Coffee jelly


Marta chyba nigdy nie miała tego problemu, ale w moim życiu był taki okres, w którym zapach kawy przyprawiał mnie o mdłości i naprawdę nie byłam w stanie wypić nawet jednego łyka tego napoju. Szczerze mówiąc po dziś dzień nie wiem tak naprawdę skąd brała się we mnie ta niechęć. Najważniejsze jednak, że jest to już przeszłość i teraz już wspólnie delektujemy się tym wybornym napojem ;)

Deser który dziś u nas gości powstał na początku XX wieku w Japonii i obecnie cieszy się tam całkiem sporą popularnością. W sklepach zwykle można znaleźć jego pakowaną wersję, a i sieciówki z kawą często mają go w swoim menu. Jednak ze względu na swoją prostotę w wykonaniu jest deserem, który z łatwością wykonać można samodzielnie w domu. Od razu ostrzegamy, że nie jest on zbyt słodki. Przeważa tu zdecydowany smak kawy i jak sądzimy najbardziej przypadnie on do gustu tym z Was, którzy ją po prostu lubią. Jednak oczywiście poziom słodyczy można dowolnie dostosować do własnego gustu lub po prostu podać go ze słodką śmietaną lub mlekiem skondensowanym, które z pewnością przebiją trochę gorycz. My kawy na co dzień nie słodzimy, więc nie przeszkadza nam brak słodyczy w tym deserze ;)

Oprócz kawy, podstawą w coffee jelly jest znana u nas pod nazwą agar-agar substancja żelująca - alternatywa dla powszechnej w naszych rejonach żelatyny. Otrzymywana jest z glonów, a dokładniej krasnorostów. Nie musicie się obawiać - jest bezwonna i bezsmakowa :) Jeśli uznacie, że podana przez nas ilość agar-agar jest niewystarczająca, a Wasz deser jest zbyt rzadki, to możecie spokojnie ponownie podgrzać galaretkę i dodać jej więcej, a następnie z powodzeniem ponownie ją schłodzić.



Kōhī zerī
Coffee jelly
コーヒーゼリー
na 2-3 osoby

2 g agar-agar
1/8 kubka wody
ok. 200 ml świeżo zaparzonej kawy (lub 1 łyżka kawy instant rozpuszczona w 200 ml wody)
1 łyżka cukru 
śmietanka do kawy lub bita śmietana do podania


Agar-agar dokładnie rozpuszczamy w 1/8 kubka wody, a następnie łączymy z kawą i przelewamy do rondelka. Dodajemy cukier i doprowadzamy całość do wrzenia na średnim ogniu. Następnie zmniejszamy ogień i delikatnie gotujemy przez kolejne 2-3 minuty, cały czas mieszając. Płyn delikatnie się zredukuje. 

Gotową galaretkę przelewamy do wcześniej przygotowanych naczyń. Deser zastyga bez konieczności wkładania go do lodówki, ale oczywiście najlepiej smakuje schłodzony. Ewentualne pęcherzyki powietrza powstające przy zastyganiu usuwamy za pomocą wykałaczki. 

Najbardziej popularne są dwa sposoby podania coffee jelly. My rozdzieliłyśmy ją pomiędzy wcześniej przygotowane pucharki i podałyśmy ze śmietanką do kawy. Możecie również przelać ją do prostokątnego pojemnika i po zastygnięciu pokroić w kosteczki. Oczywiście je również polewacie śmietanką :)



przepis pochodzi z książki "Washoku: Recipes from the Japanese Home Kitchen"

Tofu bao


Być może naszą przygodę z tą potrawą powinnyśmy były rozpocząć od zdecydowanie bardziej rozpowszechnionej wersji mięsnej - gua bao (割包). Ale cóż poradzić - czasami nachodzi nas ogromna ochota na tofu i wtedy średnio jesteśmy w stanie się powstrzymać :) Dodatkowo ostatnio coraz bardziej rozkochujemy się w kulinarnych zakamarkach Tajwanu i musimy przyznać, że kuchnia ta bardzo nam odpowiada :) 

Bao to parowane, przepysznie puszyste bułeczki, w które pakowane są przeróżne dodatki. Najbardziej powszechną wersją jest wspomniane wyżej gua bao z porcją chrupiącego, duszonego boczku, ale oczywiście spotykane są również inne opcje smakowe. Bao często nazywane są tajwańskimi hamburgerami, ale w przeciwieństwie do nich bułeczka nie jest przekrawana, a składana w pół i w ten sposób parowana. Smaku dopełnia tu dodatkowo porcja pikli, świeżych liści kolendry oraz lekko słodkich zmielonych orzechów ziemnych, które są nieodzownym dodatkiem w oryginalnej wersji potrawy. 

