Hobak Hotteok

dyniowe placuszki

Być może dziś troszkę się powtórzymy, gdyż parę miesięcy temu z wielką radością podzieliłyśmy się z Wami przepisem na bardzo przez nas lubiane hotteok (klik!) czyli koreańskie placuszki pełne słodkiego nadzienia. Przyszła jednak jesień, liście leniwie zaczęły opadać z drzew, a pogoda zupełnie nas nie rozpieszczając sama skierowała nas na trop przysmaku, który od bardzo dawna chciałyśmy spróbować. Cóż bowiem kojarzy się z jesienią bardziej niż dynia? Tak właśnie powstała kolejna wersja hotteok, tym razem z dodatkiem słonecznie pomarańczowej dyni i niezwykle aromatycznych orzechów. Dodatkowo zbliża się być może niezbyt polskie święto Halloween, które my chętnie spędzamy oglądając mniej lub bardziej straszne filmy. Taka przekąska na pewno urozmaici seanse filmowe z przyjaciółmi :) 

Nasz poprzedni przepis na hotteok nieznacznie zmodyfikowałyśmy dodając trochę mąki ryżowej. Ten zabieg pomaga uzyskać delikatnie bardziej chrupiąco-ciągnącą konsystencję ciasta. Jeśli uznacie, że z tego powodu konsystencja ciasta jest zbyt rzadka, dodajcie trochę więcej zwykłej mąki. Pamiętajcie jednak, że ciasto na hotteok jest raczej z rodzaju tych bardziej klejących i rzadkich :)

Koniecznie wypróbujcie też mieszanki przypraw, którą używamy między innymi do słodkich potraw z dynią - jest niesamowicie aromatyczna i, jak wszystkie korzenne mieszanki, niezwykle uzależniająca :)


dyniowe placuszki

Hobak Hotteok
Hotteok z dynią
호박 호떡
na ok. 8-10 porcji

ciasto:
0,5 kubka ciepłej wody
0,5 łyżki drobnego cukru
2 łyżeczki suchych drożdży
3 kubki mąki pszennej
0,5 kubka mąki z ryżu kleistego
0,5 kubka mleka
0,5 kubka purée z dyni
szczypta soli
olej do smażenia

nadzienie:
2,5 łyżki brązowego cukru
1-2 łyżeczki przyprawy do dyni
garść orzechów włoskich oraz migdałów

* Mieszanka, której my używamy to 0,5 kubka cynamonu, 4 łyżki zmielonego imbiru, 1 łyżka ziela angielskiego, 1 łyżka gałki muszkatołowej, 1 łyżka goździków - wszystkie składniki mielimy jeśli tego wymagają i dokładnie ze sobą mieszamy.

dyniowe placuszki

dyniowe placuszki

Na samym początku mieszamy ze sobą ciepłą wodę, cukier oraz drożdże i czekamy chwilę - około 10 minut - do momentu kiedy zaczyn zacznie pracować. Do całości dodajemy obydwa rodzaje mąki, ciepłe mleko, sól oraz purée z dyni. Ugniatamy aż do momentu połączenia się wszystkich składników. Odstawiamy na godzinę aż ciasto podwoi swoją objętość.

W międzyczasie przygotowujemy nadzienie - siekamy drobno orzechy i łączymy je z cukrem oraz przyprawą.

Z ciasta formujemy niezbyt duże kulki, które następnie wypełniamy nadzieniem. Delikatnie zamykamy je we wnętrzu ciasta - sugerujemy abyście ręce oprószyli mąką, praca jest wtedy przyjemniejsza :) Tak wykonane kulki kładziemy na rozgrzanej patelni wypełnionej olejem zaczynając od strony zamknięcia. Następnie odwracamy placka i kulkę spłaszczamy za pomocą łopatki. Smażymy do uzyskania złoto brązowego koloru.

