Grillowane bataty ze świeżą kolendrą

słodki ziemniak

No dobra, pora chyba powrócić do grillowania bo oprócz cudownej ryby z grilla mamy w zanadrzu jeszcze kilka przepisów. Dziś coś dla miłośników całkiem niezwykłego warzywa, jakim są słodkie ziemniaki - mamy nadzieję, że znajdą się tu jacyś ich fani :) 

Nas do słodkich ziemniaków przekonywać nie trzeba - zupa krem z nich przygotowana dosyć często gości na naszym stole, a i nie stronimy od innych potraw z ich dodatkiem. Chętnie dodajemy je do miso (o czym już mogliście się przekonać), robimy z nich pieczone frytki oraz dorzucamy je do curry (świetnie przełamują ostrość i dodają nowych walorów smakowych). Prezentowany dziś przepis jest dosyć prosty, wymaga jednak wcześniejszego przygotowania ziemniaków poprzez ich parowanie. No i oczywiście potrzebny też będzie olej z zielonej cebulki, ale ponieważ jego żywotność w lodówce jest stosunkowo krótka, to i tak proponujemy przygotowywać go na świeżo. 

Nie obawiajcie się też rzekomej słodyczy pochodzącej z ziemniaków - świetnie pasować będzie do innych potraw z grilla. Zresztą dania w Wietnamie świetnie wyważają smak zarówno słodki jak i ostry oraz słony i kwaśny. W ten sposób jedno danie potrafi zaskoczyć nas różnorodnością smaku. Tak więc jeśli jeszcze nie grillowaliście słodkich ziemniaków, to gorąco Was do tego zachęcamy :)

słodki ziemniak

Grillowane bataty ze świeżą kolendrą
na 6 osób

około 1,5 kg słodkich ziemniaków
0,5 kubka oleju
0,5 kubka oleju z zielonej cebulki (klik!)
0,5 kubka posiekanej świeżej kolendry
starta skórka z limonki
sól oraz pieprz

słodki ziemniak

Ziemniaki obieramy, a następnie kroimy w talarki (możecie jeszcze przekroić je na pół). Przygotowujemy naczynie do parowania i układamy na nim ziemniaki. Parujemy około 6 minut, do momentu aż będą delikatnie miękkie. Przekładamy na tacę lub do miski, polewamy niewielką ilością oleju oraz doprawiamy solą i pieprzem.

Ziemniaki układamy na ruszcie grilla i grillujemy na średnim ogniu - nie może być zbyt mocny, bo szybko je spalimy. Wystarczy im około 4 minut z każdej strony. Gdy są już gotowe, układamy je w misce i polewamy olejem z zielonej cebulki, posiekaną kolendrą oraz startą skórką z limonki i mieszamy tak by smaki się połączyły. Możecie dodatkowo je dosolić, jeśli wydają się Wam mało słone.

słodki ziemniak

przepis pochodzi z książki "Vietnamese Home Cooking"

Mỡ hành

zielona cebulka

Mỡ hành czyli olej z zielonej cebulki to już kolejny olej w naszej kolekcji, który zdecydowanie przyda się Wam w Waszej kuchni. Zasada przygotowania jest  jak zwykle prosta - łączymy gorący olej z wybranym składnikiem. Tym razem jednak nie robimy tego tak, jak w przypadku oleju z szalotek, gdzie podgrzewany był on razem z szalotkami (choć można przyrządzić go w podobny sposób). Przygotowanie przypomina bardziej olej z chili - posiekaną zieloną cebulkę zalewamy po prostu gorącym olejem. 