U nas w roli głównej występuje tofu, smażone niejako w podobny sposób jak japońskie agedashi tofu (揚げ出し豆腐) oraz własnoręcznie wykonany ostro słodki sos. Ten ostatni możecie zastąpić dosyć powszechnym sosem z półek sklepowych, ale zapewniamy że o wiele lepiej smakuje on w wersji domowej :) Ale to chyba rozumie się samo przez się ^^

"Złożenie" naszego dzisiejszego dania nie jest zbyt czasochłonne, aczkolwiek trochę więcej czasu schodzi na przygotowanie odpowiedniego ciasta. Przepis na nie znajdziecie tu (klik!).


Słodki sos chili
na około 2 kubki sosu

1/3 kubka posiekanych łodyg kolendry
2 kubki wody
3-4 łyżki drobno posiekanego czosnku
około 100 gram papryczek chili o średniej ostrości, posiekanych
1/8 łyżeczki soli
1 i 3/4 kubka octu ryżowego
1 i 1/3 kubka cukru

Chili oraz czosnek drobno siekamy razem, aż do uzyskania formy pasty. My użyłyśmy małego miksera i polecamy tę opcję :)

W rondelku łączymy ze sobą łodygi kolendry oraz wodę i gotujemy delikatnie około 5 minut. Ściągamy z ognia i zostawiamy pod przykryciem na około 20 minut.

Pozbywamy się łodyg kolendry - pozostałego wywaru powinno być około 1 i 3/4 kubka. Łączymy tę ilość płynu z taką samą ilością octu i stawiamy na gaz. Dodajemy cukier i pastę z czosnku i chili, mieszamy do rozpuszczenia cukru. Doprowadzamy do wrzenia na średnim ogniu i gotujemy aż objętość zmniejszy się o połowę, a następnie odstawiamy.

Konsystencja powinna być delikatnie gęsta - będzie się jeszcze zmieniać w trakcie studzenia.


Tofu bao
na 12 bułeczek

opakowanie tofu (my użyłyśmy tofu naturalnego Polsoi)
1/2 kubka słodkiego sosu chili
1 łyżka + 1 łyżeczka sosu sojowego
2 łyżki niesolonych prażonych orzeszków ziemnych
1,5 łyżeczki cukru brązowego lub trzcinowego
12 bułeczek bao (np. z tego [klik!] przepisu)
1/3 kubka mąki ziemniaczanej
1 łyżka posiekanej kolendry
olej do smażenia
sól

Sos sojowy mieszamy ze słodkim sosem chili. Odstawiamy na później. Orzechy mielimy razem z cukrem oraz szczyptą soli aż do uzyskania drobnej konsystencji - polecamy młynek do kawy, ale spokojnie możecie wykorzystać też moździerz. Przesypujemy do miseczki i również odstawiamy do momentu składania. W międzyczasie podgrzewamy na parze wcześniej przygotowane bułeczki.

Tofu kroimy na grubsze plasterki, które następnie przekrawamy na pół. Dokładnie osuszamy z wody za pomocą papierowego ręcznika. Olej rozgrzewamy w woku lub wybranym garnku. Każdy kawałek tofu obtaczamy w mące ziemniaczanej, a następnie smażymy przez około 2-3 minuty. Odsączamy z nadmiaru tłuszczu.

Kawałek tofu maczamy we wcześniej przygotowanym sosie i wkładamy w bułeczkę. Polewamy dodatkową porcją sosu i posypujemy orzechami oraz posiekaną kolendrą. W miarę możliwości podajemy ciepłe.



przepis pochodzi z książki “Asian Tofu”

Bułeczki bao

bułeczki

Kiedy postanowiłyśmy wypróbować kolejny przepis (który już jutro zagości na blogu :)), zastanawiałyśmy się chwilę jak przeskoczymy potrzebę posiadania bułeczek bao, by w ogóle doszedł on do skutku. Wszystkie sklepy z żywnością azjatycką wydawały się nam nieosiągalne i odległe o setki kilometrów. Poza tym nie byłyśmy w zupełności pewne, czy uda nam się je w ogóle gdziekolwiek dostać.

