlepiej ryżowego, ale mocno wierzymy, że wszyscy macie przynajmniej 30 dniowe kimchi w lodówce ;)). Kolejnym sekretem jest też czas gotowania. Im dłużej gotowałyśmy nasze kimchi jjigae, tym lepsze nam wychodziło, więc aktualnie gotujemy je 40 minut lub nawet dłużej i Wam również tak polecamy. Smak wynagradza długie oczekiwanie :)

kimchi

Kimchi jjigae
김치찌개
na ok. 4 porcje

ok. 350 g wołowiny lub wieprzowiny pokrojonej w cienkie paski
2 - 2,5 kubka kimchi (np. z tego przepisu), posiekanego w większe kawałki
0,5 cebuli pokrojonej w piórka
2 ząbki czosnku, drobno posiekane
1 łyżka gochujang
0,5 łyżki gochugaru
1 łyżka cukru
1 łyżka sosu sojowego
3 kubki wody lub bulionu z anchois (np. z tego przepisu)
zielona cebulka, drobno posiekana
tofu, pokrojone w plasterki lub kostkę
olej sezamowy do smażenia

kimchi

Pokrojone mięso smażymy na rozgrzanym na średnim ogniu oleju sezamowym. Dodajemy posiekane kimchi i smażymy dalej razem, około 5 minut. Do garnka dorzucamy cebulę, czosnek, gochujang, gochugaru, sos sojowy oraz cukier i dokładnie ze sobą mieszamy, całość zalewamy wodą lub bulionem. Doprowadzamy do wrzenia na wyższym ogniu, a następnie zmniejszamy ogień i gotujemy pod przykryciem przez co najmniej 30 minut, co jakiś czas mieszając.

Dodajemy tofu i gotujemy kolejne 10 lub 15 minut, uważając by tofu się nie rozpadło. Na tym etapie warto też sprawdzić czy danie nie potrzebuje dodatku soli.

Podajemy posypane zieloną cebulką, obowiązkowo z miseczką ryżu :)

kimchi

kimchi

zmodyfikowany przepis pochodzi z książki "Seoul Food Korean Cookbook: Korean Cooking from Kimchi and Bibimbap to Fried Chicken and Bingsoo"

Karē nabe

curry

Tegoroczny chłodniejszy okres w roku postanowiłyśmy przeznaczyć na naszym blogu na pokazanie Wam kilku pysznych, rozgrzewających i tym samym kojarzących się nam z jesienią potraw z rejonów Azji. W tym tygodniu powracamy do Japonii by przygotować idealne połączenie nabe (鍋) czyli cudownego jednogarnkowego dania z naszym chyba najukochańszym specjałem czyli japońskim karē (カレーライス). 

Pomimo tego, że dania typu nabe właściwie najlepiej pasują do jesienno-zimowych, chłodnych wieczorów, my potrafimy je jeść cały rok - nawet w najgorsze upały. Być może jest to wtedy trochę mniej komfortowe, ale dla nich nie straszny nam upał, ani żadne inne niedogodności ;) Tak duże "poświęcenie" wynika z naszej bezgranicznej miłości do nabe i jeśli uda nam się zarazić nią choć jedną osobę, to będziemy najszczęśliwszymi osobami na świecie. Zresztą musi chyba być w tych garnuszkach coś prawdziwie magicznego, ponieważ bardzo często pojawiają się na listach potraw które KONIECZNIE należy wypróbować w Japonii. 

Ogólny zarys idei nabe przedstawiłyśmy już przy okazji kinoko nabe, więc jeśli jesteście zainteresowani to zapraszamy do przeczytania trochę dłuższego i bardziej praktycznego wstępu. Napisałyśmy tam o umownej kolejności przygotowywania tego typu dań, choć całe ich piękno tkwi w możliwości dostosowywania ich do osobistych preferencji. My możemy być pewne, że w naszym garnuszku znajdzie swoje miejsce szpinak oraz cudownie w nim smakujący por. Spokojnie więc możecie dodawać Wasze ulubione składniki do podstawowej bazy - jeśli nie pasuje Was mięso, możecie je zamienić na inne lub w ogóle z niego zrezygnować. Brakuje Wam jakiegoś składnika? Możecie wykorzystać zupełnie inny, zgodnie z własną inwencją. 

Przy okazji możecie być pewni, że zjecie sporą ilość warzyw i całkiem nieźle zbilansowany posiłek :) 

curry

Karē nabe
カレー鍋
na 4 osoby

4 kubki bulionu z kurczaka
1/4 kubka sake
1/3 kubka sosu sojowego
1 łyżka cukru
1 łyżka oleju roślinnego
2 piersi kurczaka pokrojone w cienkie plasterki
1 cebula, pokrojona w piórka
1/4 kubka przyprawy curry

kapusta pekińska, pokrojona
1 średniej wielkości por, pokrojony w większe plastry
1 średnia marchewka pokrojona z plasterki
1 ziemniak, pokrojony w plasterki
2 ząbki czosnku, posiekane
1 łyżeczka startego imbiru
1 zielona cebulka

curry

curry

Najlepszym sposobem na przygotowanie nabe jest gotowanie go na małej kuchence turystycznej. Całość potrawy przygotowujemy wtedy wspólnie z domownikami. Jeśli jednak nie posiadacie przenośnej kuchenki to oczywiście w dalszym ciągu możecie cieszyć się tą potrawą, przygotowaną jednak w zaciszu kuchni. My niekiedy podstawę dania, aż do momentu zalania bulionem przygotowujemy w kuchni, a resztę przenosimy na wspólny stół. Smak w dalszym ciągu jest równie wyborny :)

Do bulionu dodajemy sake, sos sojowy oraz cukier i dokładnie mieszamy - będzie to baza dla naszego nabe.

W średniej wielkości płytkim garnku rozgrzewamy olej na średnim ogniu i smażymy na nim kurczaka aż do uzyskania złotego koloru. Dorzucamy cebulę i smażymy razem przez około 2 minuty. Całość zasypujemy proszkiem curry i smażymy 1 minutę do skarmelizowania. Zalewamy wcześniej doprawionym bulionem.

W garnku układamy kapustę, pora, marchew, ziemniaka, czosnek oraz imbir (oraz inne dodatki, zgodnie z własną inwencją - w każdym nabe świetnie smakuje też tofu). Zakrywamy i gotujemy przez około 10 minut, aż składniki będą gotowe. Odkrywamy garnek i dodajemy posiekaną zieloną cebulkę. Jeśli w dalszym ciągu macie część dodatków, możecie pozostawić trochę bulionu i dołożyć je do garnka - w ten sposób magia nabe przedłuża się o kolejne kilka chwil.

Podajemy z miską ryżu, a na sam koniec w pozostałym bulionie gotujemy porcję świeżego udonu.

curry

curry

przepis pochodzi z książki "Japanese Hot Pots: Comforting One-Pot Meals"