Tteokguk

ciasteczka ryżowe

Cały rok czekałyśmy aby wreszcie pokazać Wam tę bardzo wyjątkową potrawę, która już dawno skradła nasze serca i żołądki. Nie istnieje bowiem lepszy na nią moment niż właśnie ten noworoczny okres, o czym przekonacie się jeśli dotrwacie do końca tego posta ;) Zawiera się w niej również tradycyjna koncepcja estetyki koreańskiej obangsaek (오방색), którą także postaramy się Wam streścić. Pomijając tą wyjątkową otoczkę jest ona po prostu bardzo smaczna i powinna zasmakować tym z Was, którym kuchnia koreańska kojarzy się jedynie z wypalającym przełyki ostrym jedzeniem. Ponieważ ciasteczka ryżowe można już całkiem łatwo znaleźć w sklepach z azjatycką żywnością nie ma raczej wymówki aby jej nie przygotować :)

Tteokguk (떡국) to zupa na bazie bulionu mięsnego lub rybnego z dodatkiem ciasteczek ryżowych. Jest ona w Korei serwowana właśnie z okazji Nowego Roku i w tym czasie niesie też ze sobą specjalną symbolikę. Ciasteczka ryżowe zgodnie z tradycją wykrawane są z długich i uformowanych w owalny wałek ciastek ryżowych nazywanych garaetteok (가래떡). Ich kształt niesie ze sobą życzenie długiej pomyślności, a te już wykrojone symbolizują jasny i szczęśliwy nowy rok ponieważ kształtem przypominają słońce lub też monety. To słoneczne odniesienie ma podobno swoje korzenie jeszcze w kulcie solarnym. Dodatkowo zupa ta pomaga Koreańczykom stać się starszymi o rok gdyż według tradycji starzeją się właśnie w Nowy Rok, po zjedzeniu miski tej zupy. Stąd też zapewne wzięło się pytanie o ilość misek noworocznej zupy, którą już zjadło się w swoim życiu czyli po prostu pytanie o wiek :)

Kolor ciasteczek ryżowych jest jednym z pięciu, które wchodzą w skład wspomnianej już przez nas koncepcji obangsaek czyli pięciu kolorów. Według tradycji w zbiorze tych barw znajduje się biel, czerń, zieleń (lub niebieski), czerwień oraz żółć, a samą filozofię odnaleźć można w wielu dziedzinach koreańskiego życia - przykładowo w kuchni, architekturze, sztuce i modzie. Każdy z kolorów ma przyporządkowany sobie żywioł, stronę świata oraz odpowiednie właściwości, a jedzenie przygotowane w ten sposób ma bardzo dobrze oddziaływać na organizm. Zasadę tę widać w wielu koreańskich potrawach jak w słynnym już na całym świecie bibimbap (비빔밥) czy chociażby już przez nas prezentowanym japchae (klik!). W tteokguk oprócz białych ciastek ryżowych mamy również żółte jajko, zieloną cebulkę, czerwoną paprykę oraz czarne glony nori w Korei nazywane kim - czyli pełną paletę obangsaek.

Tradycyjnie najlepszą bazą do tej zupy jest ta wykonana z mięsa bażanta i taka też jej wersja zjadana była w dawnych czasach. Osoby, które nie mogły sobie pozwolić na tak wykwintne mięso często zastępowały je po prostu kurczakiem. Obecnie najbardziej popularna jest wersja używająca mięsa wołowego i taką też Wam dziś przedstawiamy. Nasz dzisiejszy przepis zaadaptowany został z XIX-wiecznej książki i właśnie on najbardziej odpowiadał tej pierwszej wersji jaką kiedykolwiek spróbowałyśmy.


ciasteczka ryżowe

ciasteczka ryżowe

Tteokguk
떡국
na ok. 3-4 porcje

na bulion:
300 g wołowiny
zielona cebulka
5 ziarenek czarnego pieprzu
5 ząbków czosnku
ok. 2,5 litra wody

marynata do mięsa:
0,5 ząbka czosnku
0,5 łyżeczki sosu sojowego
0,5 łyżeczka zmielonych ziaren sezamu
0,5 łyżeczki czarnego pieprzu
0,5 łyżeczki soli
0,5 łyżeczki oleju sezamowego

dodatkowo:
200 g ciasteczek ryżowych
1 jajko
zielona cebulka, posiekana
czerwona papryczka chili, pokrojona w cienkie paseczki
arkusz glonów nori
2 łyżki sosu sojowego
sól i pieprz do smaku

ciasteczka ryżowe

Zaczynamy od przygotowania bulionu. Mięso moczymy w zimnej wodzie przez około 20 minut, aby pozbyć się ewentualnych zanieczyszczeń. W garnku łączymy ze sobą mięso, ziarna pieprzu, czosnek, zieloną cebulkę przekrojoną na kilka większych części oraz wodę. Doprowadzamy do wrzenia, a następnie zmniejszamy ogień i gotujemy do momentu kiedy mięso będzie na tyle miękkie, że łatwo wbijemy w nie widelec. W trakcie gotowania oczyszczamy z ewentualnych szumowin. Bulion odcedzamy, a mięso odstawiamy na chwilę do przestygnięcia. Kiedy temperatura pozwoli nam na to, rwiemy mięso na cienkie paski i mieszamy razem z marynatą. Odstawiamy.