W rezultacie (jak to my..) postanowiłyśmy poszperać, poszukać i koniec końców samodzielnie wykonałyśmy bułeczki od podstaw. Efekt zadowolił nas na tyle, że dzielimy się nim z Wami :) Naprawdę polecamy abyście spróbowali swoich sił, bo przecież dla chcącego nic trudnego. A i satysfakcja zdecydowanie większa niż podczas otwierania opakowania z gotowymi bułeczkami :)


bułeczki

Bułeczki bao
na około 12 bułeczek

1 kubek ciepłej wody
1,5 łyżeczki suchych drożdży
1 łyżka oleju
3 łyżki cukru
3 kubki mąki pszennej
1/4 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

bułeczki

W misce łączymy wodę, olej, drożdże oraz cukier i odstawiamy na około minutę do delikatnego spienienia. Dodajemy mąkę, proszek do pieczenia oraz sól i łączymy całość. My zrobiłyśmy to ręcznie, ale możecie też użyć robota kuchennego - jak sądzimy może to znacznie ułatwić pracę :) Jeśli ciasto zbytnio się klei, dodajemy więcej mąki. Ugniatamy, aż będzie gładkie i nie będzie się lepić.

Z ugniecionego ciasta formujemy kulę, którą wkładamy do miski i zostawiamy pod przykryciem w ciepłym miejscu na około 1-2 godziny (lub do podwojenia objętości).

Gotowe ciasto dzielimy na 12 części i z każdej formujemy w rękach kulkę, którą następnie rozwałkowujemy na owalny kształt. Wierzch smarujemy olejem i zginamy na pół, delikatnie dociskając. Ciasto nie powinno się do siebie kleić. 

Tak przygotowane bułeczki kładziemy na uprzednio wyciętych z papieru do pieczenia kwadratach, a następnie umieszczamy w parowniku. Aby uzyskać lepszy efekt, parownik z bułeczkami kładziemy na garnku wypełnionym wodą i zostawiamy je tak na 10 minut, nie włączając jeszcze kuchenki. 

Po upływie tego czasu włączamy kuchenkę na wysoki ogień. Kiedy zauważymy parę unoszącą się nad parownikiem, zmniejszmy ogień na średni i parujemy jeszcze przez 5 minut. Wyłączamy ogień i odstawiamy na kilka minut. Dopiero wtedy otwieramy parownik i cieszymy się własnoręcznie wykonanymi bao :)

bułeczki

przepis pochodzi ze strony Steamy Kitchen 

Kinoko nabe

nabe

Jak możecie zapewne zauważyć, lubimy dania niekoniecznie bardzo wyszukane i skomplikowane. Bardziej celujemy w te, które przypisać można do kategorii "kuchnia domowa". Typ dania które dziś pokazujemy właśnie do takiej należy. Nie potrzebujecie tutaj jakiś wyjątkowych składników ani wybitnych umiejętności, ale uwierzcie, że ilekroć serwowałyśmy jakieś nabe () znajomym, za każdym razem słyszałyśmy same pochwały. Oczywiście, jak zawsze istnieje kilka luźnych reguł przygotowywania tej wspaniałej potrawy, ale jak zaraz zobaczycie nie są one zbyt skomplikowane i nie powinny nikogo specjalnie odstraszyć.

Nabe, a właściwie nabemono (鍋物) to typ jednogarnkowego dania najczęściej przyrządzanego w chłodniejszym okresie roku w specjalnym glinianym naczyniu noszącym nazwę donabe (土鍋). Idea jest taka, że na środku stołu znajduje się turystyczna kuchenka gazowa z naszym garnuszkiem, do którego stopniowo dodajemy różne składniki, zależnie od upodobań i preferencji.  Całość gotuje się przy nas, w trakcie miłej rozmowy :) Oprócz walorów smakowych z pewnością łatwo dostrzec i te społeczne, bo przecież nie ma nic przyjemniejszego niż ciepła rozmowa z najbliższymi nam osobami przy gotującym się posiłku ;)

Podstawą każdego nabe jest bulion. Oczywiście najczęstszym wyborem jest bulion dashi, ale równie dobrze sprawdzi się też bardziej dla nas znajomy bulion drobiowy. Baza naszego dania może pozostać w takiej czystej postaci, ale możemy również wzbogacić ją na przykład poprzez dodanie sosu sojowego czy też pasty miso. Kiedy tę część mamy już gotową, pora zastanowić się nad podstawowymi składnikami, które nadadzą naszemu nabe charakteru (i od których często zależy nazwa naszej potrawy). W tym momencie najczęściej dodawana jest kapusta pekińska, różnego rodzaju zielenina (na przykład szpinak), grzyby, marchew czy też tofu. Z naszej strony chciałyśmy polecić pora - jego smak w nabe jest naprawdę cudowny :) Dodawane jest też mięso lub też ryba, ale jeśli nie jesteście ich zwolennikami to oczywiście nie jest to warunek konieczny. 