Smak tego dodatku świetnie wzbogaca potrawy nie tylko kuchni wietnamskiej, choć tam podawany jest stosunkowo często (chociażby do egg rollsów, grillowanych mięs czy też parowanych ryżowych naleśników bánh bèo). Już za chwilę zresztą  pokażemy Wam przepis, który świetnie go wykorzystuje :)

zielona cebulka

Mỡ hành
Olej z zielonej cebulki
na około 0,5 kubka oleju

1 kubek posiekanej zielonej cebulki (zwykle używa się tylko zielonych części)
1 łyżeczka cukru
1 łyżeczka soli koszernej
0,5 kubka oleju (najlepiej rzepakowego)

zielona cebulka

Posiekaną zieloną cebulkę (dokładnie ją wysuszcie!) wrzucamy do miski odpornej na wysoką temperaturę i dodajemy cukier oraz sól. Olej podgrzewamy na średnim ogniu, nie doprowadzamy jednak do momentu dymienia. 

Gorącym olejem polewamy cebulkę i delikatnie mieszamy. Pozostawiamy do ostygnięcia.

Olej najlepiej przechowywać w lodówce, jeśli nie macie zamiaru użyć go od razu. Powinien wytrzymać 1 dzień, choć według niektórych źródeł może nawet tydzień :)

zielona cebulka

przepis pochodzi z książki "Vietnamese Home Cooking"

Gan bian si ji dou

zielona fasolka

Truskawki, maliny.. nie zapominajmy o zielonej fasolce!! Nie wiemy jak to tam u Was wygląda, ale my mogłybyśmy fasolkę jeść wprost na tony :) Wykorzystując ten cudowny okres przedstawiamy Wam troszkę inny sposób na to warzywo - mamy nadzieję, że wystarczająco interesujący by zachęcić Was do wypróbowania. Zerkając na nasz dotychczasowy repertuar dań chińskich (mapo tofu i kurczak gong bao) chyba nikogo nie zdziwi, że przepis ten pochodzi z Syczuanu.. ;)

Gan bian si ji dou, bo o tym daniu mowa, to zielona fasolka smażona z chili i mięsem. Sposób przyrządzania gan bian si ji dou jest dosyć specyficzny i wykorzystuje specjalny styl smażenia, który obecnie został sprowadzony do wysmażenia fasolki na tłuszczu, a następnie powtórnego przyrządzeniu jej metodą stir-fry z pozostałymi składnikami. Oryginalny sposób smażenia pochodzi z Syczuanu i nosi nazwę dry-fry (干煸). Ma on za zadanie wysuszyć dany składnik z wody by łatwiej było mu przyjąć smak sosu. Dodatkowo dodaje on tak przygotowanym warzywom (ale nie tylko, bo w ten sposób przyrządza się również mięso) specyficznej tekstury oraz mocno koncentruje ich smak. Oryginalnie polecano aby smażenie dry-fry trwało nawet dwie godziny (!) jednak obecnie w większości przepisów sprowadza się to do kilku minut, a dokładniej do momentu w którym fasolka stanie się po prostu „pomarszczona”. 

Sosu w gan bian si ji dou praktycznie nie ma, jednak pomimo tego danie to jest wyjątkowo smaczne oraz aromatyczne. Może być podawane jako przystawka, jednak dla nas zupełnie dobrze sprawdza się jako pełen obiad - oczywiście z dodatkiem świeżo przygotowanego ryżu :)

zielona fasolka

Gan bian si ji dou
 干煸豆角
na 2 osoby

250 g zielonej fasolki
2 ząbki startego czosnku
około 1 cm kawałek imbiru, obranego i startego
50 g mielonej wieprzowiny
1 łyżka suszonych krewetek, przemytych i posiekanych
6 suszonych papryczek chili, przekrojonych na pół i oczyszczonych z ziaren
olej
sól

na sos:
1/4 łyżeczki bulionu z kurczaka w proszku*
1 łyżeczka chińskiego wina ryżowego lub sherry
1/4 łyżeczka soli
1/4 łyżeczka cukru

* Nie jest to nasza kostka rosołowa, ale jej swoisty odpowiednik. Polecamy go kupić, bo bez trudu dostępny jest w sklepach internetowych.

zielona fasolka

Fasolkę płuczemy i dokładnie osuszamy. Jeśli nie jesteście pewni czy jest sucha, a boicie się kontaktu wody z olejem, wrzućcie ją na chwilę na suchą patelnię na niski ogień i chwilkę podsuszcie. 
Olej podgrzewamy na średnim ogniu i wrzucamy do niego fasolkę. Będzie gotowa gdy skórka wyraźnie się zmarszczy - wtedy wyciągamy ją z oleju i odsączamy na papierowym ręczniku. Posypujemy szczyptą soli. 