Podajemy ciepłe ^^

dyniowe placuszki

dyniowe placuszki

zmodyfikowany przepis pochodzi z książki "Seoul Food Korean Cookbook: Korean Cooking from Kimchi and Bibimbap to Fried Chicken and Bingsoo"

Samosy z ziemniakami i zielonym groszkiem

klasyczne samosy

O istnieniu tych cudowności, jakimi z pewnością są samosy zapomniałyśmy na dobre kilka miesięcy, aż pewnego pięknego dnia przypomniał nam o nich nikt inny jak nasz osobisty tester przepisów czyli mama. Postanowiła ona bowiem wypróbować nasz przepis, aczkolwiek z troszkę innym nadzieniem niż ten, który znajduje się już na naszym blogu. Oczywiście wykonane przez nią samosy smakowały nam tysiąc razy bardziej niż nasze własne, ale to chyba normalna kolej rzeczy ;)  Przepis ten przeszedł już więc co najmniej dwie próby bojowe, każdą z sukcesem. 

Jeśli nie pamiętacie, to przypominamy iż jakiś czas temu podzieliłyśmy się z Wami przepisem na samosy z dodatkiem szpinaku i sera chhena (klik!). Tym razem zachęcamy Was do spróbowania chyba najbardziej znanej ich wersji, a mianowicie z ziemniakami oraz groszkiem. I choć może brzmi to dosyć przyziemnie to zapewniamy, że dodatek przypraw zupełnie zmienia charakter tych codziennych warzyw. Jeśli chcecie dodatkowo zapoznać się z historią tej potrawy to znaleźć ją możecie w tekście poprzedniej wersji, a my już nie przedłużając zapraszamy do gotowania :)

klasyczne samosy

Samosy z ziemniakami i zielonym groszkiem
na ok. 12 sztuk

na ciasto:
2 kubki mąki
pół łyżeczki soli
4 łyżki plus 1 łyżeczka oleju
4 łyżki wody (lub więcej w miarę potrzeby)

na nadzienie:
4 łyżki oleju
1 łyżeczka ziaren czarnej gorczycy
1 cebula, posiekana w drobną kostkę
1 łyżeczka zmielonej kolendry
1 łyżeczka pieprzu cayenne
1 łyżeczka soli
0,5 łyżeczki kurkumy
2 średniej wielkości ziemniaki, obrane i pokrojone w drobną kostkę
1 kubek zielonego groszku, świeżego lub mrożonego

klasyczne samosy

Przygotowujemy ciasto - w tym celu mieszamy mąkę oraz sól, a następnie dodajemy do nich 4 łyżki oleju. Łączymy razem aż do uzyskania faktury przypominającej okruchy chleba. Powoli dodajemy 4 łyżki wody i ugniatamy ciasto na oprószonej mąką stolnicy (około 5 minut). W razie potrzeby dodajemy więcej wody. Kiedy będzie już miękkie w dotyku, formujemy je w kulę i wcieramy w nią pozostałą 1 łyżeczkę oleju. Gotowe ciasto owijamy szczelnie folią i odstawiamy na co najmniej 30 minut.

Zabieramy się za przygotowywanie nadzienia. W garnku rozgrzewamy olej na średnim ogniu i smażymy na nim ziarna gorczycy. Gdy zaczną delikatnie trzaskać, dodajemy cebulę i smażymy aż do miękkości. Dosypujemy zmieloną kolendrę, pieprz cayenne, sól, kurkumę i chwilę razem smażymy, cały czas mieszając. Po około 30 sekundach do mieszanki przypraw dorzucamy ziemniaki oraz groszek. Zakrywamy garnek i gotujemy przez około 15 minut, często mieszając by nic się nie przypaliło. Po upływie tego czasu sprawdzamy czy ziemniaki są miękkie - jeśli tak to ściągamy całość z ognia i odstawiamy.

klasyczne samosy

Ciasto na samosy dzielimy na 6 części, każdą rozwałkowujemy na sporej wielkości okręgi, które następnie przekrawamy na pół. Każdą taką połówkę składamy i zlepiamy by uzyskać małą kieszonkę. Wypełniamy ją nadzieniem i dokładnie łączymy pozostałe brzegi ciasta (możemy wspomóc się wodą).

Gotowe samosy smażymy na głębokim tłuszczu, przewracając je aby z każdej strony uzyskać złotobrązowy kolor. Odsączamy z tłuszczu na papierowym ręczniku. 