W trakcie gotowania nasza baza nabiera cudownego aromatu od wszystkich dodawanych tam składników, które stopniowo znikają z garnka. Na sam koniec, gdy pozostanie już tylko czysta esencja naszej potrawy w postaci bulionu, nabe kończymy w najlepszy z możliwych sposobów. Mowa tu o shime (しめ), czyli porcji ryżu, makaronu (najczęściej jest to udon, soba lub ramen) lub ciasteczek ryżowych mochi (), dodawanej do naszej aromatycznej esencji. Japończycy zgodnie twierdzą, że jest to najlepszy moment gotowania nabe i my się z tym w zupełności zgadzamy :)

Kinoko nabe, które dzisiaj gości na naszym blogu pochodzi z północnych regionów Japonii i jedzone jest najczęściej pod koniec jesieni po zbiorach grzybów. Na szczęście te, których użyłyśmy w naszym przepisie dostępne są przez cały rok i bez problemu możemy cieszyć się tym daniem kiedy tylko chcemy :) 

nabe

Kinoko nabe
Nabe z grzybami
きのこ鍋
na 2 osoby

2 kubki dashi (np. z tego (klik!) przepisu)
0,5 kubka sake
1/4 kubka mirinu
1/4 kubka sosu sojowego

około 200 g kapusty pekińskiej
grzyby - według Waszych preferencji, około 200 g każdego rodzaju: my użyłyśmy boczniaków, pieczarek, pieczarek brunatnych oraz shiitake (te ostatnie bardzo polecamy :))
paczka tofu
około 200 g liści świeżego szpinaku
shichimi togarashi do smaku

na shime: 2 porcje makaronu soba

nabe

Przygotowujemy bazę przez połączenie ze sobą dashi, sake, mirinu oraz sosu sojowego. Po wymieszaniu wlewamy ją do naczynia, w którym gotować będziemy nabe. Układamy w nim również tofu oraz kapustę pekińską i doprowadzamy do wrzenia pod przykryciem na wysokim ogniu. Zmniejszamy ogień i gotujemy dalej około 5 minut.

Następnie dodajemy przygotowane wcześniej grzyby i gotujemy do momentu kiedy uznamy, że są już gotowe. Szpinak dorzucamy na samym końcu. Jeśli przygotowujemy nabe na zwykłej kuchence, przenosimy garnek na stół i podajemy z shichimi togarashi do smaku. Jeśli natomiast posiadamy kuchenkę turystyczną, to składniki możemy podzielić na kilka porcji i dokładać po zjedzeniu już gotowej. W ten sposób przedłużymy całą przyjemność gotowania ^^

Na koniec nie zapomnijmy o shime! :)

nabe

nabe

przepis pochodzi z książki "Japanese Hot Pots: Comforting One-Pot Meals"

Kimchi bokkeumbap

kimchi bokkeumbap

Ostatnio przyrządzona porcja kimchi prawie się nam skończyła, a jego już całkiem dojrzały smak bardzo dobrze pasuje do dania, które dziś chcemy Wam zaprezentować.  

Obydwie zgadzamy się w tym, że potrawy przyrządzone z kimchi są bajecznie pyszne i wręcz na swój sposób uzależniające. Trochę ciężko byłoby nam wybrać ulubioną i najukochańszą, ale ten prosty smażony ryż prawdopodobnie wylądowałby na całkiem wysokiej pozycji (zapewne przebiłaby go zupa kimchi jjigae :)). Jest coś bardzo przytulnego w tej misce pełnej aromatycznego ryżu i nam osobiście kojarzy się ona trochę z deszczowym popołudniem i cieplutkim kocem :) Tak, wiemy że zwykle i jedno i drugie bardziej pasuje do herbaty lub gorącej czekolady w wielkim ulubionym kubku ale... my już tak mamy :)

Najprostsza wersja kimchi bokkeumbap składa się po prostu z ugotowanego ryżu oraz dobrze sfermentowanego kimchi. Te składniki w zupełności wystarczają by stworzyć cudowne połączenie, które my wprost uwielbiamy. Często jednak wzbogaca się go innymi dodatkami - najczęściej jest to mięso wieprzowe, ale dobrze sprawdza się też wołowina czy kurczak. Jeśli potrawa ma być bezmięsna to dodawane są do niej grzyby, tofu lub tuńczyk. 