Składniki na sos łączymy ze sobą i dokładnie mieszamy. 

Na woku rozgrzewamy około łyżkę oleju i smażymy na nim czosnek oraz imbir aż do delikatnego zbrązowienia. Dodajemy mięso, suszone krewetki oraz chili. Chwilkę razem mieszamy aż do uzyskania odpowiedniego aromatu, a następnie do wszystkiego dodajemy przygotowaną wcześniej fasolkę. Polewamy sosem i dokładnie mieszamy. Podajemy ciepłe :)

zielona fasolka

przepis pochodzi z książki "Easy Chinese Recipes: Family Favorites From Dim Sum to Kung Pao" 

Malinowe bhapa doi


Jeśli chodzi o letnie owoce sezonowe, to nasze zdania zwykle były trochę podzielone - jedna troszkę bardziej wolała truskawki, druga skłaniała się w kierunku malin. W tym roku zwolenniczka truskawek zapałała nagłą miłością do malin i właściwie w tym momencie gdy to pisze z radością zjada miseczkę pełną tych właśnie owoców. Obydwie marzyłyśmy jednak o jakimś wakacyjnym, delikatnym deserze. Jeśli dodatkowo miałby on wykorzystać owoce - tym lepiej! Takim właśnie sposobem wydarzyła się ta oto wariacja na temat indyjskiego bhapa doi czyli puddingu na bazie jogurtu.

Bhapa doi to jeden z bardziej popularnych deserów bengalskich, który wykonuje się przez parowanie mieszanki jogurtu oraz mleka skondensowanego. Jego wierzch posypywany jest na przykład pistacjami, migdałami czy też świeżymi owocami. Bhapa doi podaje się prosto z lodówki i niekiedy przez swoją konsystencję nazywa się go indyjskim sernikiem. Obecnie pełno jest przepisów, które modyfikują wersję podstawową poprzez różnorodne dodatki w postaci przypraw czy też właśnie pulp owocowych, a chyba najpopularniejsza jest opcja z mango. My jednak postawiłyśmy na dodatek malin ponieważ... dlaczego nie? ;) 


Malinowe bhapa doi
ভাপা দই
na 6 porcji

300 g jogurtu greckiego
225 ml słodkiego mleka skondensowanego
około 70 ml pulpy malinowej
0,5 łyżeczki mielonego kardamonu (dostosujcie do swoich upodobań - my dodałyśmy 1 łyżeczkę)
świeże maliny do podania


W misce mieszamy ze sobą jogurt oraz mleko skondensowane, a następnie do tej mieszanki dodajemy pulpę malinową oraz kardamon. Łączymy ze sobą składniki i rozdzielamy równo do żaroodpornych miseczek. 

Miseczki z deserem układamy w żaroodpornym naczyniu i wlewamy do niego wodę, tak by zakryć je w około 1/4. Całość wkładamy do nagrzanego do 150 stopni piekarnika na około 30-35 minut. Po upływie tego czasu sprawdzamy czy nasz pudding jest już odpowiednio ścięty - możecie wbić w niego delikatnie nóż, powinien wyjść czysty. Wyciągamy go z kąpieli wodnej i pozwalamy mu się schłodzić. Następnie umieszczamy go w lodówce na przynajmniej dwie godziny (najlepiej na noc). 

Podajemy z dodatkową porcją pulpy oraz ze świeżymi malinami.  



przepis (zmodyfikowany) pochodzi z książki "Indian Kitchen: Secrets of Indian Home Cooking"

Pla yang nam pla wan

pstrąg

No dobra, przyszedł czas na grilla! W maju trochę spóźniłyśmy się z przygotowaniem odpowiednich przepisów, ale jako że teraz jest na niego równie dobra pora postaramy się te braki nadrobić. Zaczynamy od dania głównego, które jest dosyć proste, a naprawdę robi wrażenie. W sumie w przypadku tej potrawy większość uwagi skupia na sobie sos, który idealnie wprost współgra ze smakiem ryby i który zupełnie skradł nasze serca. Koniecznie musicie go wypróbować! 