Podczas gdy bulion się gotuje możemy rozpocząć przygotowanie dodatków. Ciasteczka ryżowe namaczamy w zimnej wodzie (te mrożone około 20 minut). Oddzielamy białko od żółtka i smażymy osobno, dosalając szczyptą soli. Gotowe "placki" kroimy na wąskie paseczki. W podobny sposób kroimy też paprykę chili oraz płat nori, natomiast zieloną cebulkę drobno siekamy.

Doprowadzamy bulion do wrzenia i wrzucamy do niego ciasteczka ryżowe. Gotujemy chwilę często mieszając, aż kluski będą miękkie. Doprawiamy sosem sojowym oraz solą i pieprzem zgodnie z preferencjami.

Podajemy w miskach układając na wierzchu wcześniej przygotowane dodatki - marynowane mięso, paski jajka, glony nori, paprykę chili oraz zieloną cebulkę. Smacznego!

ciasteczka ryżowe

przepis pochodzi z książki "Korean Cuisine: An Illustrated History"

Ciasteczka z migdałami

ciasteczka migdałowe

Nasze ostatnie próby wykonania wypieku z migdałami niestety uznać musimy za porażkę, pomimo tego, że całkiem nieźle przy tej okazji się bawiłyśmy. Ta mała przegrana nie zniechęciła nas jednak do kolejnych prób, jednak w przepisach trochę bardziej przyjaznych ;) Zresztą cóż tu kryć - do wypieków zawsze podchodzimy z większą rezerwą, bo jakoś tak dziwnie się składa, że wychodzą nam zwykle troszkę gorzej niż inne potrawy. Zapewne też naszą przygodę z wypiekami chińskimi powinnyśmy rozpocząć od prekursorów naszych dzisiejszych bohaterów, ale nasze zapasy migdałów spoglądały na nas smutno i nie dawały nam spokoju. Przynajmniej już teraz wiemy, że nie ma wyjścia i MUSIMY przygotować również wersję tych ciastek z orzechem włoskim. Możecie być pewni, że poświęcimy się i to zrobimy ;)

Chińskie ciasteczka migdałowe są wypiekiem bardzo słodkim i smakiem przypominają trochę makaroniki (przynajmniej my doszłyśmy do takiego wniosku). Jak już wspomniałyśmy są one troszkę młodszą siostrą ciasteczek z orzechem włoskim, które to według odnalezionych źródeł pojawiły się w Chinach około XVI wieku. Na samym początku uznane były jako ciastka dworskie, gdyż właśnie tam upatrywano ich genezy. Z biegiem czasu stały się bardziej dostępne dla zwykłej, szarej ludności i ich popularność wzrosła na tyle, że czasem nazywano je "Ciastkami Narodowymi". Wtedy też zaczęły powstawać różnorodne ich wariacje - migdałowe, sezamowe, z orzechami nerkowca. Niekiedy spotkać się można z wersją, która jako miejsce narodzin tych migdałowych wypieków podaje USA i falę imigrantów z Chin. Najważniejsze jest jednak chyba to, że ciasteczka te w ogóle powstały i mogą cieszyć nasze podniebienia :)

Zgodnie z tradycją tego typu wypieki mają przynosić szczęście - bardzo często przygotowywane są więc w okolicy Nowego Roku i rozdawane rodzinie i znajomym. Ta wersja zyskała także tak dużą popularność, że powstał nawet narodowy dzień ciastka migdałowego - nie zapomnijcie więc o tym przepisie 9 kwietnia :)

Jako że do kwietnia jeszcze daleko, polecamy jednak wypróbować je jeszcze w tym roku - mamy nadzieję, że się nie zawiedziecie :)

ciasteczka migdałowe

ciasteczka migdałowe

Ciasteczka z migdałami
杏仁餅
na około 30 ciasteczek

1 i 3/4 kubka mąki pszennej
około 1 kubka cukru (ciastka są bardzo słodkie! polecamy zmniejszyć ilość cukru według uznania)
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 i 1/4 kubka mąki migdałowej
1 kubek niesolonego masła
1/2 łyżeczki soli
1 jajko
1 łyżeczka ekstraktu migdałowego
migdały na wierzch
białko jajka

ciasteczka migdałowe

W misce łączymy razem mąkę pszenną, cukier oraz proszek do pieczenia.

W osobnej misce ubijamy razem masło, mąkę migdałową oraz sól aż do uzyskania konsystencji piasku. Ubijając dalej wbijamy jajko i dodajemy ekstrakt migdałowy. Mieszamy do połączenia składników. Dosypujemy mąkę i ugniatamy dokładnie aż do uzyskania gładkiego ciasta. Owijamy je folią i wsadzamy na przynajmniej 30 minut do lodówki.

Z ciasta formujemy niewielkie kuleczki, które delikatnie spłaszczamy i kładziemy na blachę. Każde ciasteczko dekorujemy migdałem, a wierzch smarujemy lekko roztrzepanym białkiem. Pieczemy około 15 minut w 170 stopniach.

ciasteczka migdałowe

ciasteczka migdałowe

Przepis pochodzi z książki "The Sweet Spot: Asian-Inspired Desserts"

Brownie z kardamonem

brownie z kardamonem

To już drugie na naszym blogu brownie (klik!) i jak już pisałyśmy, tak naprawdę nigdy nie sądziłyśmy, że ten rodzaj wypieków kiedykolwiek nam posmakuje. Życie jednak czasem zaskakuje i postanowiłyśmy wypróbować kolejny już przepis na super-czekoladowe brownie :)