Popularność ryżu smażonego z kimchi jest dosyć spora - w końcu jest niezwykle prosty i szybki w przygotowaniu. Zapewne też z tego względu uwielbiają go studenci mieszkający w akademikach. W każdej lodówce koreańskiej znajdzie się przecież miejsce na kimchi... ;) Zwykle jest to potrawa dosyć ostra, więc dla zbalansowania smaku podawana jest z łagodnymi zupami takimi jak na przykład kongnamul guk (콩나물국) z kiełków sojowych czy też ze schłodzonym dongchimi (동치미) czyli łagodniejszą dla podniebienia wersją kimchi z rzodkwi.  Czasem jajko sadzone jest pomijane, ale dla nas to pozycja obowiązkowa w przypadku tej potrawy :)

Dodatek pasty gochujang jest opcjonalny, zwłaszcza jeśli nie jesteście zbytnimi fanami ostrości. Całkiem fajnie podbija ona jednak smak potrawy :) W przypadku kiedy zdecydujecie się na przygotowanie ryżu w wersji bezmięsnej, sos sojowy (do smaku) oraz czosnek używany do marynaty wołowiny dodajcie przy podsmażaniu kimchi.


kimchi bokkeumbap

Kimchi bokkeumbap
Smażony ryż z kimchi i wołowiną
김치볶음밥
na 2 osoby

100 g mielonej wołowiny (lub pokrojonej w cienkie paski)
2 łyżeczki sosu sojowego
1 ząbek czosnku
1/4 łyżeczki cukru
pół cebuli, drobno pokrojonej
0,5 kubka posiekanego kimchi wraz z płynem (np. z tego [klik!] przepisu)
1,5 kubka zimnego, ugotowanego ryżu (najlepiej krótkoziarnistego)
1 łyżka oleju sezamowego
1 łyżeczka pasty gochujang
zielona cebulka
olej do podsmażania

kimchi bokkeumbap

Mięso łączymy z sosem sojowym oraz czosnkiem i odstawiamy na minimum 10 minut do zamarynowania. W międzyczasie kroimy potrzebne nam składniki - cebulę oraz kimchi.

W woku podgrzewamy olej na średnim ogniu. Smażymy cebulę do której dorzucamy mięso. Po chwili dodajemy cukier. Kiedy mięso będzie w połowie ugotowane dodajemy kimchi wraz z sokiem oraz gochujang i wszystko dokładnie ze sobą łączymy. Ściągamy z woka i odstawiamy. 

Do woka dolewamy olej i smażymy na nim ryż przez około 30 sekund. Dodajemy mięso z kimchi oraz posiekaną zieloną cebulkę i chwilę smażymy razem, dokładnie mieszając. Rozdzielamy do misek i polewamy olejem sezamowym. Podajemy z jajkiem sadzonym oraz sporą ilością sezamu - jeśli oczywiście lubicie :)

Smacznego! ^^

kimchi bokkeumbap

przepis pochodzi z książki "Authentic Recipes from Korea"

Tofumole

tofu

No dobra... ten przepis z Azją ma niewiele wspólnego... ale gdy zobaczyłyśmy połączenie naszego ukochanego guacamole z kolejnym ulubieńcem (już bardziej azjatyckim ;)) czyli tofu, to po prostu nie mogłyśmy tej wersji nie wypróbować! 

Tofumole jest wyjątkowo łatwe i szybkie w przygotowaniu więc świetnie nadaje się na, tak jak w naszym przypadku, leniwe śniadanie lub też na przykład jako urozmaicenie wieczornego spotkania ze znajomymi. Tofu dodaje tu dodatkowej faktury oraz dawki protein, a cała reszta wzbogaca jego, nie da się ukryć, dosyć mdły smak (lub też według niektórych jego brak). 

Jeśli posiadacie swoją tajemną recepturę na guacamole to możecie śmiało jej użyć po prostu dodając do całości rozdrobnione tofu. My dodatkowo przygotowałyśmy prostą salsę z pomidorów i musimy przyznać, że było to niezwykle udane połączenie :)

Ciekawe jak takie guacamole smakowałoby z nachos...^^

tofu

Tofumole

1 opakowanie tofu (my użyłyśmy tofu naturalnego Polsoi)
2 dojrzałe awokado
sok z 1-2 limonek
1 ząbek czosnku
chili
kolendra
sól i pieprz do smaku

tofu

Tofu oraz awokado dokładnie rozdrabniamy widelcem (możecie użyć blendera). Doprawiamy sokiem z limonki, czosnkiem, solą oraz pieprzem. Testujemy, czy smak nam odpowiada. 

Dorzucamy drobno pokrojone chili oraz kolendrę (zgodnie z uznaniem). Zostawiamy na godzinę (no dobra - można też pół godziny ;)) w lodówce, tak aby smaki się przegryzły.

Szybko i przyjemnie!

tofu

tofu

przepis inspirowany książką "The I Hate Tofu Cookbook: 35 Recipes to Change Your Mind"