Niestety wszystkie godne uwagi informacje na temat tej potrawy przeczytać można tylko w języku tajskim... A że niestety jest nam on prawie kompletnie obcy (no dobra, może i kompletnie, bo chyba przedstawienie się wiele nie wnosi do jego znajomości.. ;)), nie znalazłyśmy żadnej ciekawej historii na jej temat. Dziś więc, ku Waszej radości, obędzie się bez anegdotek oraz przypowieści ;) Pozostawimy Was jedynie z małą poradą (i tajskim sposobem na perfekcyjną rybę z grilla), która być może nie jest Wam obca. Jest nią wcześniejsze rozgrzanie grilla i doprowadzenie go do momentu spokojnego i stałego ciepła. Na ulicznych stoiskach w Tajlandii tego typu dania z ryb potrafią być przygotowywane nawet 2 godziny na właśnie takim delikatnym ogniu. Ryba pełna jest wtedy drzewnego aromatu, a jej smak jest niesamowicie delikatny i soczysty.

Niech więc przepis broni się dziś sam :)

pstrąg

Pla yang nam pla wan
ปลาย่างน้ำปลาหวาน
Ryba z grilla ze słodkim sosem rybnym
na 2 osoby

2 pstrągi, wypatroszone (w przepisie oryginalnym - sum)
2-3 łyżki jasnego sosu sojowego
1/2 kubka cukru palmowego
1-2 łyżki wody
2-3 łyżki sosu rybnego
3 łyżki wody tamaryndowej *
cykoria
czerwone chili, grillowane
1 łyżka posiekanej świeżej kolendry
patyczki do szaszłyków

pstrąg

* Wodę tamaryndową przygotowujemy przez rozpuszczenie w wodzie pulpy z tamaryndowca - trzymajcie się zasady 1 część pulpy na 8 części wody. Delikatnie podgrzejcie, dobrze wymieszajcie  i odstawcie do ostygnięcia.

Wypatroszone pstrągi (lub inną rybę, według upodobania) marynujemy w płytkim naczyniu w 2-3 łyżkach sosu sojowego. Ryba powinna marynować się kilka godzin więc uwzględnijcie to podczas planowania czasu.

Aby przygotować słodki sos rybny rozpuszczamy cukier palmowy w 1-2 łyżkach wody na średnim ogniu. Do tej mikstury dodajemy sos rybny i gotujemy razem chwilę, następnie dolewamy wodę tamaryndową. Całość w dalszym ciągu gotujemy, aż do uzyskania gęstszej konsystencji. Przecedzamy i odstawiamy do ostygnięcia. Smak powinien być jednocześnie słony, słodki i kwaśny (jak to w kuchni tajskiej bywa.. :)).

Cykorię gotujemy chwilę (około 10-15 minut) w wodzie, a następnie osuszamy. Będziemy ją grillować razem z rybą.

Kiedy mamy już rozpalonego grilla, wyjmujemy pstrągi z marynaty i osuszamy delikatnie ręcznikiem. Aby ryba nie rozpadła się podczas grillowania, wbijamy wzdłuż długi patyczek do szaszłyków - nie musi on być wcześniej namoczony, bo w większości (jeśli nie w całości) znajdować będzie się w rybie. Grillujemy zgodnie z potrzebą.