Podajemy z wybranym rodzajem chutney.

klasyczne samosy

przepis pochodzi z książki "My Indian Kitchen: Preparing Delicious Indian Meals without Fear or Fuss"

Matcha crème brûlée


Trzy tygodnie temu zachęcałyśmy Was do wypróbowania zielonej herbaty matcha w troszkę innej, wytrawnej formie (klik!), dziś natomiast powracamy do słodkich dobroci z jej dodatkiem. Jeśli lubicie crème brûlée i gotowi jesteście na jego smakowitą odmianę, to koniecznie musicie wypróbować ten przepis :) 

Tradycyjnej formy tego deseru chyba nie musimy nikomu przedstawiać. Przepis na ten delikatny krem przygotowywany ze śmietanki, żółtek i cukru, ukryty pod warstewką skarmelizowanego cukru nie jest zbyt skomplikowany, oczywiście oprócz samego procesu karmelizowania, zwłaszcza jeśli nie posiadacie odpowiedniego palnika ;) Niestety crème brûlée ciężko jest sobie wyobrazić bez owej słodkiej skorupki, przez którą musimy się przebić by dostać się do pysznego środka więc zalecamy zaopatrzenie się w palnik (choć wstawienie deseru do piekarnika też zdaje egzamin). Jak już może zdążyliście się przekonać, my każdą potrawę z dodatkiem matcha przyjmujemy bez zająknięcia i z otwartymi ramionami - tak też było oczywiście w przypadku tej smacznej wariacji na temat crème brûlée.

Wspomniałyśmy już w naszym urodzinowym przepisie na torcik tiramisu, że Japończycy świetnie radzą sobie z łączeniem tradycyjnych deserów z różnych zakątków świata ze smakami tradycyjnymi dla tego kraju. Dodatek miso potrafi cudownie odmienić znany nam od dawna przepis na brownie, a mąka kinako nadać nowego charakteru ciasteczkom z czekoladą. Podobnie, mariaż matcha ze słodkościami praktycznie nie ma szans by się nie udać. Może ma to jakiś związek z faktem, że tradycyjnie gorzkawy i mocny smak herbaty, balansuje się dodatkiem czegoś słodkiego. Jakkolwiek by nie było, mamy nadzieję że skusicie się na tę miłą odmianę i dacie szansę zielonej herbacie matcha. My już przepadłyśmy w 100 procentach :)



Matcha crème brûlée
na 4 miseczki

1 kubek śmietanki kremówki
ok. 67 g drobnego cukru
2,5 łyżeczki zielonej herbaty matcha (my użyłyśmy Moya Matcha)
0,5 kubka mleka lub mleka sojowego
3 żółtka jajek



W garnuszku łączymy ze sobą pół kubka śmietanki, 33 g cukru oraz proszek matcha. Podgrzewamy na niskim ogniu, aż wszystkie składniki ładnie się ze sobą połączą. Dodajemy pozostałą część śmietanki oraz mleko i podgrzewamy do delikatnego wrzenia. Odstawiamy z ognia aby masa troszkę ostygła.

W misce łączymy razem żółtka oraz resztę cukru - nie ucieramy, tylko po prostu ze sobą łączymy. Cały czas powoli mieszając, stopniowo wlewamy mleczną mieszankę do żółtek, a następnie całość odcedzamy na sitku. Gotową masą wypełniamy żaroodporne miseczki, które następnie układamy w żaroodpornym naczyniu. Wlewamy do niego gorącą wodę, mniej więcej na taką samą wysokość jak płyn w miseczkach. Całość wkładamy do nagrzanego do 150 stopni piekarnika (nie termoobieg) na około 30 minut.