Niestety w kuchni krajów azjatyckich niewiele jest takich wypieków, które spokojnie mogłybyśmy zaproponować Wam na święta i które z tym okresem mogłyby się nam kojarzyć. Większość tradycyjnych deserów z tamtych rejonów to jednak troszkę inna bajka, tak więc podobnie jak to było w zeszłym roku podeprzemy się małą fuzją smaków i tradycji kulinarnych :)

Tym razem postawiłyśmy na dodatek aromatycznych indyjskich przypraw, a dokładniej na nasz ukochany kardamon. Od razu wiedziałyśmy, że to połączenie będzie niezwykłe bo przyprawa ta właściwie nigdy nas nie zawiodła. Generalnie jeśli istnieje możliwość dosypania kardamonu do deseru lub potrawy, to na pewno to zrobimy i nikt nie będzie w stanie nas powstrzymać ;) Jeśli jakimś cudem ten dodatek nie przekonuje Was jednak w 100%, to nie jest to jedyna karta przetargowa w tym wypieku. Kolejnym i równie cudownym składnikiem, który może przykuć Waszą uwagę są mianowicie przepyszne orzechy pekan, które idealnie komponują się zarówno z czekoladą, jak i kardamonem. W ten właśnie sposób powstało ciasto, które z powodzeniem może konkurować z innymi świątecznymi wypiekami. 

Taką przynajmniej mamy nadzieję :)

brownie z kardamonem

brownie z kardamonem

Brownie z kardamonem
na tortownicę o średnicy 21 cm

140 g czekolady gorzkiej 70%
250 g niesolonego masła
4 duże jajka
200 g cukru
nasiona z 15 ziaren kardamonu
135 g mąki
125 g orzechów pekan

brownie z kardamonem

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.

Nasiona kardamonu rozdrabniamy w moździerzu. Orzechy delikatnie podsmażamy na suchej patelni, uważając by się nie przypaliły, a następnie siekamy je w większe kawałki (my część zostawiłyśmy na dekorację ciasta).

Czekoladę dokładnie roztapiamy w kąpieli wodnej i pozwalamy jej delikatnie ostygnąć. W misce ubijamy masło, aż uzyskamy kremową konsystencję. Delikatnie dodajemy do niego czekoladę, a następnie wbijamy po kolei jajka. Całość mieszamy.

W dalszej kolejności dodajemy cukier (my dodałyśmy troszkę mniej, jeśli lubicie słodsze wypieki możecie zwiększyć jego ilość do 250 g), kardamon, mąkę oraz posiekane orzechy. Mieszamy aż do połączenia składników - nie robimy tego jednak zbyt długo, aby nie napowietrzyć ciasta.

Tortownicę smarujemy masłem i delikatnie oprószamy mąką, a następnie wylewamy do niej ciasto (jeśli zostawiliście orzechy teraz możecie udekorować jego wierzch). Pieczemy około 30 - 35 minut w temperaturze 170 stopni. Wierzch powinien być suchy, środek natomiast wilgotny.

Smacznego :)

brownie z kardamonem

brownie z kardamonem

przepis pochodzi z książki "Easy Indian Cooking: 101 Fresh & Feisty Indian Recipes"

Zupa kukurydziana z kurczakiem

zupa z kukurydzy

Trochę nam głupio się przyznawać, ale kukurydzę mogłybyśmy łyżkami wyjadać prosto z puszki. Kiedy potrzebujemy tylko połowę jej pojemności to możecie być pewni, że znajdziecie nas w okolicy pozostałej części, bo przecież nie istnieje możliwość by się zmarnowała choćby odrobinka ;) Pomimo tego, że póki co nie jesteśmy może wielkimi fankami zup z Chin (bo w tej dziedzinie króluje Korea), to ta bardzo nas zaintrygowała. 

Zupa kukurydziana często spotykana jest w menu restauracyjnym i podobno pochodzi z rejonu kantońskiego. Istnieją dwie jej wersje - w jednej dodatek stanowi mięso kurczaka, druga natomiast rezygnuje z niego na rzecz jajka. Często jednak spotkać można połączenie obydwu rodzajów w jedną i spójną całość. Oczywiście zupa ta ma pozytywny wpływ na żołądek oraz ogólnie układ pokarmowy. Może to być rzeczywiście prawda, choć nie możemy potwierdzić tego na 100%. Wiemy tylko, że nasze żołądki były całkiem zadowolone po jej zjedzeniu... :)

Oczywiście jeśli nie przekonuje Was dodatek jajka, to możecie je pominąć - polecamy jednak spróbować. Zupa też powinna świetnie sprawdzić się jako posiłek dla dziecka.

zupa z kukurydzy

Zupa kukurydziana z kurczakiem
粟米羹
na 4 osoby

1 pierś kurczaka
1/4 łyżeczki jasnego sosu sojowego
3 łyżki mąki kukurydzianej
około 640 g odsączonej kukurydzy lub tyle samo świeżej, obranej
1 litr bulionu drobiowego
3 jajka, delikatnie roztrzepane
szczypta białego pieprzu
sól do smaku
zielona cebulka, drobno posiekana
olej sezamowy

zupa z kukurydzy

Na samym początku marynujemy chwilę kurczaka w sosie sojowym oraz szczyptą soli. Łączymy też ze sobą około 100 ml wody razem z mąką kukurydzianą.