Słodki sos rybny mieszamy ze smażonymi szalotkami, smażonym czosnkiem, grillowanym chili oraz kolendrą. Sosem polewamy rybę, zgodnie z własnym upodobaniem. Jak sądzimy, ilości te będą raczej obfite :)

pstrąg

pstrąg

przepis pochodzi z książki "Thai Street Food"

Smażone szalotki oraz olej szalotkowy

szalotki

Już nie jeden raz stwierdzałyśmy na łamach naszego bloga, że kuchnia azjatycka wcale nie należy do wyjątkowo skomplikowanych. Być może jest tak, kiedy zabieracie się za nią po raz pierwszy i wszystko wydaje się być nowe. Jednak po kilku próbach szybko można wdrożyć się w nowe sposoby przygotowywania dań. Najbardziej problematyczne jest natomiast znalezienie i skompletowanie niektórych składników, które pomimo tego że powoli wkraczają na nasze sklepowe półki (my za każdym razem ze zdziwieniem odkrywamy nowości w działach z żywnością świata), to w dalszym ciągu niekiedy trzeba się za nimi sporo nachodzić. Wtedy wykonanie danej potrawy już nie jest takie proste i jej przygotowywanie zajmuje o wiele więcej czasu - znamy to bardzo dobrze bo często sporą część dnia, którą poświęcamy na blogowe gotowanie zajmuje nam właśnie przygotowywanie półproduktów. Wszystko to jednak jest wynagrodzone przez efekt końcowy :) 

Dzisiejszy dodatek (oraz kolejny, który już niedługo się tu pojawi) wygląda dosyć niepozornie, a jednak dodaje charakteru wielu daniom, głównie kuchni tajskiej oraz wietnamskiej. Może się jednak okazać przydatny również i w naszej rodzimej, polskiej kuchni, kto wie... Jego zastosowanie jest bardzo szerokie. Smażone szalotki dodawane są bowiem do sałatek, zup, posypuje się nimi pierożki oraz inne potrawy. Zdarza się, że są nawet jednymi z podstawowych składników dań. Ich przygotowanie nie jest zbyt skomplikowane - dodatkowym bonusem jest aromatyczny szalotkowy olej. Czegóż chcieć więcej :)

szalotki

Smażone szalotki oraz olej szalotkowy
na ok 0,5 kubka szalotek i 3/4 kubka oleju

4 szalotki, posiekane w piórka
3/4 kubka oleju roślinnego

Każdy składnik, jak i również garnek w którym będziecie smażyć szalotki musi być w temperaturze pokojowej - w ten sposób uzyska się najlepszy efekt smażenia.

Garnek napełniamy olejem i wrzucamy do niego posiekane szalotki. Stawiamy na średni ogień i smażymy aż do momentu kiedy olej stanie się gorący. Mieszamy co jakiś czas, tak aby szalotki ładnie się rozdzieliły i dokładnie zarumieniły. Zmniejszamy delikatnie ogień i czekamy aż do uzyskania brązowego koloru. Całość przelewamy przez sitko do miski odpornej na duże temperatury i odstawiamy do ostygnięcia. Tym sposobem uzyskujemy zarówno chrupiące szalotki, jak i aromatyczny olej :)

szalotki

szalotki

przepis pochodzi z książki "Simple Thai Food: Classic Recipes from the Thai Home Kitchen"

Bibim guksu

makaron

Ostatnio napisałyśmy, że do najpopularniejszych dań danej kuchni, nawet jeśli jest jedną z naszych ulubionych, podchodzimy z dystansem. Sprawdza się to również (być może niestety) w przypadku kuchni koreańskiej i niezwykle cenionego przez większość bibimbap (비빔밥), który pojawia się na wszelkich możliwych listach najlepszych koreańskich potraw. W tym wypadku możemy pójść nawet krok dalej i odważnie przyznać, że bibimbap w ogóle nie trafił w nasze gusta - pomimo już kilkukrotnych prób przygotowywania go samodzielnie, jak i kosztowania w samym miejscu jego narodzin. Tym bardziej dziwne jest dla nas to, że zwykła zamiana ryżu na makaron potrafiła tak wiele zmienić - dzisiejsze danie bowiem bardzo przypomina nam właśnie bibimbap. Dziś prezentujemy Wam bibim guksu (비빔국수) czyli po prostu "mieszany makaron" :)

Jako że jest to danie na zimno, naturalnym wydaje się by spożywać je w obecnie atakujące nas ciepłe dni. Wbrew jednak temu przypuszczeniu, oryginalnie było to danie przygotowywane w okresie zimowym i było jedną ze specjalności gotowanych na święto Dongji (동지), które odbywa się podczas przesilenia zimowego. Podtrzymywało to tradycję zwalczania zimna za pomocą zimnych potraw, podobnie jak zjadanie np. samgyetang (삼계탕) czyli zupy z kurczaka nadziewanego żeń-szeniem pomagać miało w najdotkliwsze upały. 