Gotowy deser po schłodzeniu umieszczamy na 2 godziny w lodówce. Przed podaniem posypujemy powierzchnię cukrem, który następnie karmelizujemy za pomocą palnika, aż do uzyskania złotego koloru. 



przepis pochodzi z książki "Kyotofu: Uniquely Delicious Japanese Desserts"

Beoseot chamkkae tang

grzyby

Jesienna aura daje się nam trochę we znaki - troszkę nam sennie, troszkę marudnie.. I właśnie z tego powodu z ogromną chęcią sięgamy teraz po ciepłe miseczki naszych ulubionych zup. Od tygodni króluje zupa krem z dyni, ale kiedy mamy ochotę na miłą odmianę sięgamy do chyba nieskończonego (i jednego z naszych najukochańszych) repertuaru zup koreańskich. Co jakiś czas obiecujemy sobie, że pojawi się ich na naszym blogu więcej, ale zawsze miliony innych pomysłów spycha tę obietnicę na dalszy plan. Pomimo wszystko małymi kroczkami postaramy się odkrywać przed Wami te cudowne smaki bo zapewniamy, że jest warto :)

Dzisiejsza zupa może być ciekawą odskocznią od znanej nam bardzo dobrze zupy pieczarkowej czy grzybowej. Nie dość, że rozszerzony jest tu wachlarz rodzajów grzybów, to jeszcze sama zupa wzbogacona jest aromatem pasty tahini, który - uwierzcie - naprawdę świetnie pasuje do jej charakteru. Przepis ten był jednym z pierwszych (jeśli nie pierwszym), który ugotowałyśmy na naszego bloga jeszcze w fazie przygotowań. Niestety strona estetyczna zupełnie nie pasowała do nowej koncepcji bloga jaką sobie narzuciłyśmy, więc postanowiłyśmy wykonać ją raz jeszcze, w ulepszonej formie, którą dziś Wam pokazujemy. Aczkolwiek musimy być zupełnie szczere, że niespecjalnie z tego powodu narzekałyśmy. Bo jak tu narzekać gdy można zjeść takie pyszności... :)


grzyby

Beoseot chamkkae tang
Zupa grzybowa z tahini
버섯참깨탕
na 4 osoby

Na bulion warzywny:
6 kubków wody
około 15 cm kawałek konbu
5 suszonych grzybów shiitake
1 średnia cebula
około 250 g białej rzodkwi

Na początku przygotowujemy bulion warzywny - do wody dodajemy konbu, shiitake, cebulę oraz rzodkiew. Doprowadzamy do wrzenia, a następnie zmniejszamy ogień i delikatnie gotujemy przez godzinę. Po upływie tego czasu odcedzamy warzywa - w tym momencie powinniśmy mieć około 4 kubków bulionu.


bulion

grzyby

Na zupę:
1 łyżka oleju sezamowego
4 grzyby shiitake (wymoczone w 1 kubku  ciepłej wody)
około 60 g pieczarek
około 90 g boczniaków
około 100 g pieczarek portobello
1 łyżeczka soli
3 kubki bulionu warzywnego
4 łyżki pasty tahini lub pasty sezamowej
2 łyżki mąki ryżowej
65 ml wody
sól i pieprz do smaku
prażone ziarna sezamu, rozkruszone

grzyby

W garnku rozgrzewamy na średnim ogniu olej sezamowy. Wrzucamy do niego pokrojone grzyby i zasalamy jedną łyżeczką soli. Smażymy do momentu odparowania wody, którą wypuściły grzyby. Zalewamy je bulionem oraz wodą pozostałą po namaczaniu grzybów shiitake. Gotujemy około 5 minut na średnim ogniu. Odlewamy niewielką ilość płynu do miseczki i mieszamy go z pastą tahini aż do rozpuszczenia. Powstałą mieszankę dolewamy do zupy. Mąkę ryżową dokładnie mieszamy z 65 ml wody i powoli zagęszczamy nią zupę. Dodajemy sól oraz pieprz do smaku. Podajemy z prażonymi ziarnami sezamu oraz oczywiście cieplutkim ryżem :)

grzyby

przepis pochodzi z książki "Korean Table"

