Sanbeiji

kurczak

Przechadzając się ostatnio pomiędzy półkami pewnego dosyć popularnego sklepu ze zdziwieniem odkryłyśmy, że półka wprost ugina się pod ciężarem butelek pełnych oleju sezamowego, podczas gdy inne rodzaje są już praktycznie wyprzedane. Dosyć nas to zdziwiło, bo my nie wyobrażamy już sobie naszej kuchni bez tego magicznego składnika, a ta dostępna tam maleńka buteleczka smutno wyglądałaby tuż obok naszej litrowej butli... ;) No cóż, mamy nadzieję, że przepisem tym zainspirujemy Was do zakupu oleju sezamowego.

Przepis ten znalazłyśmy w książce z przepisami z Tajwanu i tam też jest najbardziej popularny, aczkolwiek po raz kolejny jego korzenie sięgają Chin. Nazwa tego dania czyli tłumacząc dosłownie kurczak "trzy kubki" nawiązuje do opowieści o jego powstaniu. Pewien strażnik przygotował bowiem to danie dla skazańca - i to nie byle jakiego ponieważ był nim Wen Tianxiang, który uznany jest za jeden z symboli patriotyzmu w Chinach. Był to jego ostatni posiłek i do jego przygotowania kucharz użył dokładnie po kubku tłuszczu, sosu sojowego i wina ryżowego. Na Tajwanie przepis ewoluował i używa się w nim obecnie po równej części sosu sojowego, wina ryżowego i oczywiście oleju sezamowego. Jak możecie się domyślić zapach tego dania jest wprost cudowny, nie wspominając o smaku.. Ale tu zachęcamy abyście sami spróbowali :)

kurczak

Sanbeiji
Kurczak "trzy kubki"
三杯鸡
na 2 osoby

1,5 łyżki oleju sezamowego
3 plasterki imbiru
mięso kurczaka - najlepiej z udek, bez kości, pokrojone w dużą kostkę
5 ząbków czosnku
pół papryczki chili
garść bazylii (najlepiej tajskiej)

na sos:
3 łyżki oleju sezamowego
3 łyżki jasnego sosu sojowego
3 łyżki wina ryżowego
1 łyżeczka cukru
1/8 łyżeczki soli

kurczak

Olej sezamowy rozgrzewamy na woku na średnim ogniu i krótko podsmażamy na nim imbir. Następnie wrzucamy mięso kurczaka i dalej smażymy razem z imbirem, aż do ugotowania mięsa. Dodajemy czosnek oraz chili i całość zalewamy sosem. Mieszamy tak, aby każdy składnik dokładnie okrył się sosem. Gotujemy na wysokim ogniu około 5-10 minut, a następnie na średnim ogniu aż sos stanie się gęsty i praktycznie wyparuje. Na tym etapie dodajemy bazylię i delikatnie mieszamy z resztą składników. Podajemy razem z miską gorącego ryżu :)

kurczak

przepis pochodzi z książki "Home-Style Taiwanese Cooking"

Samosy ze szpinakiem i serem chhena

indyjskie

Praktycznie zawsze kiedy zamawiałyśmy coś indyjskiego, największą popularnością cieszyły się u nas samosy. Niespecjalnie znamy tego przyczynę, grunt że zwykle znikały w błyskawicznym tempie. Pomimo tego, że niektóre książki kucharskie polecają do ich wykonania użycie na przykład ciasta filo bądź nawet tortilli, my wolałyśmy pobawić się nimi od podstaw :) Zaopatrzone w kilka wersji przepisu na ciasto oraz filmiki instruktażowe zabrałyśmy się do roboty i choć łatwo nie było, to możemy się z Wami podzielić wypróbowanym już przez nas sposobem na te indyjskie cudeńka. 

Pomimo faktu, że kojarzą się nam one z kuchnią indyjską to ich korzenie sięgają centralnej części Azji, skąd przywędrowały do Indii podobno przez szlaki handlowe. Nazwa pochodzi od perskiego słowa sanbosag, a w źródłach historycznych spotkać można również wersję sanbusak czy sanbusaj. Rzeczywiście ich różnorodne wersje rozsiane są praktycznie po całym świecie bo na przykład w Portugalii i Brazylii przyrządzane są łudząco podobne chamuças. Przysmak ten nie zna również różnic klasowych - jedzony był zarówno przez osoby wyższe rangą jak i uczestniczył w codziennej diecie tych mniej zamożnych. Może właśnie ta uniwersalność pozwoliła mu zaskarbić sobie miłość tylu ludzi :) 