Specyficzny smak bibim guksu osiąga się poprzez połączenie ostrości gochujang ze smakiem octu oraz cukru. U nas tę kwestię świetnie rozwiązuje cho gochujang, który pokazałyśmy Wam wczoraj. Dodatki ogranicza jedynie Wasza wyobraźnia, jednak najczęściej są to marynowane mięso, grzyby, ogórek czy też marchew. Świetnie spisałby się tu również odpowiednio doprawiony szpinak jak i wszelkiego typu kiszonki - możecie kombinować według uznania :)


somen

Bibim guksu
비빔국수
na 4 porcje

2 łyżki oleju
4 suszone grzyby shiitake, namoczone i pocięte w paski
1 marchewka, pokrojona w julienne
125 g mielonej wołowiny
1 ogórek, pokrojony w cienkie paski
1 łyżka prażonego sezamu
ok. 100 g kapusty (my użyłyśmy pekińskiej)
350 g makaronu somen
sól do smaku

na marynatę do mięsa:
2 łyżki słodkiej bazy z sosu sojowego (klik!)
2 łyżeczki oleju sezamowego

sos do makaronu:
5-8 łyżek cho gochujang (klik!)
1 łyżka sosu sojowego

makaron

Na początku przygotowujemy wszystkie dodatki - rozgrzewamy patelnię i smażymy na niej kolejno grzyby, a następnie marchew, pod koniec smażenia posypując je niewielką ilością soli. Mięso łączymy z marynatą i smażymy około 3 minuty na średnim ogniu aż do usmażenia. Kroimy ogórek i siekamy kapustę na cienkie paski.

Makaron gotujemy według instrukcji i po odcedzeniu dokładnie przelewamy zimną wodą tak by całkowicie wystygł. W sporej misce łączymy składniki na sos i dokładnie mieszamy go z makaronem. Gdy już dokładnie oblepiony jest sosem, rozkładamy go do miseczek i na wierzchu układamy przygotowane wcześniej dodatki. Posypujemy sezamem i cieszymy się naszym przepysznym daniem :)

makaron

makaron

przepis pochodzi z książki "The Korean Table: From Barbecue to Bibimbap 100 Easy-To-Prepare Recipes"

Cho gochujang

gochujang

Kolejny półprodukt na naszej liście przepisów, do tego całkiem smaczny i przydatny nie tylko jako składnik bardziej skomplikowanych potraw. Czasami nazywany jest koreańskim ketchupem i podobnie do swojego kuzyna ma szerokie zastosowanie. Dobrze sprawdzi się bowiem zarówno jako dip lub dodatek do mięsa, jak i doda ostrości w ulubionej sałatce. Właśnie dlatego bardzo lubimy mieć go w lodówce, zwłaszcza że nie wymaga dużego nakładu pracy - wręcz przeciwnie. Jedyne co potrzebujecie to składniki. Ale o to łatwo zadbać :)

gochujang

Cho gochujang
초고추장
na 0,5 kubka

2 łyżki pasty gochujang
1 łyżka octu ryżowego
1 łyżeczka miodu
1 łyżka soku jabłkowego lub wody
2 łyżeczki oleju sezamowego

gochujang

W miseczce łączymy ze sobą wszystkie składniki i dokładnie je ze sobą mieszamy. 
Trzymamy w szczelnym opakowaniu w lodówce - wytrzyma około miesiąc. 

przepis pochodzi z książki "The Korean Table: From Barbecue to Bibimbap 100 Easy-To-Prepare Recipes"