Kurczak z douchi

douchi

Wyrównujemy dziś trochę proporcje jeśli chodzi o przepisy chińskie na naszym blogu - kurczak dziś przez nas przyrządzony nie pochodzi z regionu Syczuanu, jak to dotychczas bywało, jest za to przysmakiem kuchni kantońskiej :) Aby go przygotować musicie zaopatrzyć się w jeden specyficzny składnik jakim jest fermentowana czarna soja - douchi (豆豉). Jest to po prostu czarna soja poddana procesowi fermentacji oraz zasolenia, który nadaje jej specyficznego mocnego aromatu i smaku. Ze względu na to, nie spożywa się jej w większych ilościach, często używana jest natomiast jako przyprawa świetnie komponująca się z mięsem oraz owocami morza (u nas użyłyśmy jej już w mapo tofu (klik!)). Według historyków jest ona najstarszym znanym produktem sojowym, a wzmianki o niej w tekstach pojawiają się już około 90 roku p.n.e. Podobno można próbować zastępować ją sosem z czarnej fasoli, my jednak proponujemy po prostu kupić opakowanie tego specyfiku (w sklepach występuje pod nazwą douchi lub fermentowana czarna soja/fasola) - jego cena nie jest wygórowana i zwykle zamyka się w 10 zł, a ze względu na niewielkie zużycie praktycznie się ono nie kończy. 

Jak zapewne zauważycie do przygotowania tego dania potrzebujecie (oprócz douchi) jedynie kilku przypraw, kurczaka oraz papryki. Do momentu kiedy zaczęłyśmy interesować się kuchnią azjatycką, wydawało się nam zupełnie naturalnym, że kuchnia chińska pełna jest warzyw i innych dodatków. Istnieje u nas opinia, iż dania kuchni chińskiej powinny obfitować w niezliczoną ilość warzyw, podczas gdy zwykle rzecz ma się zgoła inaczej. Dania, które znaleźć można w lepszych książkach kucharskich przy naszych "mieszankach chińskich" mogą się wydawać wręcz dosyć ubogimi :) Jednak ma to swój cel - wszelkie przyprawy i dodatki mają za zadanie jedynie uwydatnić oraz podkreślić smak głównego składnika. Tak więc w przypadku dań mięsnych, warzywa dodane będą w niewielkich proporcjach, tak by na przykład smak kurczaka nie zniknął w natłoku innych dodatków. Jeśli zaś główny prym wieść mają warzywa, mięso będzie jedynie podbijać ich smak.

douchi

Kurczak z douchi
豆豉雞
na 4 osoby

250 g piersi kurczaka, pokrojonej w kostkę
1 łyżka chińskiego wina ryżowego lub sherry
1 łyżeczka skrobi
2,5 łyżki oleju
około 2 cm kawałek imbiru, pokrojonego w cienkie plasterki
3 ząbki czosnku, drobno posiekane
2 łyżki douchi, przemyte i posiekane
pół zielonej papryki, pokrojonej na kawałki
pół czerwonej papryki, pokrojonej na kawałki
1 czerwona chili, pokrojona na kawałki
1 mała cebula przekrojona na 4 części
sól do smaku

sos:
2 łyżeczki sosu sojowego
1 łyżka cukru
1/4 łyżeczki oleju sezamowego
3 szczypty białego pieprzu
2 łyżki wody
1 łyżeczka skrobi

douchi

Kurczaka marynujemy w mieszance wina oraz skrobi przez około 10 minut. W międzyczasie przygotowujemy wszystkie potrzebne nam składniki - warzywa kroimy, sos mieszamy w osobnej miseczce, rozgrzewamy woka.

Na połowie łyżki oleju smażymy chwilę kurczaka, aż będzie w połowie gotowy. Ściągamy go z woka i rozgrzewamy w nim pozostałe 2 łyżki oleju. Dodajemy imbir oraz czosnek i smażymy do uzyskania brązowego koloru. Wrzucamy douchi, obydwa rodzaje papryk, chili oraz cebulę i wszystko smażymy przez około 2 minuty. Ponownie dodajemy kurczaka i dokładnie mieszamy go z resztą składników. Po 1 minucie całość zalewamy sosem i kontynuujemy smażenie, aż do momentu gdy kurczak będzie gotowy. Możecie dodać trochę soli do smaku. 

Podajemy z miseczką parującego ryżu :)

douchi

douchi

przepis pochodzi z książki "Easy Chinese Recipes: Family Favorites From Dim Sum to Kung Pao"