Dziś zapraszamy na wersję ze szpinakiem, ziemniakami oraz serem chhena (przepis na niego niedawno pojawił się na blogu). Oczywiście nie zabrakło też aromatycznych przypraw, bez których ciężko wyobrazić sobie kuchnię indyjską :)

indyjskie

Samosy ze szpinakiem i serem chhena 
na ok. 12 sztuk

na ciasto:
2 kubki mąki
pół łyżeczki soli
4 łyżki plus 1 łyżeczka oleju
4 łyżki wody (lub więcej w miarę potrzeby)

na nadzienie:
1 ziemniak, ugotowany w osolonej wodzie
3 łyżki oleju
1 łyżeczka ziaren kuminu
2 małe zielone papryczki chili
1 cebula
1 kubek sera chhena (np. z tego [klik!] przepisu)
2 kubki szpinaku (ok. 100g)
1/2 łyżeczki kurkumy
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki przyprawy garam masala
4 łyżki posiekanych liści kolendry

indyjskie

Na początku przygotowujemy ciasto - w tym celu łączymy mąkę oraz sól w misce i dodajemy do nich 4 łyżki oleju. Łączymy je razem aż do uzyskania faktury podobnej do okruchów chleba. Powoli dodajemy około 4 łyżki wody i ugniatamy ciasto około 5 minut na oprószonej mąką stolnicy. W razie potrzeby dodajemy więcej wody. Kiedy będzie już miękkie w dotyku formujemy je w kulę i wcieramy w nią pozostałą 1 łyżeczkę oleju. Odstawiamy na co najmniej 30 minut, wcześniej owijając je szczelnie folią. W międzyczasie przygotowujemy nadzienie.

Ugotowanego ziemniaka ubijamy do miękkości. Olej rozgrzewamy na średnim ogniu i wrzucamy na niego kumin, posiekane chili oraz cebulę i smażymy razem przez 5 minut. Dodajemy ser chhena, ziemniaka, szpinak oraz pozostałe przyprawy - kurkumę, sól oraz garam masalę. Smażymy do połączenia składników i na koniec dorzucamy kolendrę. 

Ciasto na samosy dzielimy na 6 części i każdą rozwałkowujemy na sporej wielkości okręgi. Przekrawamy je na pół i każdą połówkę składamy i zlepiamy tak by uzyskać małą kieszonkę - widoczną na zdjęciu. Wypełniamy ją nadzieniem i dokładnie łączymy pozostałe brzegi ciasta.

indyjskie

indyjskie

Gotowe samosy smażymy na głębokim tłuszczu uważając by ich nie spalić. Przewracamy je aby z każdej strony uzyskać złotobrązowy kolor. Odsączamy z tłuszczu na papierowym ręczniku. Podajemy najlepiej gorące (chociaż w temperaturze pokojowej smakują równie dobrze) z wybranym rodzajem chutney.

indyjskie

przepis pochodzi z książki "My Indian Kitchen: Preparing Delicious Indian Meals without Fear or Fuss"

Jajangmyeon


Jeśli chodzi o dzisiejszą potrawę, to nasze uczucia w stosunku do niej są dosyć mieszane. Z jednej strony jest niesamowicie popularna w Korei i chęć jej spróbowania była ogromna. Z drugiej jednak niestety nie możemy zaliczyć jej do naszych ulubionych... Sądzimy jednak, że na pewno znajdzie swoich zwolenników. Zapraszamy więc dziś na przepis na jajangmyeon (자장면) lub też jjajangmyeon (짜장면) czyli makaron z pastą z czarnej fasoli.

Podobno dziennie w Korei zjadane jest 7 milionów miseczek tej potrawy. Całkiem sporo, prawda? Na jej temat pisane są też książki (np. ta lub ta). Jej korzenie sięgają Chin i dania o nazwie zhajiangmian (炸醬麵), które na początku XX wieku zaczęło być sprzedawane w chińskiej części miasta Incheon. Oczywiście Koreańczycy szybko dostosowali je do swoich smaków i po okresie wojny koreańskiej potrawa szybko przyjęła się w innych częściach kraju. Nie była wtedy tania, a zwyczaj jej jedzenia często przypisany był do jakiegoś ważnego wydarzenia - mogły to być na przykład urodziny czy też zdanie ważnych egzaminów. Na szczęście dla mieszkańców tego kraju obecnie jest to stosunkowo tanie danie, które dodatkowo można zamówić telefonicznie, jest więc bardzo wygodne w obsłudze ;) Być może po części jest to tajemnica jego sukcesu.