Do sporego garnka wrzucamy połowę kukurydzy oraz 250 ml bulionu i używając blendera dokładnie miksujemy, aż do uzyskania w miarę gładkiej pasty. Dolewamy resztę bulionu oraz dodajemy pozostałą część kukurydzy. Doprowadzamy do wrzenia na średnim ogniu i w tym momencie dorzucamy zamarynowanego wcześniej kurczaka. Gotujemy przez około 5 minut, aż kurczak będzie gotowy. Do zupy dodajemy mieszankę mąki kukurydzianej oraz wody - pamiętajcie by przed dodaniem ponownie całość zamieszać. Gotujemy jeszcze chwilę aż zupa zgęstnieje i zmniejszamy ogień. Powoli i delikatnie wlewamy rozbite jajka do zupy, starając się utworzyć z nich w zupie delikatne "wstążki". Jeśli istnieje taka potrzeba doprawiamy zupę solą.

Podajemy ze szczyptą białego pieprzu, zieloną cebulką oraz niewielką ilością oleju sezamowego.

zupa z kukurydzy

Przepis pochodzi z książki "The Dumpling Sisters Cookbook: Over 100 Favourite Recipes from a Chinese Family Kitchen"

Negi miso onigiri

miso onigiri

Onigiri (おにぎり) zajadamy się już od dłuższego czasu. Nie jeden raz towarzyszyły nam w pracy, ratując nas od mniej lub bardziej spodziewanego ataku głodu. Oczywiście żeby nie było - nasze cudowne, tradycyjne kanapki są dla nas równie atrakcyjne, kiedy jednak nasz jadłospis zaczyna wiać nudą, chętnie decydujemy się na takie małe i ekscytujące zmiany :) 

Nasze przygody z potrawami, które określić można mianem "kanapek" (bardziej ze względu na ich funkcję w codziennym jadłospisie niż podobieństwo w wyglądzie), rozpoczęłyśmy od koreańskiego kimbap (김밥), które z kolei kojarzyć się może z sushi (ale nim nie jest :)). Po pewnym czasie kimbap troszkę się nam znudził - tylko na krótki czas, ale właśnie wtedy zdążyłyśmy odkryć istnienie onigiri. Albo może po prostu postanowiłyśmy je wreszcie wykonać. W dalszym ciągu ulepienie idealnego kształtu jest dla nas dosyć trudne, ale łatwo dostać można specjalne foremki, które zrobią to za nas. Takie małe oszustwo... ale podobno wygląd posiłku ma również duże znaczenie ;)

Onigiri to rodzaj przekąski - kulka ryżowa, najczęściej uformowana w charakterystyczny trójkątny kształt, często zawinięta w kawałek nori. Oczywiście, żeby nie było nudno, powstało tysiące rodzajów nadzienia takiej ryżowej kanapki, czasami charakterystycznego dla regionu (np. onigiri z tempurą z Nagoi czyli tenmusu 天むす), innym razem po prostu odpowiadającego upodobaniom. Można je dostać w wielu wariacjach praktycznie w każdym japońskim sklepie czy też konbini (rodzaj mini-marketu otwartego 24 godziny na dobę), istnieją również specjalizujące się w onigiri sklepiki. Trudno się dziwić tej popularności bo onigiri czarują zarówno swoim smakiem, jak i prostotą. Początki tej ryżowej kanapki datuje się na co najmniej XI wiek, choć zapewne ze względu na szybkość tworzenia oraz fakt, że można było do ich wykonania wykorzystać pozostały ryż, zjadane były nawet wcześniej. Najważniejsze jest jednak to, że są z nami do dzisiaj i możemy się cieszyć odkrywając coraz to nowsze sposoby ich przygotowywania :) 

Jedną z naszych ulubionych wersji jest ta z solonym łososiem, dziś jednak zdecydowałyśmy się na bardziej dostępną - z pastą miso oraz porem. W przepisie oryginalnym używa się negi (ネギ) czyli japońskiej zielonej cebulki, u nas niedostępnej. Jako że podobna jest do pora, a ostatnio jest on jednym z naszych ulubieńców nie musiałyśmy długo szukać godnego zamiennika :) Przyrzekamy, w połączeniu z miso tworzy duet wręcz idealny!

Mamy nadzieję, że nasz maleńki wkład w rozwój zasłużonej mody na onigiri przypadnie Wam do gustu :)

miso onigiri

Negi miso onigiri
Onigiri z miso i porem
ネギ味噌 おにぎり
na ok. 4 kuleczki

na kulki:
ok. 480 g ugotowanego ryżu do sushi
1 łyżka prażonych ziaren sezamu
1 łyżeczka soli

na pastę:
ok. 80 g pora, dokładnie posiekanego
5 cm kawałek startego imbiru
2 łyżki pasty miso
0,5 łyżeczki sosu sojowego
1 łyżka mirinu
szczypta przyprawy shichimi togarashi
1 łyżka płatków bonito

miso onigiri

miso onigiri

Aby wykonać pastę rozgrzewamy niewielką ilość oleju na patelni i chwilę dusimy na nim pora razem z imbirem. Dodajemy miso, sos sojowy oraz mirin i mieszamy. Smażymy przez około 2 minuty, uważając by nic się nie przypaliło. Ściągamy z ognia i doprawiamy przyprawą shichimi togarashi oraz płatkami bonito. Odstawiamy do przestygnięcia.

Ugotowany ryż mieszamy z ziarnami sezamu. Jeśli wykonujemy onigiri w dłoniach, to dzielimy go na mniej więcej równe 4 części. Delikatnie zwilżamy dłonie wodą i posypujemy je szczyptą soli. Zbieramy jedną część ryżu i robimy delikatne wgłębienie do którego wkładamy odrobinę naszej pasty. Owijamy ją ryżem i delikatnie go dociskamy, formując w wybrany przez nas kształt. Jeśli macie foremki, to wypełniacie je zgodnie z potrzebą :) Powtarzamy z resztą ryżu. 

Pozostała część pasty może być wykorzystana jako szybki topping do ryżu lub na przykład smażonego tofu. Smacznego!

miso onigiri

miso onigiri

przepis pochodzi z książki "Simply Onigiri: fun and creative recipes for Japanese rice balls"

Kimchi jjigae

kimchi

Przepis na tę potrawę powinien tu znaleźć się bardzo dawno temu. Po głębszym namyśle powinien nawet być tym pierwszym, otwierającym naszą przygodę z blogiem bo to właśnie jego uważamy za prekursora naszej miłości do kuchni koreańskiej. To właśnie ta "zupa" królowała na naszym stole kilka lat temu i do dziś darzymy ją niezwykle gorącym uczuciem (chociaż ciężko jest się nam zdecydować, która potrawa powinna stanąć na podium :)) Jest więc dla nas daniem, można by powiedzieć, o zupełnie sentymentalnej wartości. 

Kimchi jjigae (김치찌개) to najprościej rzecz ujmując "zupa" z kimchi czyli koreańskiej fermentowanej kapusty. Próbowałyśmy już ją w każdej możliwej wersji - z wołowiną, wieprzowiną, z tuńczykiem i bez. Każda z tych opcji nam smakowała, choć najbardziej powszechny jest dodatek mięsa wieprzowego. Jak większość potraw w których prym wiedzie kimchi, kimchi jjigae jest jedną z najpopularniejszych potraw w Korei. Jjigae (찌개) to tak właściwie słowo oznaczające potrawy przypominające nasz gulasz i od zup, noszących miano guk (국), różnią się głównie gęstością oraz intensywnością smaku. Prezentowana przez nas dziś potrawa to tylko jedna z możliwych odmian jjigae. Równie dużą popularnością cieszy się w Korei chociażby doenjang jjigae (된장찌개) na bazie pasty sojowej, sundubu jjigae (순두부찌개) z miękkim tofu czy też chyba najbardziej zwariowane pod względem użytych składników "żołnierskie" budae-jjigae (부대찌개).

Gotowanie kimchi jjigae nie dość że jest banalnie proste, to zawsze jest swoistą przygodą ponieważ lubimy zmieniać proporcje dodatków - niekiedy dodamy więcej gochujang (고추장) aby rozgrzać się jeszcze mocniej, czasem postawimy na więcej cukru by delikatnie złagodzić smak. Możecie więc wiele wnieść do ostatecznego smaku tej potrawy. Wiele zależy też od kimchi jakie posiadacie - najlepiej nadaje się tu takie, które jest już dosyć porządnie zakwaszone (choć i to można obejść dodatkiem octu - najlepiej ryżowego, ale mocno wierzymy, że wszyscy macie przynajmniej 30 dniowe kimchi w lodówce ;)). Kolejnym sekretem jest też czas gotowania. Im dłużej gotowałyśmy nasze kimchi jjigae, tym lepsze nam wychodziło, więc aktualnie gotujemy je 40 minut lub nawet dłużej i Wam również tak polecamy. Smak wynagradza długie oczekiwanie :)

kimchi

Kimchi jjigae
김치찌개
na ok. 4 porcje

ok. 350 g wołowiny lub wieprzowiny pokrojonej w cienkie paski
2 - 2,5 kubka kimchi (np. z tego przepisu), posiekanego w większe kawałki
0,5 cebuli pokrojonej w piórka
2 ząbki czosnku, drobno posiekane
1 łyżka gochujang
0,5 łyżki gochugaru
1 łyżka cukru
1 łyżka sosu sojowego
3 kubki wody lub bulionu z anchois (np. z tego przepisu)
zielona cebulka, drobno posiekana
tofu, pokrojone w plasterki lub kostkę
olej sezamowy do smażenia

kimchi

Pokrojone mięso smażymy na rozgrzanym na średnim ogniu oleju sezamowym. Dodajemy posiekane kimchi i smażymy dalej razem, około 5 minut. Do garnka dorzucamy cebulę, czosnek, gochujang, gochugaru, sos sojowy oraz cukier i dokładnie ze sobą mieszamy, całość zalewamy wodą lub bulionem. Doprowadzamy do wrzenia na wyższym ogniu, a następnie zmniejszamy ogień i gotujemy pod przykryciem przez co najmniej 30 minut, co jakiś czas mieszając.

Dodajemy tofu i gotujemy kolejne 10 lub 15 minut, uważając by tofu się nie rozpadło. Na tym etapie warto też sprawdzić czy danie nie potrzebuje dodatku soli.

Podajemy posypane zieloną cebulką, obowiązkowo z miseczką ryżu :)

kimchi

kimchi

zmodyfikowany przepis pochodzi z książki "Seoul Food Korean Cookbook: Korean Cooking from Kimchi and Bibimbap to Fried Chicken and Bingsoo"

Karē nabe

curry

Tegoroczny chłodniejszy okres w roku postanowiłyśmy przeznaczyć na naszym blogu na pokazanie Wam kilku pysznych, rozgrzewających i tym samym kojarzących się nam z jesienią potraw z rejonów Azji. W tym tygodniu powracamy do Japonii by przygotować idealne połączenie nabe (鍋) czyli cudownego jednogarnkowego dania z naszym chyba najukochańszym specjałem czyli japońskim karē (カレーライス). 