Czternasty dzień każdego miesiąca jest w Korei dniem by świętować - i nie są to jedynie Walentynki w lutym (w które zresztą prezenty rozdają kobiety). Czternastego marca jest tak zwany Biały Dzień, kiedy to mężczyźni rewanżują się za otrzymane w lutym podarki. Czternasty kwietnia natomiast ochrzczony został mianem Czarnego Dnia, i wtedy to właśnie wszyscy samotni posilają się miseczką jajangmyeon smucąc się nad swym losem  :)
Tradycja czternastego dnia miesiąca jest kontynuowana przez cały rok. Jeśli Was to interesuje, to spokojnie da się znaleźć o tym sporo informacji w internecie. My już tu nie będziemy przedłużać i zapraszamy na przepis :)

Aby go wykonać, musicie zaopatrzyć się w specjalną pastę z czarnej fasoli, która już od jakiegoś czasu dostępna jest w sklepach z azjatycką żywnością. Niestety nie udało nam się znaleźć specjalnego rodzaju makaronu używanego do tej potrawy, ale zastąpienie go świeżym udonem zdaje egzamin :)


Jajangmyeon
자장면
na 2 osoby

1 kubek polędwicy wieprzowej, posiekanej w kostkę
2 średniej wielkości ziemniaki
1 łyżeczka oleju roślinnego
1 cebula
1 kubek pasty jajang
1 łyżka oleju sezamowego
1 łyżka posiekanego czosnku
0,5 łyżki cukru
3 kubki + 1/4 kubka wody
1 spora marchewka
0,5 średniej wielkości cukinii
1/8 kubka skrobi
makaron udon, najlepiej świeży


Wszystkie warzywa siekamy w kostkę.

Podsmażamy mięso oraz ziemniaki na woku rozgrzanym na wysokim ogniu. Po upływie kilku minut dorzucamy cebulę i dalej podsmażamy. Do całości dodajemy pastę, olej sezamowy, czosnek oraz cukier i dokładnie rozprowadzamy na wszystkich składnikach. Po upływie około 4 minut zalewamy 3 kubkami wody. Na tym etapie dodajemy też marchew i cukinię i doprowadzamy do wrzenia. Zmniejszamy ogień na niski i gotujemy. Sos zagęszczamy poprzez dolanie do niego mieszanki 1/4 kubka wody z 1/8 szklanki skrobi. Gotujemy aż do miękkości warzyw, czyli około 15 minut. 

Podajemy oczywiście z makaronem. Danie dobrze współgra ze smakiem świeżego ogórka, proponujemy więc posiekanie go i udekorowanie nim potrawy.


przepis pochodzi z książki "Seoul Food Korean Cookbook: Korean Cooking from Kimchi and Bibimbap to Fried Chicken and Bingsoo"

Karē raisu

curry

Jesteśmy świadome tego, że za każdym razem rozpływamy się nad cudownością danej potrawy i już pewnie nie raz i nie dwa stwierdzałyśmy, że właśnie TA jest naszą ukochaną. Jednak pomimo naszej chęci do odkrywania nowości to właśnie dzisiejszy bohater posta najczęściej powraca na nasze talerze - i to w przeróżnych kombinacjach. Oczywistym wyborem było dla nas nawet zjedzenie pierwszej wspólnej kolacji w Japonii w restauracji specjalizującej się w tym właśnie daniu. Pomimo ograniczonego czasu i chęci spróbowania wielu smakołyków i tak powróciłyśmy tam na kolejny obiad :) W naszym repertuarze znajduje się kilka wersji tej potrawy, ale na pierwszy ogień idzie ta, którą spokojnie można nazwać podstawową.

Japońskie curry jest daniem (nie tylko dla nas) wyjątkowym i należy do grupy potraw noszącej nazwę yōshoku (洋食). Są to przysmaki kuchni zachodniej dostosowane do lokalnych upodobań i smaków. Pomimo swoich zagranicznych korzeni, ciężko nam wyobrazić sobie kuchnię japońską bez korokke (コロッケ), tonkatsu (豚カツ) czy chociażby właśnie karē raisu :) Zresztą Japończycy w różnorodnych ankietach wymieniają je jako jedno z najchętniej przyrządzanych dań domowych. 