Pomimo tego, że dania typu nabe właściwie najlepiej pasują do jesienno-zimowych, chłodnych wieczorów, my potrafimy je jeść cały rok - nawet w najgorsze upały. Być może jest to wtedy trochę mniej komfortowe, ale dla nich nie straszny nam upał, ani żadne inne niedogodności ;) Tak duże "poświęcenie" wynika z naszej bezgranicznej miłości do nabe i jeśli uda nam się zarazić nią choć jedną osobę, to będziemy najszczęśliwszymi osobami na świecie. Zresztą musi chyba być w tych garnuszkach coś prawdziwie magicznego, ponieważ bardzo często pojawiają się na listach potraw które KONIECZNIE należy wypróbować w Japonii. 

Ogólny zarys idei nabe przedstawiłyśmy już przy okazji kinoko nabe, więc jeśli jesteście zainteresowani to zapraszamy do przeczytania trochę dłuższego i bardziej praktycznego wstępu. Napisałyśmy tam o umownej kolejności przygotowywania tego typu dań, choć całe ich piękno tkwi w możliwości dostosowywania ich do osobistych preferencji. My możemy być pewne, że w naszym garnuszku znajdzie swoje miejsce szpinak oraz cudownie w nim smakujący por. Spokojnie więc możecie dodawać Wasze ulubione składniki do podstawowej bazy - jeśli nie pasuje Was mięso, możecie je zamienić na inne lub w ogóle z niego zrezygnować. Brakuje Wam jakiegoś składnika? Możecie wykorzystać zupełnie inny, zgodnie z własną inwencją. 

Przy okazji możecie być pewni, że zjecie sporą ilość warzyw i całkiem nieźle zbilansowany posiłek :) 

curry

Karē nabe
カレー鍋
na 4 osoby

4 kubki bulionu z kurczaka
1/4 kubka sake
1/3 kubka sosu sojowego
1 łyżka cukru
1 łyżka oleju roślinnego
2 piersi kurczaka pokrojone w cienkie plasterki
1 cebula, pokrojona w piórka
1/4 kubka przyprawy curry

kapusta pekińska, pokrojona
1 średniej wielkości por, pokrojony w większe plastry
1 średnia marchewka pokrojona z plasterki
1 ziemniak, pokrojony w plasterki
2 ząbki czosnku, posiekane
1 łyżeczka startego imbiru
1 zielona cebulka

curry

curry

Najlepszym sposobem na przygotowanie nabe jest gotowanie go na małej kuchence turystycznej. Całość potrawy przygotowujemy wtedy wspólnie z domownikami. Jeśli jednak nie posiadacie przenośnej kuchenki to oczywiście w dalszym ciągu możecie cieszyć się tą potrawą, przygotowaną jednak w zaciszu kuchni. My niekiedy podstawę dania, aż do momentu zalania bulionem przygotowujemy w kuchni, a resztę przenosimy na wspólny stół. Smak w dalszym ciągu jest równie wyborny :)

Do bulionu dodajemy sake, sos sojowy oraz cukier i dokładnie mieszamy - będzie to baza dla naszego nabe.

W średniej wielkości płytkim garnku rozgrzewamy olej na średnim ogniu i smażymy na nim kurczaka aż do uzyskania złotego koloru. Dorzucamy cebulę i smażymy razem przez około 2 minuty. Całość zasypujemy proszkiem curry i smażymy 1 minutę do skarmelizowania. Zalewamy wcześniej doprawionym bulionem.

W garnku układamy kapustę, pora, marchew, ziemniaka, czosnek oraz imbir (oraz inne dodatki, zgodnie z własną inwencją - w każdym nabe świetnie smakuje też tofu). Zakrywamy i gotujemy przez około 10 minut, aż składniki będą gotowe. Odkrywamy garnek i dodajemy posiekaną zieloną cebulkę. Jeśli w dalszym ciągu macie część dodatków, możecie pozostawić trochę bulionu i dołożyć je do garnka - w ten sposób magia nabe przedłuża się o kolejne kilka chwil.

Podajemy z miską ryżu, a na sam koniec w pozostałym bulionie gotujemy porcję świeżego udonu.

curry

curry

przepis pochodzi z książki "Japanese Hot Pots: Comforting One-Pot Meals"

Hobak Hotteok

dyniowe placuszki

Być może dziś troszkę się powtórzymy, gdyż parę miesięcy temu z wielką radością podzieliłyśmy się z Wami przepisem na bardzo przez nas lubiane hotteok (klik!) czyli koreańskie placuszki pełne słodkiego nadzienia. Przyszła jednak jesień, liście leniwie zaczęły opadać z drzew, a pogoda zupełnie nas nie rozpieszczając sama skierowała nas na trop przysmaku, który od bardzo dawna chciałyśmy spróbować. Cóż bowiem kojarzy się z jesienią bardziej niż dynia? Tak właśnie powstała kolejna wersja hotteok, tym razem z dodatkiem słonecznie pomarańczowej dyni i niezwykle aromatycznych orzechów. Dodatkowo zbliża się być może niezbyt polskie święto Halloween, które my chętnie spędzamy oglądając mniej lub bardziej straszne filmy. Taka przekąska na pewno urozmaici seanse filmowe z przyjaciółmi :) 

Nasz poprzedni przepis na hotteok nieznacznie zmodyfikowałyśmy dodając trochę mąki ryżowej. Ten zabieg pomaga uzyskać delikatnie bardziej chrupiąco-ciągnącą konsystencję ciasta. Jeśli uznacie, że z tego powodu konsystencja ciasta jest zbyt rzadka, dodajcie trochę więcej zwykłej mąki. Pamiętajcie jednak, że ciasto na hotteok jest raczej z rodzaju tych bardziej klejących i rzadkich :)

Koniecznie wypróbujcie też mieszanki przypraw, którą używamy między innymi do słodkich potraw z dynią - jest niesamowicie aromatyczna i, jak wszystkie korzenne mieszanki, niezwykle uzależniająca :)


dyniowe placuszki

Hobak Hotteok
Hotteok z dynią
호박 호떡
na ok. 8-10 porcji

ciasto:
0,5 kubka ciepłej wody
0,5 łyżki drobnego cukru
2 łyżeczki suchych drożdży
3 kubki mąki pszennej
0,5 kubka mąki z ryżu kleistego
0,5 kubka mleka
0,5 kubka purée z dyni
szczypta soli
olej do smażenia

nadzienie:
2,5 łyżki brązowego cukru
1-2 łyżeczki przyprawy do dyni
garść orzechów włoskich oraz migdałów

* Mieszanka, której my używamy to 0,5 kubka cynamonu, 4 łyżki zmielonego imbiru, 1 łyżka ziela angielskiego, 1 łyżka gałki muszkatołowej, 1 łyżka goździków - wszystkie składniki mielimy jeśli tego wymagają i dokładnie ze sobą mieszamy.

dyniowe placuszki

dyniowe placuszki

Na samym początku mieszamy ze sobą ciepłą wodę, cukier oraz drożdże i czekamy chwilę - około 10 minut - do momentu kiedy zaczyn zacznie pracować. Do całości dodajemy obydwa rodzaje mąki, ciepłe mleko, sól oraz purée z dyni. Ugniatamy aż do momentu połączenia się wszystkich składników. Odstawiamy na godzinę aż ciasto podwoi swoją objętość.

W międzyczasie przygotowujemy nadzienie - siekamy drobno orzechy i łączymy je z cukrem oraz przyprawą.

Z ciasta formujemy niezbyt duże kulki, które następnie wypełniamy nadzieniem. Delikatnie zamykamy je we wnętrzu ciasta - sugerujemy abyście ręce oprószyli mąką, praca jest wtedy przyjemniejsza :) Tak wykonane kulki kładziemy na rozgrzanej patelni wypełnionej olejem zaczynając od strony zamknięcia. Następnie odwracamy placka i kulkę spłaszczamy za pomocą łopatki. Smażymy do uzyskania złoto brązowego koloru.

Podajemy ciepłe ^^

dyniowe placuszki

dyniowe placuszki

zmodyfikowany przepis pochodzi z książki "Seoul Food Korean Cookbook: Korean Cooking from Kimchi and Bibimbap to Fried Chicken and Bingsoo"

Samosy z ziemniakami i zielonym groszkiem

klasyczne samosy

O istnieniu tych cudowności, jakimi z pewnością są samosy zapomniałyśmy na dobre kilka miesięcy, aż pewnego pięknego dnia przypomniał nam o nich nikt inny jak nasz osobisty tester przepisów czyli mama. Postanowiła ona bowiem wypróbować nasz przepis, aczkolwiek z troszkę innym nadzieniem niż ten, który znajduje się już na naszym blogu. Oczywiście wykonane przez nią samosy smakowały nam tysiąc razy bardziej niż nasze własne, ale to chyba normalna kolej rzeczy ;)  Przepis ten przeszedł już więc co najmniej dwie próby bojowe, każdą z sukcesem. 

Jeśli nie pamiętacie, to przypominamy iż jakiś czas temu podzieliłyśmy się z Wami przepisem na samosy z dodatkiem szpinaku i sera chhena (klik!). Tym razem zachęcamy Was do spróbowania chyba najbardziej znanej ich wersji, a mianowicie z ziemniakami oraz groszkiem. I choć może brzmi to dosyć przyziemnie to zapewniamy, że dodatek przypraw zupełnie zmienia charakter tych codziennych warzyw. Jeśli chcecie dodatkowo zapoznać się z historią tej potrawy to znaleźć ją możecie w tekście poprzedniej wersji, a my już nie przedłużając zapraszamy do gotowania :)

klasyczne samosy

Samosy z ziemniakami i zielonym groszkiem
na ok. 12 sztuk

na ciasto:
2 kubki mąki
pół łyżeczki soli
4 łyżki plus 1 łyżeczka oleju
4 łyżki wody (lub więcej w miarę potrzeby)

na nadzienie:
4 łyżki oleju
1 łyżeczka ziaren czarnej gorczycy
1 cebula, posiekana w drobną kostkę
1 łyżeczka zmielonej kolendry
1 łyżeczka pieprzu cayenne
1 łyżeczka soli
0,5 łyżeczki kurkumy
2 średniej wielkości ziemniaki, obrane i pokrojone w drobną kostkę
1 kubek zielonego groszku, świeżego lub mrożonego

klasyczne samosy

Przygotowujemy ciasto - w tym celu mieszamy mąkę oraz sól, a następnie dodajemy do nich 4 łyżki oleju. Łączymy razem aż do uzyskania faktury przypominającej okruchy chleba. Powoli dodajemy 4 łyżki wody i ugniatamy ciasto na oprószonej mąką stolnicy (około 5 minut). W razie potrzeby dodajemy więcej wody. Kiedy będzie już miękkie w dotyku, formujemy je w kulę i wcieramy w nią pozostałą 1 łyżeczkę oleju. Gotowe ciasto owijamy szczelnie folią i odstawiamy na co najmniej 30 minut.