Swoje powstanie karē zawdzięcza kuchni zachodniej i jej wpływom na kuchnię japońską w epoce Meiji na przełomie XIX i XX wieku. Na początku jego popularność nie była duża, choć przepisy na nie pojawiały się w kobiecych magazynach i książkach kucharskich. Spopularyzowane zostało przez... wojsko, a właściwie japońską marynarkę. Danie to nie wymaga długich przygotowań i jest pożywne więc było wprost idealne na wojskowe warunki ;) I stąd krótka już droga na domowe stoły (wszak i u nas żołnierska grochówka jest chyba dosyć popularna). Oczywiście angielska wersja przeszła cudowną przemianę - stała się bardziej gęsta by łatwiej jadło się ją z ryżem i zyskała nowe dodatki. W karē zawsze znajdzie się jakiś rodzaj mięsa (oryginalnie wołowina), marchew, ziemniak oraz cebula, a słodyczy dodaje mu jabłko lub miód. Właściwie każda gospodyni ma swój sposób na przygotowanie tego dania oraz magiczny składnik - słyszałyśmy, że dodaje się do niego na przykład kawę lub czekoladę, my często dodawałyśmy troszkę mleka kokosowego. 

W sklepach możecie kupić gotowe kostki z których na szybko przygotuje się karē, polecamy jednak zrobienie esencji tej potrawy samodzielnie. Zapewniamy, że wtedy mniej ucierpi Wasza kieszeń, gdyż niestety ceny w naszych sklepach z azjatycką żywnością są o wiele wyższe niż japońskie, a uzyskany efekt jest praktycznie ten sam - jeśli nie lepszy :)

Nie możemy się już doczekać aż pokażemy Wam co wyczarować można z pozostałego karē – zapewniamy, że warto go zostawić na dnie garnka ;)

PS. Niestety jak duża część potraw azjatyckich, danie to nie jest jakoś wyjątkowo fotogeniczne - głownie ze względu na kolor. Zapewniamy jednak, że smak jest niesamowity :)

curry

Karē raisu
カレーライス
na 2 osoby

ok. 250g wołowiny na gulasz (bądź innej zgodnie z upodobaniem) pokrojonej w kostkę
1 łyżeczka soli (lub więcej, do smaku)
1/4 łyżeczki pieprzu
2 łyżki masła
1-2 cebule, posiekane w kostkę
1-2 średniej wielkości marchewki, pokrojone na większe kawałki
2 ziemniaki, pokrojone w większą kostkę
pół łyżeczki imbiru
pół łyżeczki czosnku
ok. 3 kubki wywaru wołowego lub wody (do przykrycia składników)
liść laurowy
zgodnie z preferencjami - pół jabłka startego na tarce lub 1-2 łyżki miodu

na pastę karē:
2 łyżki masła
1,5 łyżki mąki
1 łyżka przyprawy curry
1 łyżka przyprawy garam masala
ketchup

curry

Mięso doprawiamy solą oraz pieprzem i odstawiamy na chwilę. Masło roztapiamy na średnim ogniu i podsmażamy na nim czosnek z imbirem. Dodajemy mięso i smażymy mieszając co jakiś czas, aż do zbrązowienia. Dodajemy cebulę i smażymy dalej przez około 5 minut aż cebula się zeszkli. Dorzucamy marchewkę na około 2 minuty, a następnie całość zalewamy wywarem lub wodą. Na tym etapie do naszego dania dodajemy też wybrany dodatek - jabłko lub miód, oraz liść laurowy i sól. Zmniejszamy ogień na niski i gotujemy godzinę. 

W tym czasie spokojnie możemy zająć się przygotowaniem pasty do naszego karē. W rondelku robimy zasmażkę - rozpuszczamy masło i podsmażamy na nim chwilę mąkę. Dodajemy resztę składników - curry, garam masalę oraz troszkę ketchupu, do smaku. Smażymy przez chwilę, aż do połączenia składników. Odstawiamy do przestudzenia. 

Po godzinie do garnka dorzucamy ziemniaki - jeśli wydaje Wam się, że karē jest zbyt gęste, możecie dodać trochę wody. Do przygotowanej wcześniej pasty dolewamy trochę płynu i dokładnie mieszamy, aż do całkowitego rozpuszczenia - następnie mieszamy ją z resztą potrawy. Gotujemy kolejne 20 minut aż do momentu gdy ziemniaki będą miękkie. Polecamy spróbowanie dania i doprawienie go solą oraz pieprzem zgodnie z osobistą preferencją. U nas praktycznie zawsze jest to niezbędny krok. Podajemy z miseczką gorącego ryżu :) 

Aha, danie to tradycyjnie zjadane jest łyżką, nie pałeczkami :)

curry

curry

przepis (zmodyfikowany) pochodzi z książki "Japanese Soul Cooking"