Zabieramy się za przygotowywanie nadzienia. W garnku rozgrzewamy olej na średnim ogniu i smażymy na nim ziarna gorczycy. Gdy zaczną delikatnie trzaskać, dodajemy cebulę i smażymy aż do miękkości. Dosypujemy zmieloną kolendrę, pieprz cayenne, sól, kurkumę i chwilę razem smażymy, cały czas mieszając. Po około 30 sekundach do mieszanki przypraw dorzucamy ziemniaki oraz groszek. Zakrywamy garnek i gotujemy przez około 15 minut, często mieszając by nic się nie przypaliło. Po upływie tego czasu sprawdzamy czy ziemniaki są miękkie - jeśli tak to ściągamy całość z ognia i odstawiamy.

klasyczne samosy

Ciasto na samosy dzielimy na 6 części, każdą rozwałkowujemy na sporej wielkości okręgi, które następnie przekrawamy na pół. Każdą taką połówkę składamy i zlepiamy by uzyskać małą kieszonkę. Wypełniamy ją nadzieniem i dokładnie łączymy pozostałe brzegi ciasta (możemy wspomóc się wodą).

Gotowe samosy smażymy na głębokim tłuszczu, przewracając je aby z każdej strony uzyskać złotobrązowy kolor. Odsączamy z tłuszczu na papierowym ręczniku. 

Podajemy z wybranym rodzajem chutney.

klasyczne samosy

przepis pochodzi z książki "My Indian Kitchen: Preparing Delicious Indian Meals without Fear or Fuss"

Matcha crème brûlée


Trzy tygodnie temu zachęcałyśmy Was do wypróbowania zielonej herbaty matcha w troszkę innej, wytrawnej formie (klik!), dziś natomiast powracamy do słodkich dobroci z jej dodatkiem. Jeśli lubicie crème brûlée i gotowi jesteście na jego smakowitą odmianę, to koniecznie musicie wypróbować ten przepis :) 

Tradycyjnej formy tego deseru chyba nie musimy nikomu przedstawiać. Przepis na ten delikatny krem przygotowywany ze śmietanki, żółtek i cukru, ukryty pod warstewką skarmelizowanego cukru nie jest zbyt skomplikowany, oczywiście oprócz samego procesu karmelizowania, zwłaszcza jeśli nie posiadacie odpowiedniego palnika ;) Niestety crème brûlée ciężko jest sobie wyobrazić bez owej słodkiej skorupki, przez którą musimy się przebić by dostać się do pysznego środka więc zalecamy zaopatrzenie się w palnik (choć wstawienie deseru do piekarnika też zdaje egzamin). Jak już może zdążyliście się przekonać, my każdą potrawę z dodatkiem matcha przyjmujemy bez zająknięcia i z otwartymi ramionami - tak też było oczywiście w przypadku tej smacznej wariacji na temat crème brûlée.

Wspomniałyśmy już w naszym urodzinowym przepisie na torcik tiramisu, że Japończycy świetnie radzą sobie z łączeniem tradycyjnych deserów z różnych zakątków świata ze smakami tradycyjnymi dla tego kraju. Dodatek miso potrafi cudownie odmienić znany nam od dawna przepis na brownie, a mąka kinako nadać nowego charakteru ciasteczkom z czekoladą. Podobnie, mariaż matcha ze słodkościami praktycznie nie ma szans by się nie udać. Może ma to jakiś związek z faktem, że tradycyjnie gorzkawy i mocny smak herbaty, balansuje się dodatkiem czegoś słodkiego. Jakkolwiek by nie było, mamy nadzieję że skusicie się na tę miłą odmianę i dacie szansę zielonej herbacie matcha. My już przepadłyśmy w 100 procentach :)



Matcha crème brûlée
na 4 miseczki

1 kubek śmietanki kremówki
ok. 67 g drobnego cukru
2,5 łyżeczki zielonej herbaty matcha (my użyłyśmy Moya Matcha)
0,5 kubka mleka lub mleka sojowego
3 żółtka jajek



W garnuszku łączymy ze sobą pół kubka śmietanki, 33 g cukru oraz proszek matcha. Podgrzewamy na niskim ogniu, aż wszystkie składniki ładnie się ze sobą połączą. Dodajemy pozostałą część śmietanki oraz mleko i podgrzewamy do delikatnego wrzenia. Odstawiamy z ognia aby masa troszkę ostygła.

W misce łączymy razem żółtka oraz resztę cukru - nie ucieramy, tylko po prostu ze sobą łączymy. Cały czas powoli mieszając, stopniowo wlewamy mleczną mieszankę do żółtek, a następnie całość odcedzamy na sitku. Gotową masą wypełniamy żaroodporne miseczki, które następnie układamy w żaroodpornym naczyniu. Wlewamy do niego gorącą wodę, mniej więcej na taką samą wysokość jak płyn w miseczkach. Całość wkładamy do nagrzanego do 150 stopni piekarnika (nie termoobieg) na około 30 minut.

Gotowy deser po schłodzeniu umieszczamy na 2 godziny w lodówce. Przed podaniem posypujemy powierzchnię cukrem, który następnie karmelizujemy za pomocą palnika, aż do uzyskania złotego koloru. 



przepis pochodzi z książki "Kyotofu: Uniquely Delicious Japanese Desserts"